Krwiopijcy już żerują - Psy.pl - mamy nosa!

Krwiopijcy już żerują

Ryzyko zarażenia groźną chorobą odkleszczową jest tym większe, im dłużej pasożyt przebywa w ciele psa - dlatego trzeba go usunąć jak najszybciej

Robi się coraz cieplej i kleszcze budzą się ze snu zimowego. Po długiej przerwie muszą się napić krwi, aby rozpocząć nowy cykl życiowy i rozrodczy. Dawniej kleszcze występowały na określonych terenach i zagrożenie roznoszonymi przez nie chorobami było niewielkie. Dziś można je spotkać nawet podczas spaceru po miejskim trawniku, choć najbardziej narażone są na to czworonogi buszujące w krzakach.
Groźną dla psów chorobą roznoszoną przez różne gatunki kleszczy jest piroplazmoza, zwana babeszjozą. Pierwotniaki z rodzaju Babesia mają różną chorobotwórczość zależnie od gatunku. U nas spotykana jest niestety głównie bardzo chorobotwórcza Babesia canis.
Zawsze powtarzam, że lepiej zapobiegać, niż leczyć. Już od dziś należy stosować preparaty zabezpieczające przed atakami kleszczy. Jest ich wiele: od obroży poczynając, na sprejach i kropelkach kończąc. Ich skuteczność jest zazwyczaj podobna – pod warunkiem że nabywamy je w gabinetach weterynaryjnych, a nie w sklepikach, i stosujemy zgodnie z zaleceniem lekarza weterynarii.
Nie wolno zapominać, że liczy się nie tylko skuteczność tych środków, ale i to, na ile są toksyczne dla otoczenia. Na przykład obroże przeciwkleszczowe dla psów zwykle nie powinny być stosowane w domach, w których są małe dzieci i koty. Wszystko zależy jednak od tego, czym są nasączone.
Ogromne znaczenie ma regularne stosowanie zabezpieczeń. Większość kropelek o nazwie „spot on” działa przeciwkleszczowo przez cztery tygodnie, dlatego trzeba je stosować co miesiąc.
Nie ma środków dających stuprocentową pewność, że kleszcz się nie przyczepi. Dlatego powinniśmy – poza stosowaniem zabezpieczeń chemicznych – codziennie przeglądać psią skórę. Kleszcze najchętniej wybierają miejsca na głowie i szyi. Im dłużej pasożyt przebywa na psie, tym większe jest prawdopodobieństwo zarażenia babeszjozą. Pierwotniaki i bakterie przedostają się do krwi zwierzęcia wraz ze śliną zakażonego kleszcza, a ten zaczyna „się ślinić” dopiero po dłuższym czasie delektowania się krwią. Jeśli więc oderwiemy go krótko po rozpoczęciu przezeń posiłku, ryzyko zarażenia jest minimalne.
Wyciąganie krwiopijcy nie sprawia zazwyczaj kłopotu. Chwytamy go palcami lub pęsetą. Trzeba jednak pamiętać, że naciskając na odwłok roztocza, możemy wtłoczyć pod skórę psa jego zakaźną zawartość. Jeśli główka kleszcza pozostanie w ciele czworonoga, z czasem – jak drzazga – opuści skórę w ropniu.
Nie pomoże smarowanie kleszcza alkoholem ani tłuszczem. Wykręcanie go też nic nie da, bo kleszcz nie jest gwintowany…
Bez względu na to, czy znaleźliśmy na psie kleszcza, czy nie, musimy zwrócić się do lekarza, jeżeli nasz pupil nagle posmutnieje. Tak właśnie zaczyna się babeszjoza – na początku obserwuje się tylko „ogólną niechęć do życia”. Nie trzeba czekać na takie objawy, jak wysoka temperatura ciała, podbarwiony krwią lub po prostu ciemny mocz czy bladość śluzówek. Im wcześniej zdiagnozuje się chorobę, badając krew, i zastosuje odpowiednie leki, tym mniejsze spustoszenie uczyni w organizmie psa groźny pierwotniak.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *