Psy z Białego Domu - Psy.pl - mamy nosa!

Psy z Białego Domu

Wygląda na to, że jeśli się jest prezydentem Stanów Zjednoczonych, nie sposób nie mieć psa - nawet gdy się go nie kupi, to zapewne ktoś go podaruje...

Zwierzęta towarzyszyły rządzącym w Stanach Zjednoczonych od początku istnienia tego państwa. Z czasem przewagę zdobyły psy, stając się nieodłącznymi towarzyszami urzędujących prezydentów.

Wszystkie beagle Johnsona
Lyndon Baines Johnson mieszkał w Białym Domu w latach 1963-1969. Został prezydentem w bardzo trudnym dla kraju czasie. Po zamordowanym poprzedniku Johnie F. Kennedym otrzymał w spadku wojnę w Wietnamie i ogromne problemy społeczne. Przyszły prezydent wychowywał się wśród zwierząt. Gdy wprowadzał się do siedziby przywódców Stanów Zjednoczonych, miał dwa beagle o imionach Him i Her. Jego żona zapisała w pamiętniku: „Kiedy przyjechaliśmy, szef ochrony Białego Domu Mr. West czekał na nas przy drzwiach i pogratulował Luci [córka prezydenckiej pary – red.] i mnie, po czym zaprowadził nas i psy na drugie piętro”.
Gdy rodzina się już zadomowiła, Johnson zwykł spacerować ze swymi psami po trawniku otaczającym Biały Dom. Zdjęcie ukazujące go trzymającego jednego z czworonogów za uszy obiegło świat i wzbudziło protesty. Amerykanie poznali prezydenckie beagle także za sprawą okładkowego artykułu w magazynie „Life”.
Psom Johnsona nie było jednak dane długo mieszkać w Białym Domu. W 1964 r. Her połknęła kamień, co skończyło się tragicznie, a dwa lata później Him wpadł pod samochód… Po jego śmierci dyrektor FBI John Edgar Hoover podarował prezydentowi innego beagle"a, nazwanego później na cześć ofiarodawcy jego imieniem.
Ostatnim psem Johnsona był biały mieszaniec Yuki. Luci znalazła go na stacji benzynowej w Dniu Dziękczynienia w 1966 r. Początkowo pies zamieszkał u niej, ale podczas wizyt w Białym Domu szybko zdobył serce prezydenta. 27 sierpnia 1967 r. Luci podarowała go ojcu na urodziny. Yuki często asystował przy rozmowach prezydenta z ważnymi osobistościami. Potrafił też „śpiewać”, co zarejestrowano na filmie. Kiedy w styczniu 1969 r. Johnson opuścił Biały Dom, Yuki na pokładzie Air Force One poleciał razem z nim na ranczo w Teksasie (trafił tam również Edgar). Cztery lata później – po śmierci prezydenta – Yuki powrócił do Luci i jej rodziny. Przeżył swego pana o sześć lat.

