Labradorka Figa uratowała zaginionego chłopca - Psy.pl - mamy nosa!

Labradorka Figa uratowała zaginionego chłopca

Dwuletnia labradorka Figa odnalazła sześcioletniego Marcina z miejscowości Miłków w województwie świętokrzyskim. Chłopiec cierpi na autyzm i bardzo trudno się z nim porozumieć.


We wtorek (24 września) po południu mama Marcina zgłosiła na policji, że jej cierpiący na autyzm sześcioletni syn bawił się na podwórku, gdy ona weszła na chwilę do domu. Kiedy wyszła z powrotem na podwórko, furtka była otwarta, a syna nie było. Natychmiast zaczęły się poszukiwania, w których brało udział ponad 200 osób. Kłopot ratowników polegał na tym, że Marcin cierpi na autyzm i nie reagował na ich nawoływania.

Wśród poszukujących chłopca byli członkowie Grupy Ratownictwa Specjalnego Ochotniczej Straży Pożarnej w Łodzi Jędrzejowie. – Nasz naczelnik zaproponował miejscowej policji pomoc – opowiada Krzysztof Kręc z GRS OSP, przewodnik labradorki Figi. – Wyjechaliśmy o 21, a na miejscu znaleźliśmy się o 2 w nocy. Od razu włączyliśmy się do poszukiwań, ale bez psów ze względu na trudne warunki – wszędzie było błoto i woda. Gdy zaczęło świtać, około 5-6 do akcji wkroczyły psy. Otrzymaliśmy informację, że chłopczyka widziano w okolicach rzeczki. Skierowałem się tam z Figą. Wydałem jej komendę „szukaj – człowiek”. Biegała w odległości około 100 m, nagle wskoczyła do rzeczki i wyszła z niej. Nasze psy pracują górnym wiatrem, więc gdy zobaczyłem, że unosi do góry nos, wiedziałem, że coś wyczuła. Pobiegła dalej, a my za nią. Po chwili usłyszałem jej szczekanie – tak sygnalizuje, że znalazła człowieka.

Była 7 rano. Chłopczyk siedział po pas w wodzie. Był wyziębiony i przestraszony. Prawdopodobnie zsunął się z brzegu, na szczęście nie starał się iść dalej, bo rzeczka, choć niewielka, mogła być niebezpieczna. – Gdy podeszliśmy do niego, nic nie mówił, pomrukiwał tylko, ale przytulił się do kolegi, choć autystyczne dzieci zwykle tego nie robią w wypadku obcych osób. Bez pomocy psa prawdopodobnie nie udałoby się go odnaleźć. W tej okolicy przechodziła już tyraliera poszukujących go ludzi, ale nic nie zauważyli. I trudno się dziwić, bo siedział pod krzaczkiem, a do tego ubrany był na zielono – opowiada Krzysztof Kręc. Strażacy wezwali przez radio swój pojazd UTV, by dowieźć chłopca do karetki pogotowia. Ścieżka była bowiem tak wąska, a teren tak bagnisty, że karetka nie miała szans tam dotrzeć.  

Gdy pytam o to, jak nagrodził Figę, Krzysztof Kręc odpowiada: – Najważniejsze było zajęcie się chłopcem i bezpieczne odtransportowanie go do szpitala. Dopiero później wyjąłem piłeczkę, którą mam zawsze w kieszeni, i pobawiłem się chwilę z Figą. To dla niej największa frajda i nagroda. Ważniejsza niż jakiekolwiek smakołyki. Powiedziałem też oczywiście „dobry pies”.

Sukces Figi jest tym większy, że ma dopiero dwa lata i jest w trakcie szkolenia przygotowującego do egzaminów na psa ratowniczego. A jak to się zaczęło? – Jeszcze niedawno nie sądziłem, że będę strażakiem i że będę pracował z psem – opowiada Krzysztof Kręc. – Najpierw koledzy namówili mnie do wstąpienia do OSP, a potem żona kupiła labradorkę i od razu zacząłem ją szkolić przy pomocy specjalisty. Figa jest naszym psem rodzinnym i sprawia nam wiele radości. Od początku wychowuje się z dziećmi. Co ciekawe jest też naszym budzikiem. Rano przychodzi do mojego pokoju i mnie budzi. Wykonujemy razem różne poranne czynności, a potem Figa wchodzi po kolei do pokoi dzieci i szczeka, by i one wstały. MC

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *