Jak odpowiednio przygotować psa do pierwszej wizyty u fryzjera?

Pies u fryzjera może przeżyć niemały szok, jeśli odpowiednio wcześniej go to tego nie przygotujemy. W końcu nie wszystkie czworonogi przepadają za zabiegami pielęgnacyjnymi. Każdy kolejny pies ma zwykle lepiej niż poprzedni, bo uczymy się na własnych błędach.

Co czują nasze psy, kiedy pierwszy raz wybierają się do fryzjera? Doradzamy, jak uniknąć frustrujących potknięć.

Nelka: Miłe dobrego początki

Dziwnie tu trochę. Nigdy nie byłam w takim miejscu. Postawili mnie na stoliku, na szczęście ma gumowy blat, więc nie ślizgają mi się na nim łapki. Miła obca pani przemawia do mnie i jedną ręką daje mi smakołyk, a w drugiej trzyma grzebień i czesze mi grzbiet – całkiem tu przyjemnie.

 

Z tym czesaniem to prosta sprawa, pan już dawno temu pokazał mi zabawę, która się nazywa „wytrzymasz – wygrywasz nagrodę”. Polega na tym, że ja stoję na stoliku, a pan dotyka mojego grzbietu, głowy czy łap i od czasu do czasu rozczesuje przez chwilę moją sierść grzebykiem.

 

Tu jest tak samo, tylko trwa to trochę dłużej. Uff, skończyliśmy. Chyba polubię tego fryzjera… W każdym razie to nic strasznego taka wizyta. Weterynarz gorszy!

Pan Nelki miał bardzo dobry pomysł – przyzwyczajał swojego długowłosego pieska do pielęgnacyjnych zabiegów, odkąd tylko szczeniak zamieszkał w jego domu. Zaczął od kilkunastu sekund, a potem stopniowo wydłużał ten czas i w efekcie Nelka potrafi wytrwać dość długo na groomerskim stoliku.

W dodatku pierwsza wizyta u fryzjera z tak zadbanym szczeniakiem ograniczyła się do poprawienia kilku szczegółów, nie było konieczności długotrwałego czesania czy golenia dredów. Pies przeżył to wydarzenie bezstresowo, podobnie jak… fryzjerka.

pies u fryzjera
fot. Shutterstock

Reks: Przemiany bywają bolesne

Auć! Auć! Ciągnie! Boli! No co to ma być? Ejże, człowieku w fartuchu, jeśli mnie będziesz tak traktował, to cię ugryzę i zaraz nabierzesz respektu… Co mnie tu będziesz szarpać, hę? W domu już tego próbowali, ale się nie dałem – tobie też się nie dam!

W domu próbowali, to prawda. Nim jednak wpadli na ten, skądinąd dobry pomysł, minęło sporo czasu i szczenięca miękka sierść przekształciła się – nieniepokojona grzebieniem ani szczotką – w całkiem dorosłe… kołtuny, które ciężko rozplątać, o rozczesaniu nie wspominając. Do tego zwierzak dorósł zupełnie nienauczony, że zabiegi pielęgnacyjne to część psiego życia i że poddanie się im to coś zupełnie normalnego (a nawet może się zdarzyć, że opłacalnego).

No i teraz szaleje przy próbach zrobienia porządku z zaniedbaną sierścią. W dodatku walka z kołtunami bywa bolesna, a co najmniej nieprzyjemna. Nic więc dziwnego, że u pies u fryzjera awanturuje się i rzuca niczym dziki mustang na uwięzi…

pies u fryzjera
fot. Shutterstock

Tara: Muszę sobie radzić sama

Pan mnie zostawił! Poszedł sobie! Okropność! A ta obca kobieta w białym fartuchu zaczyna mnie czesać i jeszcze narzeka, że ma mało czasu. Ojej, i do tego pokrzykuje – bardzo to nieprzyjemne… Ciągle mnie przytrzymuje, a ja przecież prawie się nie kręcę. Robi mi się coraz smutniej. Nie polubię tego miejsca, to pewne!

Wielu właścicieli czworonogów zauważa pewną prawidłowość – gdy nie ma ich w pobliżu, pies u fryzjera jest spokojniejszy. Jeżeli mamy do czynienia z dobrym fachowcem, a zarazem osobą o rozsądnym podejściu do zwierząt, to nie stanie się nic złego, gdy zostawimy psa na pielęgnacyjnej sesji, a sami pójdziemy na zakupy.

Ale o tym, czy fryzjer ma dobre podejście do zwierząt, powinniśmy się najpierw przekonać  – więc lepiej, żeby pierwsza wizyta w salonie przebiegła w naszej obecności. Można rzecz jasna podejrzewać, że pod naszym czujnym okiem fryzjer będzie się starał hamować zapędy do unieruchamiania psa, ale na ogół da się zaobserwować pewne odruchy.

Fachowiec ma przecież określony czas na ostrzyżenie czy wytrymowanie psa i na ogół niepokoi się, czy zdąży, denerwują go też nieoczekiwane trudności. To zrozumiałe, ale gdy się obserwuje niektórych psich fryzjerów (a także wystawców czy hodowców psów ras ozdobnych), rzuca się w oczy niecierpliwość, owocująca niezadowoleniem, gdy zwierzątko choćby przestąpi z łapy na łapę.

pies u fryzjera
fot. Shutterstock

Karo: Pies u fryzjera, czyli histeria do kwadratu

Nie chcę! Nie dam się dotknąć szczotką! Pogryzę was wszystkich! Moją panią też! Odczepcie się ode mnie, słyszycie? Skaczę i kłapię zębami na oślep. O, dobrze się sprawdza pisk i charczenie – są pod wrażeniem. Spróbuję jeszcze dołączyć do tego wycie. No proszę, wycofują się. Podziałało, uff!

Po nie udanej wizycie w salonie psiej urody właścicielka Kara stwierdziła, że jej piesek nie lubi fryzjera. Ale tak naprawdę kłopot jest większy, a jego przyczyna tkwi znacznie głębiej. Dlaczego pies, który dotąd nigdy nie był w salonie groomerskim, zareagował aż tak histerycznie? Wygląda na to, że Karo nie ma ani odrobiny zaufania do swej pani. Zaufania, które zwykłemu, wychowanemu psu każe stwierdzić: „Nie przepadam za tą czy inną sytuacją, ale skoro mój przewodnik coś mi każe, to mogę mu zaufać, bo widać wie, co robi. Jest w pobliżu, więc nic złego mi się nie może stać”.

Karo nie ma krzty tej świadomości. Na dodatek nie nauczono go ani spokojnego, przyjaznego kontaktu z obcymi osobami, ani znoszenia jakichkolwiek manipulacji przy jego ciele. Nie było mowy nie tylko o wyczesaniu, ale nie dało się nawet obejrzeć łapek czy uszu.

Autor: Paulina Łukaszewska