Lekcje posłuszeństwa w Gabinecie Owalnym
Gdy w 1974 r. po aferze Watergate, która zmusiła Richarda Nixona do podania się do dymisji, Gerald Ford obejmował urząd prezydenta, nie miał psa. Jego córka Susan i fotograf David Hume Kennerly postanowili zrobić mu niespodziankę i kupić suczkę rasy golden retriever. Wybrali hodowlę w stanie Minnesota. Chcieli utrzymać w tajemnicy nazwisko nabywcy, ale odpowiedzialny właściciel szczeniąt nie dał się zbyć. „Cóż to za ludzie?” – spytał. „Mili, w średnim wieku, mają czwórkę dzieci” – odparła Susan. „Gdzie mieszkają?” – dociekał dalej. „W dużym białym domu z ogrodem”. „To duży pies, więc będzie dużo jadł. Czy mają wystarczające dochody?” – sondował hodowca. „To poważni i odpowiedzialni ludzie” – zapewnił David. I tak oto suczka o ciemnozłotej sierści znalazła się w Białym Domu. Prezydent się zdziwił, gdy szczeniak wyskoczył z torby i jak szalony zaczął biegać w kółko po Gabinecie Owalnym. „Czyj to pies?” – spytał. „Twój” – zaśmiali się darczyńcy. Ford wziął psiaka na kolana i zaczął się z nim bawić. „To było bardzo miłe. Wiedziałem, że Betty [żona prezydenta, która przybywała wtedy w szpitalu – red.] z radością powita nowego członka rodziny” – napisał w swoim pamiętniku „The Times of My Life”. I tak się stało. Gdy reporterzy pytali Susan, kto się opiekuje psem, karmi go, szczotkuje i wyprowadza, odpowiadała bez wahania: „Oczywiście tata”. Sam prezydent podkreślał, że jest do tego przygotowany, bo miał goldeny już wcześniej. Liberty – tak Ford nazwał suczkę – była szkolona w zakresie posłuszeństwa. Lekcje odbywały się w prywatnych pomieszczeniach prezydenckiej rodziny i w Gabinecie Owalnym. Liberty w lot chwytała intencje swojego pana. Opowiadano, że gdy chciał zakończyć z kimś rozmowę, dawał jej znak, a wtedy ona wstawała i uderzała ogonem niczym batem po nogach zdezorientowanych rozmówców. Zdarzało się też podobno, że gdy Ford sięgał do kieszeni po zapałki, aby zapalić fajkę, znajdował tam zamiast nich… psie suchary.
Kiedy pupilka prezydenckiej pary spodziewała się szczeniąt, Ford tak się o nią obawiał, że gdy chciała wyjść, towarzyszył jej nawet w nocy. Podchodziła i lizała go po twarzy, a prezydent natychmiast wstawał, ubierał się i wyprowadzał ją na trawnik przed Białym Domem. Odbywało się to zazwyczaj o… trzeciej rano. Gdy wracali, Ford ściągał windę, co stawiało w stan pogotowia ochronę Białego Domu.  Z okazji urodzin szczeniąt wydano serię fotografii dzielnej mamy z jej „autografem”, czyli odciskiem łapy. Jeden z maluchów o imieniu Misty został z Fordem. Drugiego wyszkolono na przewodnika dla niewidomych.

Mały spaniel wielkiego Reagana
Jeden z najenergiczniejszych amerykańskich prezydentów Ronald Reagan (pełnił tę funkcję w latach 1981-1989) miał psa typowo salonowej rasy – cavalier King Charles spaniela o imieniu Rex. Tak naprawdę należał on do żony Reagana Nancy, której podarował go na Boże Narodzenie 1985 r. konserwatywny komentator polityczny magazynu „National Reviev” William F. Buckley. Wcześniej prezydent miał bouviera des Flandres – Lucky’ego, który uwielbiał ganiać za dziennikarzami i gośćmi prezydenta oraz podgryzać im pięty. Ta niesforność spowodowała, że został odesłany na Rancho del Cielo (Niebiańskie Ranczo) Reagana w Kalifornii.
Rex szybko zadomowił się w nowym miejscu, mimo że miał już wtedy rok. Prawdę mówiąc, nie był dużo spokojniejszy od swojego poprzednika. Jego pierwszym wyczynem było zgaszenie świateł na choince przed Białym Domem. Choć niewielki, podczas spacerów ciągnął prezydenta tak mocno, że uniemożliwiał mu odpowiadanie na pytania zadawane przez reporterów.
Pupil mieszkańców Białego Domu miał własny pokój, który zaprojektowali aktorka Zsa Zsa Gabor i Theo Hayes (praprawnuczek prezydenta Rutherforda B. Hayesa). Zdobiły go czerwone zasłony, a na ścianach wisiały portrety prezydenckiej pary. Popularność Reksa jako psa prezydenta spowodowała modę na czworonogi tej rasy, często ze szkodą dla niej – spanielki zaczęto rozmnażać na potęgę. Po zakończeniu prezydentury przez Reagana jego pies żył jeszcze 13 lat. Umarł na serce w 1998 r. Spoczywa na Rancho del Cielo.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *