Leśniczy znęcał się nad psem

Wydawałoby się, że leśniczy to osoba,  która powinna opiekować się zwierzętami i szanować ich prawa. Jednak przypadek leśniczego z Gniezna przeczy tej powszechnej opinii. Na jego posesji znaleziono suczkę posokowca bawarskiego Dorę, która była skrajnie wygłodzona, a na widok człowieka czołgała się i skomlała. Na każdy ruch ręką ze strachu przed uderzeniem, którego nie raz doświadczyła, kuliła się w sobie i przywierała do ziemi. Nikt z sąsiadów nie odważył się zajrzeć wcześniej do nieustannie wyjącego i skomlącego psa, aż do chwili, kiedy te odgłosy ucichły. Dora nie miała już siły walczyć.

Na szczęście  dla umierającej Dory znalazła się osoba, która nie zawahała się powiadomić TOZ. To, co zastali inspektorzy na posesji leśniczego, przeszło ich oczekiwania. Suczka była zamknięta w klatce, a sądząc po jej opłakanym wyglądzie, od dłuższego czasu ani nie była karmiona, ani nie miała wody. Zapytany o przyczyny takiego traktowania czworonoga leśniczy, który także jest myśliwym, odpowiedział, że psy nadają się do polowania tylko przez 2.5 roku, a potem zamyka je w kojcu. Niemal godzinę inspektorki TOZ próbowały wyciągnąć wycieńczoną suczkę z klatki. W gabinecie weterynaryjnym od razu podjęto akcję ratowania psu życia. Dora czuje się już lepiej. Udało się też znaleźć dla niej kochającą rodzinę.

„Specjaliści zgodnie twierdzą, że przez wiele lat pracy nie widzieli jeszcze psa tak potwornie wygłodzonego i bitego, jak suczka odebrana myśliwemu – leśniczemu” czytamy na Facebooku we wpisie grupy Ludzie przeciw myśliwym. Grupa ta zamierza zgłosić sprawę do prokuratury i doprowadzić do osądzenia i ukarania winnego znęcania się nad psem. PK