Maria Czubaszek - Psy.pl - mamy nosa!

Maria Czubaszek

Moja miłość do czworonogów (wszystkich, ze szczególnym uwzględnieniem ras mieszanych) zaczęła się we wczesnym dzieciństwie i tak mi zostało. Pierwszego szczeniaka wyprosiłam na swoje ósme urodziny. Szczerze mówiąc, marzył mi się wtedy również rower. Kiedy jednak rodzice powiedzieli: albo, albo, bez namysłu zdecydowałam się na pieska.

I tak w moim życiu pojawił się cudowny foksterierek. Nazwałam go Arguś. Był najpiękniejszym, najmądrzejszym i najbardziej kochanym psem. Podobnie zresztą jak wszystkie następne. Bo od tamtego czasu już zawsze mam psa. Wprawdzie po śmierci każdego zarzekam się, że brak mi już sił na kolejną taką traumę, ale wcześniej czy później dowiaduję się o jakimś psim nieszczęściu. I oczywiście wymiękam.

Bimbra (dwuletniego kundelka z przewagą rasy wyżeł) przywiozła do schroniska, na przechowanie, jego pani. Ucałowała na pożegnanie i zapewniła, że za tydzień wróci. Nie wiem, czy uwierzył, ale wiem, że pani nie wróciła. Pół roku później trafił do podwarszawskiej willi, w której żył jak panisko. Do momentu, kiedy nowa pani, za namową narzeczonego, nie postanowiła go wymienić na nowy, bardziej rasowy model. Jego miejsce w domu zajęła rodowodowa jamniczka, a on wylądował na ulicy.

Nie muszę chyba mówić, co zrobiłam po usłyszeniu tej historii. Bimber, choć, a może właśnie dlatego, że był facetem po przejściach, okazał się wspaniały! Ale raz omal przez niego nie umarłam – ze strachu. W czasie stanu wojennego na wieczornym spacerze (po godzinie milicyjnej) na widok kota zerwał się ze smyczy i pognał pod ówczesne MSW. Za ogrodzeniem żołnierze pod bronią, a ja – przerażona, że go zastrzelą – czepiam się żelaznych sztachet i krzyczę: – Bimber! Bimber! Jeden z żołnierzy podszedł do ogrodzenia: – Oszalała pani?! Tu na pewno nikt nie kupi! Zanim wytłumaczyłam, że ja tylko wołam psa, Bimber z opuszczonym ogonem wrócił.

O Nice, półrocznym owczarku belgijskim, dowiedziałam się dwa tygodnie po śmierci Bimbra. Jej właścicielka dostała wizę do Stanów i zaabsorbowana wyjazdem nie miała czasu znaleźć dla niej nowego domu. Postanowiła więc „puścić ją wolno”. Młodą, rasową suczkę, w dodatku piękną, z pewnością ktoś przygarnie…

Nika trafiła do mnie. Była piękna i – bestia – inteligentna. Łagodna, dobrze ułożona (wystarczyły trzy lekcje ze szkoleniowcem), znała swoje miejsce w domu… na moim tapczanie. Mogłabym o niej długo opowiadać. Choć żyła tylko 12 lat. Powie ktoś, że jak na psa to nie tak krótko. Wiem. Ale uważam, że jak na takiego psa, jak Nika, to za krótko. I tym razem byłam już pewna, że więcej psów w moim życiu nie będzie.

Miesiąc później zadzwonił do mnie wolontariusz ze schroniska w Radomiu. Powiedział, że trafił tam młody kundelek, wyrzucony przez kogoś z samochodu. Wyjątkowo źle znosi pobyt w schronisku. Ponieważ straciłam ostatnio psa… Przerwałam, że to nie ma nic do rzeczy, ale popytam znajomych. Tydzień później zadzwonił, że ponieważ udało mu się właśnie załatwić samochód do Warszawy, za godzinę u mnie będzie. Żebym zobaczyła pieska. Chciałam powiedzieć, że widziałam już parę piesków, ale stracił zasięg. Przyjechali, zobaczyłam. I ręce mi opadły. Nie dlatego, że piesek nie miał nachalnej urody i wyglądał jak kupka nieszczęścia, tylko dlatego że wiedziałam, iż wbrew temu, co sobie przyrzekłam, znowu będę miała psa.

No i mam. Pieska – jak mówi mój mąż: rasy Pikuś – który dla niepoznaki ma na imię Supron. Jest przesympatyczny i przezabawny. Niedoskonałości urody nadrabia wdziękiem. Uwielbia zabawki – dostał bzika na punkcie gumowych świnek. Ma ich 15 i nawet gdy się nimi nie bawi, muszą leżeć na swoim miejscu i nikt nie śmie ich ruszyć, bo będzie miał z Supronem do czynienia. Śmieję się, że powinnam dostawać dotacje z Unii Europejskiej na gumową trzodę chlewną. A dlaczego warto i trzeba się zajmować niezbyt pięknymi porzuconymi stworzeniami? Bo te piękne mają zwykle w życiu łatwiej – podobnie jak człowiek, który jest młody, piękny i bogaty. Tym brzydszym znalezienie domu i człowieka, który je pokocha, rzadziej się udaje.
Wiem. Nie każdy człowiek musi mieć psa. Ale każdy pies musi mieć człowieka.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *