Przewodniku, szkol się sam! - Psy.pl

Przewodniku, szkol się sam!

Nawet najlepszy pies nie wygra zawodów, jeśli przewodnik nowicjusz zapomniał o własnym treningu. Jak zatem szkolić...siebie?

Wszyscy rozkochani w sportach kynologicznych wiedzą, że pies startujący w zawodach składa się z psa właściwego i z przewodnika psa. Wskazówek, jak wyszkolić czworonoga, w poradnikach nie brakuje, natomiast nieco po macoszemu traktuje się przewodnika.

Wkuwamy regulamin
Podstawowy trening przewodnika polega na dokładnym studiowaniu regulaminu zawodów czy egzaminu. Wprawdzie sędzia przypomni rozdygotanemu z emocji nowicjuszowi kolejność ćwiczeń, ale przewodnik, który nie pamięta, na ile kroków ma odejść od psa, wypada nieciekawie. Podpowiedzi są zresztą możliwe tylko w czasie pierwszego egzaminu, podczas zawodów już nie. Odejdziemy o dwa kroki za mało? To nasz problem, nie otrzymamy pełnej punktacji za ćwiczenie. A przy poważniejszej pomyłce nie zaliczymy nawet całego ćwiczenia!

Dlatego najpierw wkuwamy na pamięć regulamin, potem – bez psa, żeby mu nie mącić w głowie – uczymy się wykonywania ćwiczeń tak dokładnie, jak gdyby sędzia już nas obserwował. Trenujemy zwroty na załamaniach, odchodzenie na prawidłowe odległości, zatrzymywanie w sportowym, nie byle jakim stylu i nabieramy wyczucia czasu, stojąc dwie czy pięć minut na baczność, tak jak trzeba będzie stać na zawodach.

Oglądamy się w lustrze
Kontrolujemy własne ciało, wydając komendy – znowu bez psa – przed dużym lustrem, lub prosimy przyjaciół, aby nagrali nasz solowy występ. Wtedy się okaże, czy wołając „do mnie”, nie pochylamy odruchowo głowy – bo za to, jak za dodatkową komendę, zapiszą na nasze konto kolejne karne punkty…

Zdarzyło się kiedyś, że aport wyrzucany przez przeszkodę wylądował wprawdzie po jej drugiej stronie, ale odbił się przedtem od okularów arbitra… Bezpieczniej setki razy uczyć się wyrzucania aportu, bo choćby nawet udało się wyeliminować jednego sędziego, to i tak drugi go zastąpi. A psu trudniej siadać prosto z aportem, jeśli koziołek poleciał w bok!

Ćwiczymy z pluszakiem
Dopiero po zapamiętaniu kolejności ćwiczeń, odległości do przemierzania z psem i bez psa, techniki wyrzucania aportu – bierzemy do ręki smycz. Na drugim jej końcu przyczepiona jest pluszowa maskotka, nie ma tam jeszcze właściwego psa! Bo teraz pora na ocenę, czy umiemy chodzić ze smyczą w ręce, czy na pewno, upuszczając pluszaka na „siad w marszu”, nie obejrzymy się odruchowo. A za to też się płaci obniżeniem oceny!

Jeśli spisujemy się sami na medal, po krótkim sprawdzianie pracy na placu – już z psem właściwym – ponownie analizujemy regulamin. Żeby doskonale wiedzieć, kiedy dopuszczalne są podwójne komendy, a kiedy to zaboli. Wygodniej pamiętanie o karnych punktach pozostawić sędziemu, ale bezpieczniej samemu zastanowić się, co się bardziej opłaca – wydanie podwójnej komendy na wszelki wypadek, powtórzenie jej z otrzymaniem punktów karnych czy ryzykowanie niezaliczenia ćwiczenia.

Udajemy egzamin
Gdy do naszych pierwszych zawodów został miesiąc, przystępujemy do pozorowanych egzaminów. Jedne psy koncentrują się na przewodniku, choćby dookoła waliły pioruny, inne muszą zerknąć z zachwytem na każdego przelatującego motylka… Te pierwsze dają więcej komfortu, tym drugim, wcale nie gorszym, należy stwarzać sytuacje treningowe identyczne jak na zawodach. Stoi podczas egzaminu stolik sędziowski? Stoi. Ustawiamy więc mebel na boisku podczas ćwiczeń! Sędzia chodzi, obserwując pracę psa? – prosimy trenera, by towarzyszył nam z notesem. Odkłada się na zawodach aport na stojak? To i na treningu niech też stojak będzie. I jeszcze kilka niespodzianek można przygotować: telefon wydzwaniający głośną melodyjkę, ktoś przebiegający przez boisko z krzykiem, zaprzyjaźniony pies, zapraszający do zabawy podczas ćwiczeń…

Wybieramy strój
Wspólny rytm poruszania się trudno wypracować, a źle dobrane ubranie może zepsuć efekt tej pracy. Dlatego, startując z czarnym sznaucerkiem, lepiej nie zakładać białych spodni, bo sędzia zobaczy każde niewielkie wyjście psa do przodu lub pozostanie w tyle… Dopiero po dopracowaniu tych wszystkich drobiazgów pies sportowy, złożony z psa właściwego i przewodnika, z większą szansą na sukces wkracza na boisko.
Powodzenia!

 

Punkty karne za siusiu
Staraj się zachować spokój, bo emocje przewodnika udzielają się psu, powodując czasem szybszą pracę nerek lub wzmożoną perystaltykę jelit. A regulaminy obedience też przewidują za to nie tylko niezaliczenie aktualnego ćwiczenia, ale aż 40 punktów karnych. Pies zrobi siusiu na placu – i praktycznie jest już po zawodach… Lepiej więc przegłodzić go nieco poprzedniego dnia, a i przed startem ćwiczyć lub spacerować na uboczu tak długo, aż całkowicie upora się z fizjologią.
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *