Radosny bieg po aport - Psy.pl

Radosny bieg po aport

Warsztaty z posłuszeństwa w Club d"Education Canine od Paryżem prowadziła Emilie Prytz z Norwegii, mistrzyni świata w tej dyscyplinie. Czytelnikom "Mojego Psa" opowiada o swojej metodzie

– Jak zaczęła się twoja przygoda ze szkoleniem psów?
– Zapisałam się na kurs posłuszeństwa, gdy mój pierwszy pies – czarny pudel miniatura Laddie, miał sześć miesięcy. Chciałam go nauczyć, żeby wracał do mnie, gdy go wołam na spacerze. Sport ten jednak wciągnął mnie, zaczęłam odnosić pierwsze sukcesy na zawodach i tak szkolenie stało się moją pasją. Laddie został najbardziej utytułowanym pudlem na świecie. W 2000 r. zdobyliśmy mistrzostwo świata, zarówno indywidualnie jak i zespołowo, w następnych latach byłyśmy stale w pierwszej trójce. Dziś Laddie ma 11 lat i jest na emeryturze.

– Do Francji przyjechałaś ze swoim drugim psem, również czarnym pudlem miniaturą, Teddym.
– Teddy ma trzy lata, ale już osiągnął wiele sukcesów. Mam nadzieję, że pewnego dnia będzie tak dobry jak Laddie.

– Podczas twoich kursów psy pracują bez smyczy i są nagradzane smakołykami lub zabawką. Czy możesz powiedzieć coś więcej o swojej metodzie?
– Gdybym miała streścić moją metodę w jednym zdaniu, powiedziałabym, że polega ona na wspólnej zabawie przewodnika i psa. Mam zasadę, że jeśli coś nie jest przyjemne, po prostu nie stosuję tego. Szkolenie to hobby, więc ma przynosić radość.

– Czy opracowując własne metody szkolenia korzystałaś z doświadczenia innych szkoleniowców?
– Większości teorii nauczyłam się od innych, ale od początku dostosowywałam tę wiedzę do swoich założeń. Niektóre techniki, które pokazuję na kursach, są efektem mojego doświadczenia. Dużo uczę się od innych zawodników, których pracę mam okazję obserwować. Dla szkoleniowca bardzo ważna jest znajomość psiej psychiki oraz różnic między poszczególnymi rasami. Gdy zaczynałam swoją pracę takie podejście nie istniało. Wówczas uważano, że każdy pies powinien być traktowany jak „wielki, zły owczarek niemiecki”, oraz że mały pudel, który śpi z właścicielką w łóżku nie nadaje się do pracy.

– Nie stosujesz żadnych kar w szkoleniu. Czy wynika to z przekonania, że powinniśmy traktować psy bardziej humanitarnie, czy też wybrałaś metodę, która daje najlepszy efekt?
– Złożyły się na to oba te czynniki. Smutny pies nie biegnie po aport tak szybko jak ten, który jest radosny, który traktuje to jak zabawę. Na szczęście wiedzą o tym sędziowie.
Nigdy nie uderzyłabym mojego psa, ani nie założyłabym mu kolczatki. Nie wierzę w takie metody. Uważam, że po to kupujemy psa, żeby mieć z tego przyjemność, a nie po to, żeby go zdominować. Dla mnie wszystkie nasze psy są członkami rodziny i traktuję je prawie tak jak dzieci.

– Dzięki książce Barbary Waldoch „Pozytywne szkolenie psów” polscy czytelnicy znają inną pozytywną metodę szkolenia – clicker training. Czy są jakieś podobieństwa z twoją metodą?
– Tak naprawdę to prawie nie ma różnic – główne założenia są takie same: dobry pies dostaje nagrodę, zły pies nie dostaje nic. Sądzę, że to najlepszy sposób jeśli chce się mieć psa wyszkolonego na najwyższym poziomie.

– Niektórzy szkoleniowcy uważają, że pies musi znać zarówno znaczenie słów „dobry piesek” jak i słów typu „nie”. Czy nie sądzisz, że wprowadzenie słowa „nie” może sprawić, że nasze oczekiwania staną się dla psa bardziej jasne?
– Samo słowo „nie” nie znaczy nic. Najpierw trzeba nauczyć psa, że wiąże się ono z jakąś karą, np. z szarpnięciem smyczą lub z klapsem. Gdy szkolę psa nigdy nie dopuszczam do popełniania błędów, ponieważ dokładnie pokazuję psu, czego od niego wymagam. A jeśli pies zrobi coś, czego nie oczekiwałam, oznacza to, że wybrałam złą metodę. Dlaczego więc miałabym karcić psa za swój błąd? Nie widzę nic przyjemnego dla nikogo w najmniejszym nawet szarpnięciu smyczą.

– Powszechna opinia o szkoleniu metodami pozytywnymi jest taka, że pies pracuje dopóty, dopóki właściciel ma w kieszeni smakołyki. Jak udało ci się osiągnąć to, że twoje pracują tak chętnie na zawodach, podczas których nie masz możliwości nagradzania ich?– Bardzo długo trwa, zanim pies nauczy się pracować bez nagród. Po pewnym czasie samo wykonywanie ćwiczeń stanie się dla niego nagrodą, ale to trwa latami i wymaga wielkiego doświadczenia od przewodnika.

– Czy masz inne hobby prócz szkolenia psów?
– Nie, szkolenie wypełnia mi cały czas. Razem z mężem, Arve, mamy dwa pudle i trzy border collie. Trenujemy posłuszeństwo, agility, pasienie i tropienie. Poza tym wystawiamy nasze psy i jesteśmy hodowcami. Ja prowadzę rocznie ponad 30 warsztatów w całej Europie, a latem organizujemy obozy dla ludzi, którzy chcą spędzić urlop szkoląc swoje psy.

Autorka bardzo dziękuje pani Marii Kuncewicz z Club Canine de Bucy za okazaną pomoc.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *