Przyjazny szef psa - Psy.pl

Przyjazny szef psa

Jak wybrać psa i jak go szkolić - pytamy Zofię Mrzewińską, legendę polskiej kynologii

Metody szkoleniowe opisane w Pani ostatniej książce „Z kluczem do psa” są bardzo łagodne. Takie podejście jest chyba dalekie od metod używanych w szkoleniach ZKwP?
Absolutnie nie zgadzam się z twierdzeniami, że na wszystkich szkoleniach związkowych współpraca mylona jest z wymuszaniem, a posłuszeństwo – z zastraszaniem psa. Mogę tylko współczuć tym, którzy być może spotkali się z takimi trenerami. Najgłośniejszym okrzykiem emerytowanego milicjanta, pana Tośka, trenera krakowskiego oddziału 30 lat temu, było: "Ludzie, chwalcie te psy, głaszczcie je, ręce wam się nie zmydlą!". Na pierwszym spotkaniu dla uczestników krakowskiego szkolenia informowano, że za brutalne traktowanie psa przewodnik zostaje nieodwołalnie usunięty ze szkolenia. A że psy nieraz były szarpnięte, i to mocno – owszem, tak. Ale na najtańsze grupowe szkolenie związkowe przychodziło wtedy dwadzieścia osób z półtorarocznymi, rozbisurmanionymi psami, i większość właścicieli rozpaczliwie domagała się natychmiastowego utemperowania psa. Nie mogło się więc obyć bez silniejszych bodźców – dla bezpieczeństwa ludzi i innych zwierząt.

Pani od początku szkoliła bez przymusu czy zastraszania?
Tak, bo takich miałam nauczycieli. Już w pierwszej, książce "Po obu końcach smyczy", powstałej prawie 10 lat temu, opisuję naprowadzanie jedzeniem i zabawką, a nie szarpanie kolcami. Oczywiście – są sytuacje, w których pies musi poznać znaczenie słowa "nie". Musi wiedzieć, jakie zachowania nie będą tolerowane. Lepiej szarpnąć psa smyczą, nawet bardzo mocno, niż pozwolić wbiec mu pod samochód czy skoczyć na dziecko. Jeszcze lepiej byłoby przedtem nauczyć psa siadania przed jezdnią i przed dzieckiem – ale bądźmy realistami. –

Jak odróżnić dobrego szkoleniowca od złego? I jak nie dać zrobić swojemu psu krzywdy w imię niezbędnego szkolenia?
Wystarczy popatrzeć, jak trener traktuje zwierzęta i ich właścicieli, aby zdecydować, czy chcemy takiemu traktowaniu poddać siebie i swojego psa. A krzywda? Ostrzegano moją znajomą, właścicielkę whippetki, że szkolenie pozbawi suczkę spontaniczności i utrudni starty w zawodach. Szkolenie trwało długo, bazowało wyłącznie na nagrodach, sesje były bardzo krótkie – chart to przecież krótkodystansowiec. Teraz whippetka nie tylko bardzo dobrze zdała egzamin PT, nie tylko z powodzeniem startuje w wyścigach, ale perfekcyjnie aportuje, wraca z charcią szybkością na każde zawołanie, a jej spacery są przez to ciekawsze i dają możliwość bezpiecznego zaspokojenia potrzeby ruchu.

Zawsze jednak istnieje ryzyko, że wybrany przez nas szczeniak nie spełni pokładanych w nim nadziei…
Szczeniaka należy wybierać niesłychanie starannie – z pełną świadomością, że nawet wtedy może nie spełnić naszych oczekiwań. Jestem absolutnym wrogiem kupowania psa dla dziecka – dla niego najlepszy jest pies pluszowy. Jestem też wrogiem kupowania psa z myślą o obronie cywilnej – żaden pies na świecie nie poradzi sobie z przygotowanym na wszystko napastnikiem, lepiej wynająć ochroniarza. Jestem za tym, aby psy kupować z myślą o nawiązaniu porozumienia i otoczenia opieką przedstawiciela innego gatunku. A jeśli okaże się, że pies ten może być psem sportowym, tropiącym czy ratowniczym, pomagać niepełnosprawnemu człowiekowi, wygrywać na wystawach, brać udział w zawodach agility czy tańczyć ze swoim przewodnikiem – to wspaniale. Ale nie można na to liczyć biorąc szczenię pierwszy raz na ręce.

Kupując owczarka belgijskiego malinois – Raszkę zdecydowała się Pani na suczkę z miotu odchowanego w ciągłym kontakcie z człowiekiem, socjalizowanego jeszcze u hodowcy i poddawanego wczesnej stymulacji neurologicznej. Czy Pani oczekiwania odnośnie charakteru suczki spełniły się?
Ponoć geny w 30 procentach decydują o zachowaniu, reszta to wychowanie, wpływ otoczenia. Ale te 30 procent pozostanie w psie niezmienne… Ja uważam, że najlepszego psa można całkowicie zepsuć złym wychowaniem, a najgorszego – tylko trochę odpowiednim wychowaniem naprawić. Z charakteru Raszki jestem zadowolona – jest miłym, towarzyskim zwierzakiem, chętnym do kontaktu i współpracy z ludźmi. Staram się to umacniać na co dzień. Raszka ma wielką pasję aportowania, co ułatwia szkolenie. Jednocześnie jest bardzo samodzielna, szalenie ciekawa świata, uważnie obserwuje mnie w domu i nieraz próbuje naśladować. Otwieranie drzwiczek kuchennej szafki udało jej się opanować przez opłacalne naśladownictwo – są tam psie miski, a ja przyniesienie starannie wylizanej miski nagradzałam jeszcze małym smakołykiem, więc Raszka wpadła na pomysł przynoszenia mi nie tylko pustej miski po jedzeniu, ale również tych z szafki…

Co to jest wczesna stymulacja neurologiczna?
To proste zabiegi polegające na sekundowym przytrzymaniu szczenięcia w rękach w odpowiedniej pozycji, położeniu na chłodnej pieluszce i natychmiastowym odłożeniu do matki. Wielu hodowców ważących codziennie szczeniaki, oglądających je, przytulających czule do twarzy też stosuje coś w rodzaju wczesnej neurologicznej stymulacji. Opis takich zabiegów można znaleźć w Internecie.

Jakie są najpoważniejsze błędy w wychowaniu szczenięcia? Czym one skutkują?
Najpoważniejszy błąd w wychowaniu szczenięcia to według mnie brak socjalizacji z otaczającym światem, zaniedbanie wykorzystania bardzo wczesnych możliwości szkolenia polegającego wyłącznie na nagradzaniu oczekiwanych zachowań i uniemożliwianiu zachowań niepożądanych. Straszliwe błędy to nieodpowiednie zabawy, takie jak tłamszenie, szarpanie, przewracanie czy drażnienie szczeniaka, karcenie przez przewracanie na grzbiet i przytrzymywanie w takiej pozycji lub pozwalanie na wszystko – z obgryzaniem naszych rąk włącznie. Brak socjalizacji może w przyszłości powodować agresję ze strachu wobec nowo poznawanych ludzi. Brak jasnych wskazówek od pierwszego dnia, jakie zachowania są nagradzane, a jakie nie – utrudnia bycie z psem na co dzień. Brutalne zabawy i równie brutalne karcenie szczeniaka zaowocuje w przyszłości brakiem zaufania do właściciela i może skutkować zachowaniami lękowymi lub próbami konfrontacji… Pozwalanie na wszystko zaburzy najbardziej pożądany układ, w którym człowiek jest przyjaznym szefem swojego psa.

