Lilo, Bubu i Malta – wywiad z Paulą Marciniak


Tercet składający się z yoreczki, maltanki i mieszańca pinczera wypełnia dom i myśli piosenkarki Pauli Marciniak.

Lilo na przekór mamie

„W naszym domu nigdy nie będzie psa!” – powtarzała moja mama. Ale ja marzyłam o czworonożnym przyjacielu. Lilo, kilkutygodniowa suczka rasy yorkshire terrier, która w pudełku po butach mieściła się na zaledwie 1/8 powierzchni, nie od razu przypadła mamie do gustu. Ale wystarczyło, że zostawiłam Lilo pod jej opieką na tydzień, żeby całkowicie zmieniła podejście do psów. Yorki znane są z tego, że potrafią owinąć sobie opiekunów wokół palca i tak się stało w wypadku moich rodziców. Mama straciła dla niej głowę i kiedy są razem – a teraz Lilo jest u rodziców we Wrocławiu – co godzina dzwoni do mnie, bo wydaje jej się, że suczka za mało je, nie dość dużo śpi albo że jest apatyczna. A mój tata, facet rosły, prawdziwy twardziel, pokochał Lilo jak trzecią córkę. Codziennie wstaje skoro świt i wyprowadza niespełna 2-kilogramową suczkę na spacer. Lilo kochają teraz wszyscy, ale jej „panią” jestem ja.

Wiele osób myśli, że Lilo to imię męskie, a tak nazywa się mała hawajska dziewczynka, bohaterka kreskówki Walta Disneya „Lilo & Stitch”. Nie znam tej bajki, ale kiedy koleżanka podsunęła mi to imię, od razu poczułam, że jak żadne inne pasuje do mojej yoreczki.

Zanim zdecydowałam się na kupno psa, przeczytałam wiele książek na temat rasy i wiedziałam, że yorki, choć malutkie, wymagają szkolenia, żeby w dorosłym wieku nie wchodziły opiekunowi na głowę. Najtrudniej było z wychodzeniem na spacery, ponieważ Lilo kategorycznie odmawiała współpracy. Kiedy zakładałam jej smycz, siadała i żadna siła nie była w stanie jej ruszyć. Któregoś dnia zdecydowałam się wyjść bez niej, ale zostawiłam otwarte drzwi. Najpierw nie ruszała się z miejsca i popiskiwała, ale w końcu jak małe dziecko za mamą ruszyła za mną i od tej chwili nie było już problemu z chodzeniem na smyczy. Uważam, że trzeba mieć wiedzę z książek czy fachowych gazet, ale psa przede wszystkim należy obserwować, żeby się przekonać, czego nie lubi, a co mu sprawia przyjemność, i łącząc wiedzę z praktyką, w mądry sposób go wychowywać.

Bubu z odruchu serca

Nie sądziłam, że oprócz Lilo będę miała jeszcze jakiegoś psa. Ale przechodziłam kiedyś w pobliżu stacji metra i natknęłam się na mężczyznę, który trzymał jakieś zawiniątko. Miał w nim maleńkiego mieszańca pinczerka, który okropnie się trząsł na zimnie. Okazało się, że ów człowiek chciał się go pozbyć za parę groszy na piwo. Kiedy wzięłam biedactwo na ręce, tak do mnie przylgnęło, że nie mogłam go zostawić. Rodzice obawiali się trochę, jak to będzie, gdy w domu, w którym mieszka suczka, pojawi się samiec, ale szybko się przekonali, że drugiego tak niezwykłego psa jak Bubu nie ma na świecie. Ma wyjątkowo pogodny charakter i jest bardzo ugodowy. Mówimy o nim, że to niepoprawny optymista.

Lilo początkowo trochę go podgryzała, bo yorki najchętniej kolegują się z pieskami tej samej rasy, ale po pewnym czasie polubiła Bubka i sama zaczęła go prowokować do zabawy. Bubu do szczęścia potrzebuje niewiele: nieustannych pieszczot, dobrego jedzonka i oczywiście spacerów. Zadziwia mnie jego mądrość. Bezbłędnie odczytuje mój nastrój. Kiedy jestem smutna, zawsze jest blisko i tak mi patrzy w oczy, że zapominam o zmartwieniach.

Malta do kompletu

Odwiedziłam kiedyś znajomych i… zakochałam się w ich maltańczyku. To stara rasa o dużo bardziej otwartym usposobieniu niż yorki. Mama przekonywała mnie, że nie dam sobie rady z trzema czworonogami. Ja jednak czuję się z psami tak dobrze, że uważałam, iż jednak sobie poradzę. Dla mnie są one jak członkowie rodziny. Dają mi poczucie bezpieczeństwa, bliskości. Uwielbiam chwile, kiedy wracam do domu i cała trójka serdecznie mnie wita. Nie ma lepszego lekarstwa na stres.

Skąd imię Malta? Tak jak w wypadku pozostałych piesków to był impuls. Wpada coś do głowy i wiem, że idealnie pasuje do tego właśnie zwierzaka. Tak samo jak nazwa rasy nie ma nic wspólnego z wyspą Maltą, bo pochodzi od semickiego słowa „malat” oznaczającego port, ponieważ w czasach starożytnych maltańczyki towarzyszyły biedakom w portach i polowały na małe gryzonie. Dopiero dużo później stały się ulubieńcami arystokracji, a dziś są ponoć najbardziej pożądaną rasą wśród gwiazd Hollywood. Nie dziwię się, bo mają wspaniały charakter. Nie podoba mi się jednak to, jak są tam traktowane. Modne jest na przykład farbowanie ich na różne kolory.

Niektóre znane osoby sprawiają sobie modnego psa, by się lansować. A przecież nie o  to chodzi, żeby pokazywać się z chihuahuą w designerskiej torbie, a gdy się znudzi, odstawić ją jak stary mebel. Chciałabym, żeby każdy, kto kupuje psa, miał świadomość, że staje się za niego odpowiedzialny na całe jego życie. Może wtedy nie byłoby tylu porzuconych psich sierot? Gdybym tylko mogła, przygarnęłabym ich jak najwięcej. Na razie intensywnie wrzucam zdjęcia poszukujących domy psów na Facebook. Wiem też, jak ważna jest sterylizacja, aby zapobiegać ciągle rosnącej liczbie bezdomnych psów. Lilo i Malta też zostaną wysterylizowane.

Psia rodzinka

Bardzo lubię aktywnie spędzać wolne chwile  z moimi pupilami. Często towarzyszy nam kolega ze swoim owczarkiem niemieckim, który cudownie bawi się z maluchami. Najchętniej baraszkuje z Lilo, która w ogóle nie czuje respektu przed dużymi psami. Z kolei dla Bubka nieważne jest, czy towarzysz zabawy jest duży, czy mały, gruby czy chudy. Wszystkich kocha tak samo. A półroczna Malta na razie zachowuje bezpieczny dystans. Fajna ta moja psia rodzinka.

Paula Marciniak
wokalistka, aktorka, modelka, 30 marca 2011 r. ukazała się jej pierwsza płyta