Od szarpania do głaskania - Psy.pl
Czekoladowy pies podaje łapę

Od szarpania do głaskania

Czy w trakcie szkolenia można zmienić metodę na pozytywną?

Metody stosowane przez właściciela wobec psa zależą zwykle od tego, jaki szkoleniowiec zajmował się czworonogiem w okresie szczenięcym lub młodzieńczym. Jeśli dana metoda zadziała, to opiekun pozostaje jej wierny. Zdarza się jednak, że nie jest zadowolony z rezultatów i zaczyna szukać innego szkoleniowca.

Przełomowa decyzja

Zwykle dzieje się tak wtedy, gdy w pierwszej szkole zastosowano zbyt brutalne metody. Wprawdzie niektóre psy są w stanie znieść presję psychiczną i tzw. korekty, ale inne zamkną się w sobie i bez śladu sprzeciwu podporządkują przewodnikowi, bojąc się zrobić cokolwiek, czego im nie nakazano. Jeśli właściciel nie zna mowy ciała psów i nie potrafi odczytać objawów strachu, będzie zadowolony ze szkolenia, ciesząc się „grzecznym” pupilem.

Jednak u wielu czworonogów surowe traktowanie budzi sprzeciw i ich zachowanie z lekcji na lekcję się pogarsza – zaczynają reagować agresją na pobratymców i ludzi. Często właściciele słyszą wtedy, że pracują z psem zbyt mało lub że są wobec niego zbyt pobłażliwi, za mało dominujący.

Może się też zdarzyć, że opiekun podpatrzy pozytywne metody pracy u innego właściciela psa lub u osób trenujących psie sporty. Nikt już nie uczy chodzenia przy nodze pod kątem zawodów obedience za pomocą kolczatki – tam królują kliker, smakołyki i piłeczka, a psy zwykle tryskają radością i mają wielką ochotę wykonywać kolejne ćwiczenia. Ich nastawienie do szkolenia w niczym nie przypomina postawy zwierzaków szkolonych metodami tradycyjnymi.

Kłopotliwa spuścizna

Jeśli zdecydujemy się na zmianę metod szkolenia na bardziej pozytywne – czemu z całego serca kibicujemy! – warto wiedzieć, co nas czeka. Najpierw trzeba sobie jednak uświadomić, jakie zmiany zaszły w psychice psa, który był poddawany szkoleniu za pomocą kar. Przede wszystkim ma on zaburzone poczucie bezpieczeństwa – wielokrotnie doświadczał bólu z ręki swojego właściciela oraz innych ludzi (np. tresera). Może się bać smyczy i obroży, samochodu, którym jeździ na szkolenie, placu szkoleniowego, innych psów i ludzi.

Jeśli właściciel stosuje poznane podczas szkolenia metody również w czasie codziennych spacerów i szarpie podopiecznego kolczatką czy krzyczy na niego, wtedy zwierzak przeżywa stres wiele razy dziennie.

Trenerka ćwiczy z owczarkiem niemieckim
fot. Shutterstock

W szkoleniu metodami tradycyjnymi zaburzona jest relacja między psem a właścicielem. Pies nie ufa swojemu panu, spodziewając się w każdej chwili czegoś nieprzyjemnego z jego strony, ale i opiekun, nauczony, że zawsze musi kontrolować zachowanie podopiecznego, nie ufa mu i nie zna tak naprawdę jego psychiki. Nie pozwalając psu zachowywać się swobodnie w różnych sytuacjach, w rzeczywistości nie wie o nim nic.

W szkoleniu tradycyjnym nie ma miejsca na kreatywność psa, musi on tylko wykonywać polecenia właściciela lub przestrzegać jego zakazów. Nie uczy się samodzielnie oceniać sytuacji i sobie w nich radzić. Nie ma śmiałości wyrażać zainteresowania nowymi rzeczami, próbować nowych zachowań. Czeka tylko na polecenie swojego opiekuna.

Trudne początki

Z tych wszystkich powodów właściciel, który zdecydował się zmienić swoje podejście do psa i przestać go karcić oraz nieustannie kontrolować, musi się spodziewać na początku… pogorszenia zachowania. Pies szkolony za pomocą kar w rzeczywistości nigdy niczego się nie nauczył. Jego pozorna grzeczność wynikała z tego, że wszelkie spontaniczne reakcje były przez opiekuna tłumione.

Jeśli nagle przestaniemy go karcić, poczuje się wolny, co może spowodować na przykład nasilenie zachowań agresywnych. To jednak dobry znak: pies przestaje się bać swojego pana. Nie można jednak od niego oczekiwać, że od razu zacznie reagować na polecenia albo że będzie umiał zachować się w trudnych sytuacjach. Trzeba uczyć go dobrych manier od podstaw.

Pies, którego karcono za warczenie czy okazywanie innych uczuć, nagle odzyska swobodę w wyrażaniu tego, co czuje. Może zacząć sygnalizować dyskomfort w różnych sytuacjach, np. wspomnianym warczeniem, będzie również bardziej żywiołowo okazywał radość. Jeśli ma złe skojarzenia z psami, to być może zacznie intensywniej przejawiać agresję. Musimy być na to wszystko przygotowani.

Podczas zmiany metod wychowawczych i szkoleniowych przyda się pomoc doświadczonego szkoleniowca stosującego metody pozytywne, gdyż właściciel również musi się wiele nauczyć. Psy są z natury ciekawskie i gdy nasz stłamszony podopieczny zacznie się odradzać, warto skierować jego aktywność na  zajęcia rozwijające umysłowo – zabawy z klikerem, pracę węchową czy zabawki edukacyjne.

Autor: Krzysztof Nawrocki
5 na 5 na podstawie 1 głosów
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

  • MG
    MG 16 marca 2017 o 20:41

    Witam Panie Krzysztofie,
    Nie zgadzam się z Panem oraz innymi osobami, które twierdzą, że szkolenie metodą tradycyjną ( z kolczatką a czasami nawet z kagańcem) wyrządza psu krzywdę. Wszystko zaczyna się i kończy na właścicielu psa a nie na samym psie. Od 15 lat w każdą sobotę i niedzielę jeżdżę do Karpacza na szkolenie psów metodą tzw. tradycyjną. Wcześniej jeździłam z psem amstaffem ( moim ukochanym psem, który niestety już nie żyje), obecnie jeżdżę z suczką, owczarkiem. Oba psy rozpoczęły szkolenia od 3 miesiąca życia. Z żadnym z tych psów nie miałam i nie mam problemów. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Zacytuję słowa osoby, która szkoliła psy ponad 40lat dla policji i innych służb mundurowych, Śp. Janusza( cudownego szkoleniowca, wielkiego miłośnika psów i cudownego człowieka).
    Janusz zawsze osobom, które rozpoczynały szkolenie swojego psa, powtarzał” traktuj swojego psa jak własne dziecko. Naucz go zasad, pokaż granice w których może się poruszać, jak trzeba, to skarć( ale nie bij) a jak trzeba to przytul, pochwal, daj nagrodę, pokaż że jesteś z niego dumny.
    Pamiętajcie( mówił Janusz), szkolenia wcale nie są dla psów, bo psy najszybciej uczą się podpatrując zachowanie innych psów z grupy, szkolenia są przede wszystkim dla ludzi.”
    I to jest prawda.
    Moje psy są wesołe, towarzyskie, wspaniale bawią się i innymi psami, kotami, dziećmi, bez żadnego problemu zostają w domu lub miejscu, które im wskaże że mają pozostać, jeździmy autobusami, tramwajami, pociągami ( tylko samolotu jeszcze nie zaliczyły). Nie mam żadnego problemu z hukami w Sylwestra. I co, można? Można.
    I to nie jest kwestia, że trafiły mi się wybitne psy. Nie, to jest zasługa wcześniej śp. Janusza, a obecnie Tomka ( uczeń Janusza, też cudowny szkoleniowiec oraz „wariat” na punkcie psów), którzy podpowiadali mi różne możliwości, a ja, jako opiekun psa, sama wybierałam co było lub jest dobre dla mojego psa.
    Panie Krzysztofie,
    wie Pan jaka jest największa kara dla naszych psów? Jeżeli w sobotę i niedzielę nie pojedziemy do Karpacza. To jest dopiero kara.
    Zajęcia są od godz. 10 do 12tej lub 13tej.Ale moje psy już o godz.9,00 rano siedziały przy drzwiach wyjściowych i czekały. A jaka jest radość jak już dojedziemy na miejsce? Tego się nie da opisać.
    Właśnie dlatego od 15 lat w każdy weekend jadę do Karpacza, bo moje psy mogą spotkać się ze swoimi kolegami/ psami. Na zajęciach jest czas na pracę i jest czas na zabawę. Wtedy wszystkie psy
    (a jest ich naprawdę dużo. I są to psy różnych ras z tzw. agresywnymi włącznie)mogą się wyszaleć bawiąc się luzem między sobą. W tym czasie, my ludzie, mamy czas na pogaduchy, wymianę doświadczeń itd. Oczywiście, obserwujemy wtedy zachowanie swoich psów, ale interweniujemy bardzo rzadko, w razie konieczności zakłada się psu kaganiec i puszcza luzem, niech dalej się bawi z innymi psami. Bo jak inaczej pies miałby się nauczyć odpowiedniego zachowania wobec innych psów? Będąc na krótkiej smyczy?Robimy też szkolenia nocne, bo wiadomo, że psy inaczej zachowują się za dnia gdy jest widno a zupełnie inaczej w nocy.
    Gdy wracam do domu po tych szkoleniach, mój pies jest tak padnięty ze zmęczenia, ale jaki za to SZCZĘŚLIWY.
    Dlaczego się tak rozpisałam?
    Chciałam pokazać, że tzw. metoda tradycyjna szkolenia psów, wcale nie jest taka zła.
    Wszystko zależy tylko i wyłącznie od ludzi- szkoleniowca i właściciela psa, a właściwie to szczególnie od właściciela, bo to On decydując się na psa musi o tego psa zadbać tak, jak o własne dziecko( jak mawiał Janusz).
    Osobiście, mam gorsze doświadczenia z psami, które były szkolone pozytywnie( ja to nazywam bezstresowym wychowaniem psa)z klikerami itd. Jeden z takich psów mnie pogryzł.
    Czy mam się obrażać na tego psa? Nie, bo to nie jest jego wina, że ma głupiego Pana, który myśli, że sam udział w szkoleniu wszystko załatwi. Szkolenie ( jak mawiał Janusz) to tylko fundament do pracy z własnym psem. I czy ono będzie tradycyjne czy pozytywne, to już obojętnie, grunt żeby dało dobre rezultaty i radość zarówno psu jak i człowiekowi. Na koniec też zacytuję Janusza:
    „ Nie ma złych psów, są tylko nieodpowiedzialni właściciele”
    Pozdrawiam
    Małgorzata G.
    PS.
    Janusz, przez wszystkie lata szkolił psy metodą tradycyjną.
    Zmarł 5 grudnia 2016r. Na Jego pogrzebie zarówno w kaplicy jak i na zewnątrz, wszyscy byliśmy z naszymi psami, bo takie było jego marzenie, by w tej ostatniej drodze towarzyszyły jemu psy, które On tak kochał. Psy zachowały się tak pięknie, że brak słów. Jakby wiedziały, że to dla Jasia.
    Pomimo zakazu wprowadzania psów na teren cmentarza, po naszej pisemnej prośbie, kierownictwo cmentarza wyraziło w drodze wyjątku, zgodę. Za co jesteśmy Im bardzo wdzięczni.

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *