Pamiętacie suczkę, która wypadła z drugiego piętra? Pusia ma dom!

Po wypadku Pusia przeszła kosztowny zabieg, polegający na ustabilizowaniu złamań kości miednicy. Po nim spędziła dwa tygodnie pod opieką weterynarki, na rzecz której właściciel zrzekł się praw do psa. Odkarmiona, z nową nadzieją na lepsze jutro, czekała na dom. Zgłosiło się kilka osób chętnych do przygarnięcia pieska. Jak to się stało, że Pusia ma dom?

Przygotowania do adopcji

Jedną z tych osób była Monika. Kilka miesięcy temu musiała uśpić swojego ukochanego pieska Niko. Był ciężko chory i leczyła go do samego końca. Po odchorowaniu i wypłakaniu nadeszła pora na przygarnięcie kolejnej bidy. Pusia okazała się doskonałą kandydatką. W dodatku Niko był mieszańcem pinczera koloru rudego, zupełnie jak Pusia! Najpierw dziewczyny spotkały się kilka razy, poszły też na spacer. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Choć na początku bardziej ze strony człowieka niż psa… Ale nie minęło dużo czasu, a Pusia także zakochała się w Monice.

Pusia ma dom!

Nadszedł wielki dzień – przekazanie Pusi. Wszyscy się stresowali. Chyba tylko ta najbardziej zainteresowana nie wiedziała, co się zaraz stanie. Nowa opiekunka zarezerwowała sobie kilka dni wolnego w pracy, aby całkowicie poświęcić się suczce.

Przez pierwsze dni Pusia była lekko zagubiona, nie wiedziała, co się stało, że ponownie zmieniło się jej najbliższe otoczenie. Ale nowa opiekunka zadbała o to, aby mieć w domu kocyk z tymczasowego domu u weterynarki. Dzięki temu Pusia miała coś swojego, co pachniało domem, w którym spędziła początek rekonwalescencji.

Pani doktor zorganizowała całą wyprawkę dla małej suni – wszystko mogła kupić dzięki pieniądzom, które udało się zebrać! Wystarczyły nie tylko na leczenie, ale i na dobry, nowy start. Pusia zabrała ze sobą do nowego domu kilka kilogramów jedzenia suchego i mokrego – oczywiście najwyższej jakości! Zabawki, nowe szelki, kocyk i wszystko to, co potrzebne na nowej drodze życia.

Pusia ma dom i szczęście na pysku

Po dwóch tygodniach od adopcji spływają do nas zdjęcia szczęśliwej Lusi (bo tak teraz ma na imię). Sunia jeździ na rowerze w koszyku na wycieczki, spędziła też już kilka miłych dni na działce u mamy pani Moniki.

Za swoją opiekunką chodzi krok w krok. Trochę denerwuje się, jak zostaje sama w domu, ale znosi to z godnością. Oczywiście śpi już w łóżku! Choć Monika oszukiwała sama siebie, że będzie inaczej…

Lusia została zaczipowana i zgłoszona do bazy danych. Wkrótce trzeba będzie u niej wykonać szczepienia ochronne, co oznacza wizytę u poprzedniej, tymczasowej opiekunki – w lecznicy weterynaryjnej. Ciekawe, jak na widok weterynarki zareaguje szczęśliwa Lusia. Czy ją jeszcze pamięta?

Autor: Aleksandra Więcławska