Dwa psy biegną przy rowerze

Jak oswoić psa z rowerem?

Czy rower to naprawdę taki straszny potwór, że powinno się na niego szczekać i go gonić? A może nie ma się czego bać?

Spotkałem dziś dwunożnego, który miał kółka zamiast łap. Podeszliśmy do nich z Anecią, kiedy leżały jeszcze na ziemi. Niezbyt fajnie pachniały.

 

Wąchałem je i nagle wyczułem kurczaka. Kawałek leżał za tym śmierdzącym kołem. Takie kółko produkujące kawałki kurczaka to fajna sprawa. Zjadłem więc szybko ten kawałek, żeby koło się nie rozmyśliło, i czekałem na następny, ale się nie pojawił. Nie, to nie. Poszedłem powąchać drugie koło, a tam znów leżał kurczak! Ach, to koło jest wspaniałe. Mówiłem, że nie pachnie dobrze? Tak mi się tylko wydawało. Pachnie super!

 

Anecia wyjęła moją ulubioną piłkę i bawiliśmy się, aż zobaczyłem, że kółka już nie leżą na ziemi, tylko stoją. Ale co tam kółka, jeśli nie produkują kurczaka, to wolę się bawić piłką. O, kółka się kręcą i dwunożny za nimi stoi. Aneciu, daleko rzuć mi teraz! Kiedy wróciłem, kółka kręciły się jakby szybciej. Pomyślałem nawet, żeby je złapać, ale piłka znów poleciała daleko, więc nie miałem czasu.

 

Potem poszliśmy na przechadzkę na smyczy i dużo węszyłem w krzakach, a gdy wróciliśmy, to kółka już nie stały, tylko uciekały. Tylko po co? Przecież jeśli nie ma w nich kurczaka, to nie będę ich łapał, bo wolę piłkę. Gdy kółka zaczęły uciekać szybciej, Anecia mnie zawołała i dała pyszne wielkie ucho prosiaka. Położyłem się na trawie i zająłem się nim, a kółka zaczęły podlatywać do mnie coraz bliżej. Udawałem, że tego nie widzę, tym bardziej że Anecia siedziała obok mnie i w razie czego by mnie obroniła.

 

Kiedy ucho się skończyło, rozejrzałem się, ale kółka były już daleko, a dwunożny siedział nad nimi i wcale się mną nie interesował. No to sobie poszliśmy z Anecią do domu.

Taką notatkę zrobiłem w dzienniku, gdy pierwszy raz zobaczyłem rower. Było to ponad cztery lata temu i wtedy nie wiedziałem jeszcze, że te kółka tak się nazywają i że ludzie nie mają ich zamiast nóg tylko po to, żeby szybciej się poruszać. Teraz to wiem i tłumaczę innym psom, które próbują zjeść rower. One przychodzą do mojej Anety na terapię.

Nie wiem, dlaczego dwunożni uważają, że my, psy, wiemy, do czego służy rower. Ja na przykład, gdy byłem szczeniakiem, myślałem, że to jakiś niebezpieczny człowiek z kołami zamiast nóg. Gdybym go nagle zobaczył, chyba umarłbym z przerażenia.

Psy, które przychodzą na terapię, mówią mi, że bardzo się wystraszyły roweru, gdy jechał w ich stronę. Dlatego teraz szczekają, warczą i próbują go dopaść, kiedy tylko pojawia się na horyzoncie. Czasem wystarczy, że zobaczą, iż nie gonię za rowerem, lecz go lekceważę, żeby zrozumiały, że z jego strony nic im nie grozi.

Niekiedy nawet podchodzę pierwszy do takiego roweru i je zachęcam, żeby też to zrobiły. Niezbyt mi wierzą, ale zaczynam wtedy węszyć za kołem, a one są tak ciekawe, że przełamują strach i się zbliżają. Wtedy się przekonują, że rower jest całkiem w porządku. Ale często to nie wystarczy i Aneta musi z nimi ćwiczyć. Ja im zawsze wtedy mówię, żeby na wszelki wypadek trzymały się blisko nogi swoich dwunożnych, to im się na pewno nic złego nie stanie. I wiecie co? To działa!

Autor: Frodo Awtoniuk – owczarek niemiecki,  terapeuta, demodog w Szkole dla Psów „Azorres”
5 na 5 na podstawie 1 głosów
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

  • oljdskfnhj1
    oljdskfnhj1 30 marca 2017 o 15:39

    Bardzo fajny pomysł!

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *