Przesyłka pod specjalnym nadzorem - Psy.pl

Przesyłka pod specjalnym nadzorem

Ponad 700 polskich psów i prawie 150 kotów wyemigrowało w 2006 roku na Wyspy Brytyjskie. W Londynie powstała pierwsza polska firma specjalizująca się w przewozie czworonogów

Kiedy dwa lata temu Izabella, jej mąż i syn opuszczali Miasteczko Śląskie, by na dobre zadomowić się w Szkocji, byli przekonani, że za kilka miesięcy dołączą do nich ukochane psiaki. Jednak na przygotowanie do wyjazdu na Wyspy suczki rasy dog de Bordeaux Soni i bokserki Sami potrzebowali prawie półtora roku. Kłopotliwe było nie tylko załatwienie formalności, ale także znalezienie odpowiedniego i w miarę taniego przewoźnika. Podróż samolotem odpadła na samym początku, bo w najlepszym wypadku kosztowałaby około dwóch tysięcy funtów.

– Od znajomych dowiedzieliśmy się, że powstała w Londynie firma, która przewozi zwierzaki – opowiada Izabella. – Choć mieszkamy w Szkocji i od Londynu dzieli nas osiem godzin drogi, kalkulowaliśmy, że i tak nam się to opłaci.

Za namową klientów
O wyborze prowadzonej przez Polaka Marcina Hajne firmy Interceptor Express zadecydowały jednak nie tylko względy finansowe, ale także jej spore już doświadczenie. – Od października ubiegłego roku jeździ z nami co najmniej jeden zwierzak tygodniowo – mówi Marcin Hajne. – W sumie przewieźliśmy już ponad 20 psów, kilka kotów i jedną tchórzofretkę – dodaje. Klienci pytali też o węże, pająka ptasznika i ptaki.

Właściciel Interceptor Express podkreśla, że pomysł na tego typu biznes wziął się z miłości do zwierząt. Kilka lat temu chciał sprowadzić z Polski swojego psa. Niestety obowiązywała wtedy półroczna kwarantanna i cały ten czas zwierzak musiałby spędzić z dala od właściciela – został więc w Polsce.

Idea przewozu zwierzaków powróciła jednak kilka miesięcy temu. – Ludzie zaczęli mnie coraz częściej pytać, czy nie podjąłbym się przywiezienia z Polski oprócz paczek także ich zwierzaków. Ponieważ liczba telefonów stale rosła, zdecydowałem się na ten krok – opowiada Marcin Hajne. Dziś w jego vanach w przedziale osobowym zawsze znajdzie się miejsce na klatkę ze zwierzakiem. I to niezależnie od jego wielkości – z firmą podróżował zarówno bernardyn, jak i chiński grzywacz.

Niektórym zwierzętom towarzyszyli właściciele, inne pozostawały pod opieką kierowców. – Do Anglii bez żadnych ograniczeń zwierzęta mogą przewozić tylko firmy zatwierdzone przez Defrę (brytyjski urząd ds. środowiska naturalnego, żywności i rolnictwa – przyp. red.). Ponieważ nie mamy takich uprawnień, potrzebna jest pisemna zgoda właściciela na to, że podczas jazdy opiekunem zwierzęcia jest kierowca. To on karmi, poi i wyprowadza zwierzaka na postojach – tłumaczy Hajne.

Przyjazny kocyk
Podróż trwa 24-26 godzin. Zaczyna się w Bydgoszczy. Jeśli klient mieszka w innym rejonie Polski, firma wysyła po niego samochód. – Zatrzymujemy się co dwie, trzy godziny na 10-15 minut, zawsze w miejscu, gdzie jest w miarę spokojnie i zielono, żeby pies mógł nie tylko załatwić swoje potrzeby, ale i chwilę pobiegać – mówi kierowca Daniel Łaba.

Aby pies czuł się możliwie najbardziej komfortowo, przedstawiciele Interceptor Express proszą właścicieli o włożenie do klatki kocyka lub poduszki, które zna z domu. Trzeba też przygotować jedzenie i picie, a czworonóg musi mieć obrożę, kaganiec i smycz. – Nie obejdzie się też bez środka uspokajającego, który sprawia, że pies nie denerwuje się tak bardzo podróżą – mówi Hajne. Niestety, nie zawsze to pomaga. Kilka tygodni temu z Interceptorem jechał z Londynu do Polski mały czworonóg, który całą drogę rozrabiał. Jego właścicielka przekonywała jednak kierowców, że jak na swoje możliwości piesek jest grzeczny…

Największe problemy związane z podróżą nie dotyczą jednak zachowania psów, ale braków w dokumentacji, które celnicy natychmiast wychwytują. Jeśli cokolwiek jest nie w porządku, psa, właściciela i kierowcę w najlepszym wypadku czeka kilkugodzinny postój i faksowanie brakujących dokumentów. Zdarza się jednak i tak, że pies na kilka dni lub nawet tygodni musi zostać w schronisku, do czasu aż wszystkie formalności zostaną dopełnione. Dlatego Marcin Hajne radzi klientom, by kilkakrotnie wszystko sprawdzali i nie polegali jedynie na wiedzy opiekującego się psem polskiego lekarza weterynarii, który nie zawsze zna szczegółowo przepisy. Warto także zadzwonić do Defry (o wymaganiach stawianych przy przewozie psów na Wyspy pisaliśmy w nr. 9/2006).

Na kolanach pana
– Odkąd zostałem pogryziony, bałem się psów, ale ta praca na nowo oswoiła mnie z nimi i nabrałem ochoty na posiadanie własnego czworonoga – mówi kierowca Daniel Łaba. W firmie jest wyjątkiem – pozostali pracownicy Interceptor Express mają psy.

Marcin Hajne przyznaje, że z usług jego firmy nie wszyscy są zadowoleni. – Pewien pan ze Szkocji spodziewał się luksusowych warunków. Był zdziwiony, że pies podróżuje w samochodzie razem z paczkami – opowiada. Większość klientów jest jednak usatysfakcjonowana. Jeśli z psem jedzie właściciel, kierowcy często zgadzają się, by zwierzak zamiast w klatce spędził część podróży na jego kolanach.Dodatkowym atutem jest cena, czasem nawet kilkakrotnie niższa niż za przelot samolotem. – Sprowadzenie psów do Londynu kosztowało nas 750 funtów – mówi uszczęśliwiona właścicielka Soni i Sami.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *