Potrącony na środku jezdni pies był omijany przez kierowców. Zatrzymał się tylko jeden człowiek!


Ludzka obojętność nie zna granic... Potrącony, zakrwawiony pies nie wzruszył mijających go kierowców, a zaalarmowani drogowcy chcieli go uśpić!

Widok zakrwawionego czworonoga czołgającego się po ulicy poruszyłby serce niejednej osoby… A przynajmniej tak nam się zdawało! Okazuje się, że potrącony pies to dla większości kierowców jedynie kolejna przeszkoda na drodze. Z taką znieczulicą zetknął się kilka dni temu pan Witold, który opisał bulwersujące wydarzenie na Facebooku.

Potrącony pies nie zainteresował nikogo

W drodze powrotnej z wyjazdu służbowego pan Witold natrafił na korek w okolicy Góry Kalwarii. Szybko okazało się, że omijana przez kierowców przeszkoda na drodze to w rzeczywistości potrącony pies. I to wcale nie martwy! Zakrwawiony owczarek, ciągnąc za sobą bezwładne tylne łapy, próbował doczołgać się na pobocze. Widząc zwierzaka, pan Witold włączył światła awaryjne i zatrzymał się przy czworonogu, któremu udało się już dotrzeć na skraj jezdni. Chciał od razu zadzwonić pod numer alarmowy 112, jednak… połączenie zostało przerwane!

Nagle obok psa staje samochód służby drogowej. Zainteresowali się rannym zwierzakiem? A skąd! Zatrzymali się, widząc auto stojące na światłach awaryjnych. Psiaka zauważyli dopiero po wskazaniu przez pana Witolda. Widząc krwawiącego owczarka, od razu zawyrokowali – do uśpienia! Kierowca nie chciał jednak w ten sposób zakończyć sprawy. Od swojego dalszego znajomego uzyskał informację o tym, gdzie należy zgłaszać takie przypadki. Po wielu nieudanych telefonach w końcu dodzwonił się do Straży Miejskiej, która poinformowała go, że… kiedyś przyjedzie! Pan Witold nie pozostawił jednak psa na poboczu i czekał przy słabnącym zwierzęciu, aż dotrze jakaś pomoc. W końcu zjawił się jadący na sygnale samochód Fundacji Animal Rescue Polska. Potrącony pies został zabrany do szpitala warszawskiego Schroniska na Paluchu. Chwilę później na miejsce zdarzenia dotarła Straż Miejska. Ponad pół godziny od zgłoszenia!

Potrącony pies nie przeżył

ten post jest publiczny, mam nadzieję, że nikt z moich znajomych nie jechał dziś przede mną. a jeśli jechał zakończmy tę…

Publiée par Witek Wysocki sur Mercredi 29 janvier 2020

Psiaka niestety nie udało się uratować. Nie wiadomo, czy taki sam los spotkałby go, gdyby od razu udzielono mu pomocy… Jednak znieczulica kierowców, brak zainteresowania ze strony służby drogowej i problemy z dodzwonieniem się na numer alarmowy całkowicie przekreśliły szanse zwierzaka. Sprawa ta doskonale obrazuje, jak nieudolnie działają służby, które mają za zadanie reagować w przypadku takich zdarzeń. Post pana Witolda wywołał ogromne poruszenie wśród internautów – udostępniło go aż 58 tysięcy osób! Czy dzięki tej historii cokolwiek się zmieni? Mamy taką nadzieję!

Przypominamy też, że w przypadku potrącenia psa, uczestniczący w zdarzeniu kierowca ma obowiązek natychmiast zgłosić wypadek i udzielić zwierzęciu pomocy!

Autor: Aleksandra Prochocka