Jakie problemy związane z życiem psów w naszym społeczeństwie uważa Pani najbardziej pilne do rozwiązania?
Za bardzo ważne uważam wprowadzenie powszechnego oznaczania (chipowania) psów. Wymusi to zwiększenie odpowiedzialności właściciela za psa, zaostrzenie rygorów wobec nieodpowiedzialnych właścicieli – co wcale nie znaczy, że wszystkie psy zawsze i wszędzie muszą być trzymane na smyczach lub nosić kagańce! Wystarczy, aby człowiek, który dopuści do tego, by jego pies wyrządził krzywdę drugiemu człowiekowi lub zwierzęciu, zawsze poniósł ostre konsekwencje finansowe i karne. Jeśli ktoś po pijanemu prowadzi samochód, powinien przecież mieć odebrane prawo jazdy, ale z tego powodu nie wszywa się esperalu wszystkim kierowcom, ani nie zamyka wszystkich browarów. Niestety, wobec psów rygory stosuje się u nas na wyrost, a w praktyce poszczucie swojego psa „dla rozrywki” na inne zwierzę nie grozi właścicielowi żadnymi konsekwencjami. Konieczne jest także uświadamianie, że naprawdę żadnej suce do zdrowia ani szczęścia nie jest potrzebne rodzenie szczeniąt, podobnie jak psu nie jest potrzebne krycie! Niekontrolowane i bezmyślne rozmnażanie zwierząt przeraża. Chciałabym też, aby bardziej zdawano sobie sprawę z faktu, że pies to najpierw obowiązek, potem dopiero przyjemność, że nie każdego psa można wyszkolić w każdym kierunku, że predyspozycje charakteru są dziedziczne. Ale każdy pies dla zachowania równowagi psychicznej potrzebuje jakiegoś zajęcia, czyli wymaga szkolenia odpowiedniego do swoich możliwości psychicznych, predyspozycji charakteru i temperamentu.

Od trzech lat szefuje Pani grupie wizytującej z psami dom pomocy społecznej. Skąd ten pomysł?
Pomysł wizyt w domu pomocy społecznej nie był czymś nagłym – doskonale wyszkolone psy już dawniej wizytowały w Krakowie przedszkola, szkoły, odwiedzały szkołę dla dzieci niewidzących. Zaproponowałam Dom Pomocy Społecznej – myśląc o ludziach, którzy nie mogą już mieć przy sobie zwierząt na co dzień, a kiedyś cztery łapy towarzyszyły im w życiu. Dyrekcja Domu Pomocy Społecznej im. Helców w Krakowie życzliwie przyjęła naszą propozycję. Oczywiście, zaprezentowaliśmy najpierw poziom wyszkolenia psów i ich nienaganne zachowanie w stosunkach z ludźmi. Już od trzech lat staramy się, aby co dwa tygodnie przynajmniej dwa psy przyszły z wizytą. I wiemy na pewno, że jesteśmy oczekiwanymi gośćmi – przez te trzy lata nie było żadnego nieporozumienia, żadnego psiego błędu. Ale też każdy pies, zanim wszedł na teren Domu, był nie tylko wyszkolony, ale i przetestowany – musiał wytrzymać i szarpnięcie za futro, i ciągnięcie za ogon, nie reagować na nieskoordynowane ruchy, gwałtowne okrzyki, chodziki, wózki inwalidzkie, śliskie podłoże itp. –

Dlaczego na zdjęciu jest Pani otoczona samymi goldenami? Czy tę rasę uważa Pani za szczególnie nadającą się do bycia psem-terapeutą?
Do tej pracy znakomicie nadają się goldeny i labradory – są postrzegane jako przyjazne, sprawiają wrażenie ciągle uśmiechniętych, to bardzo ważne. Nawet najlepiej wyszkolony owczarek niemiecki ze względu na stojące uszy i czujny wyraz pyska nie budzi takiego zaufania jak golden! Goldeny mają przewagę nad labradorami, bo ich długa sierść jest przyjemniejsza w dotyku… Oczywiście nie oznacza to, że każdy golden czy labrador nadaje się na terapeutę sam z siebie. Najpierw jest szkolenie, szkolenie, szkolenie… W naszej grupie są nie tylko goldeny – chodziła z nami także miniaturowa sznaucerka, gościnnie zawitała suka samojed, coraz lepiej sprawia się najmłodsza wśród naszych psów pół krwi collie.

O czym Pani marzy?
Gdyby tak wreszcie maszyny losujące totalizatora trafiły na moje cyfry, założyłabym ośrodek szkolenia, pracy i wczasów z psem – co najmniej na 50 hektarach!

Zofia Mrzewińska jest międzynarodowym sędzią kynologicznym prób pracy i charakteru oraz instruktorem szkolenia Związku Kynologicznego. Szkoli psy od niemal 30 lat. Jej własne to kolejno: owczarki niemieckie: Banga z Lotaryngii, Luthien z Barytowej Góry, a następnie owczarki belgijskie malinois: Colombo Hanako i obecnie młodziutka Bratka Frambos, czyli Raszka.

 

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *