Miłość od pierwszego dotyku - Psy.pl - mamy nosa!

Miłość od pierwszego dotyku

Pierwszy wyszkolony przez Fundację Labrador pies przewodnik trafił do niewidomej masażystki... psów

Pierwszy wyszkolony przez Fundację Labrador pies przewodnik trafił do niewidomej masażystki… psów

Biszkoptowy labrador Nelson, pierwszy w Polsce dyplomowany pies przewodnik wyszkolony przez Fundację Labrador z Poznania, nawet gdy nie pracuje, jest bardzo czujny. Na widok czarnego szalika, którym zbyt szybko machnęłam przed twarzą jego pani, łodzianki Magdy Rutkowskiej, warczy ostrzegawczo. Magda nie mogła zobaczyć mojego szala, bo jest niewidoma. A Nelson uznał, że mam złe zamiary. Napięcie rozładowały szybkie pieszczoty.

Gdy zdobyłam już zaufanie psa, ten co rusz wsadza pysk w moje notatki, obwąchuje dyktafon i buty, trąca mnie nosem. Przynosi nawet kość, zapraszając do zabawy. O „groźnym” szaliku zapomniał.

Psy masuje się trudniej
Trudno uwierzyć, że Magda ma dopiero 22 lata. Jest nad wiek dojrzała. Mówi dużo i szybko, często się śmieje. Od kiedy ma Nelsona – jeszcze częściej. Chociaż nie widzi świata, to chce, żeby świat dostrzegł ją. Od dwóch lat zajmuje się leczniczym masażem zwierząt.

– Skończyłam technikum masażu – wspomina. – Podobało mi się masowanie innych, ale kiedy usłyszałam o psim masażu, zdecydowałam, że właśnie tym się zajmę. Okazało się, że masowanie psów jest trudniejsze. Choć Magdzie na pewno przydała się zdobyta w szkole wiedza z zakresu anatomii i fizjologii, jednak umiejętności potrzebne do masowania zwierząt zdobywa samodzielnie. Szpera w internecie, wertuje książki, nie przepuści żadnego tekstu na ten temat w pismach specjalistycznych.
Masaż zwierzęcy to u nas raczkująca dziedzina. – Muszę być bardzo uważna, bo nieumiejętny zabieg może psu zaszkodzić, np. zwiększyć istniejący już przykurcz. Dlatego łączę różne techniki, wybierając z każdej z nich te chwyty, które są najlepsze dla konkretnego psa. Każdy ruch wykonuję bardzo ostrożnie i uważnie wyczuwam reakcje moich pacjentów. Najpierw pies musi się oswoić z Magdą, pobawić. Dopiero potem rozpoczyna się terapia. Do lecznicy wchodzi amstaffka Abra. Miała zerwane ścięgna w tylnej łapie. Przychodzi tu od 3 tygodni na 15-minutowe masaże. To najkrótszy zabieg z możliwych, bo masaż łap i grzbietu może trwać nawet 70 minut bez przerwy – nawet krótki przestój może zniweczyć efekt. Amstaffka niecierpliwie drepcze przy swoim panu.

– Ona to uwielbia, a efekty widać każdego dnia. Kiedyś nie mogła swobodnie chodzić, a teraz sama wskakuje zgrabnie na kanapę – mówi Paweł Zieliński, właściciel Abry. – Usłyszałem o Magdzie pocztą pantoflową i przekonałem się, że warto było spróbować.

Magdy płynnymi ruchami masuje chorą łapę. Suka z zaciekawieniem zerka w obiektyw aparatu, nie zwracając uwagi na delikatny, ale pewny dotyk. Nelson jest zupełnie zdrowy i nie potrzebuje żadnych zabiegów, ale lubi masaże. – Szczególnie mocne chwyty – uśmiecha się Magda.

Pies z „Mojego Psa”
Żeby masować psy w lecznicy, najpierw trzeba wyjść z domu. To, co dla zwykłego człowieka nie stanowi przeszkody, dla osoby niewidomej jest barierą prawie nie do przebycia. Dlatego Magda przez kilka lat szukała odpowiedniego psa przewodnika w różnych organizacjach, ale żadna nie zyskała jej zaufania. Była już zniechęcona, gdy znalazła informację o poznańskiej fundacji w „Moim Psie”. – Przeczytał mi ją komputer ze specjalnym oprogramowaniem, który jest połączony ze skanerem – tłumaczy. Zadzwoniła do redakcji późnym latem, z prośbą o adres fundacji. Zapisała się na listę oczekujących na psa. Potem spotkała przedstawicieli fundacji na targach rehabilitacyjnych w Łodzi. Posłuchała opowieści o szkolonych labardorach. Kiedy odebrała telefon z informacją, że jeden z nich chciałby ją poznać, natychmiast pojechała do Poznania.

– Nigdy nie zapomnę pierwszego spotkania z Nelsonem – wspomina. – To był grudniowy dzień. Dotknęłam jego cudownej, zmrożonej sierści, a on polizał mnie po ręce. Zakochaliśmy się w sobie od pierwszego dotyku. Spędziliśmy ze sobą tylko kilka godzin, a ja już tęskniłam. Następne spotkanie odbyło się w lutym, a 11 kwietnia labek przyjechał do Łodzi.

Para idealnie dobrana
Nelson pewnie nie zdawał sobie sprawy z tego, jak ważne było jego pierwsze spotkanie z Magdą.

– Sprawdzamy wtedy, czy charakter psa i jego nowego pana pasują do siebie – tłumaczy Paweł Zieliński, instruktor Fundacji Labrador (zbieżność imion i nazwisk z właścicielem Abry jest przypadkowa – red.), który przez 7 miesięcy szkolił Nelsona. – Przecież ta para przebywa ze sobą całą dobę, więc musi być idealnie dobrana.

Nelson i Magda przypadli sobie do gustu, bo oboje są aktywni. W pierwszych wspólnych tygodniach instruktor pomagał im się zgrać. Razem dziesiątki razy pokonywali trasy, którymi porusza się Magda. – Czułam, że Nelsonek przeżywa duży stres – mówi przejęta. – Nawet schudł. Labradory dobrze tolerują zmiany, ale on musiał znieść jednocześnie: przeprowadzkę, nową panią, dom i mój zwierzyniec, który wcale nie przyjął go z otwartymi łapami. Zwłaszcza długowłosy owczarek Lupus postanowił, że przepędzi biszkoptowego intruza. – Nelson warknął na Lupusa, jakby chciał powiedzieć: „Kolego, ja się ciebie nie boję” – śmieje się Magda. – Teraz razem urządzają dzikie harce, a spanielka Kora z gracją przygląda się im z boku.

Dr Jeckyll i Mr Hyde
Po pracy Nelson jest rozrabiaką, uwielbia turlać się po podłodze ze swoją panią. Gdy jednak poczuje na grzbiecie paski uprzęży, zmienia się nie do poznania. Natychmiast wycisza się i koncentruje. Wychodzimy z lecznicy. Przed nami wydeptane, kręte ścieżki, popękane płyty chodnikowe, strome wzniesienie. Wieje przenikliwy wiatr, pada ulewny deszcz. Wokół gwar ludzkich rozmów, hałas samochodów, tramwajów. Nelson bezbłędnie wybiera najprostszą drogę na przystanek „piętnastki”. Jeden z przechodniów zaczepia go, cmokając. Jakaś pani delikatnie chwyta Magdę za ramię przy przejściu dla pieszych.

– Ludzie nie rozumieją, że to pies przewodnik, który się mną opiekuje – mówi Magda. – Nie rozumieją też, że dekoncentrując psa, stwarzają niebezpieczne sytuacje – on się obejrzy, a ja wpadnę w dziurę. Protestują, gdy Nelson nie ma w tramwaju kagańca. A kto podniesie mi laskę, gdy pies będzie miał unieruchomiony pysk? Albo milczą jak zaklęci, gdy pytam, jaki numer ma tramwaj, do którego wsiadłam – a przecież Nelson nie umie czytać… Nelson będzie służył Magdzie przez najbliższe osiem lat.

– Taki okres wynika z fizjologii psa, bo przecież zwierzęta też się starzeją – tłumaczy instruktor Paweł Zieliński. – Nelson przejdzie wtedy badania, by sprawdzić, czy jest zdolny do dalszej pracy.

– Już postanowiłam, że zatrzymam Nelsona, nawet gdy nie będzie mi w stanie służyć pomocą – zapewnia wzruszona Magda.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *