Rafał Huszno – dlaczego przygarnia bezdomne zwierzęta?


Muchy, komary i kleszcze uważam za pomyłkę przyrody, ale poza nimi kocham wszystkie zwierzęta. W moim domu na wsi stale mam mniejszą lub większą gromadkę psów, które ktoś porzucił.

Pseudomiłośnikom czworonogów ta odludna okolica wydaje się rajem, bo nie obawiają się, że ktoś nakryje ich na nikczemności. Jej efekt to błąkające się w wakacje, długie weekendy i święta porzucone zwierzaki. Nie mielibyśmy sumienia zostawić ich na pastwę losu.

Wszystko zaczęło się od kundelka Buli, którym zaopiekowałem się w Tarnowie, gdy tęsknie patrzył w stronę mojego bloku. Niestety, mimo wielu prób nie nauczył się chodzić na smyczy, więc znaleźliśmy mu dom za miastem. Z kolei Znajdek – kawowo-mleczny foksterier – siedział na miedzy i obserwował mnie z pola sąsiada. Długo się wahał, czy wejść na podwórko, ponieważ bał się trzech psów, które już wcześniej przygarnęliśmy. Kilka podejść z kiełbaską przyniosło jednak efekt i Znajdek dołączył do gromadki. Potrafił dawać łapę, robić siad, waruj, a nawet aportował. Ktoś go tego nauczył, a potem się go pozbył. Może urósł za duży? Był z nami pół roku, a potem znaleźliśmy mu wspaniały dom u kolegi, któremu zależało na tym, aby dzieci wychowywały się z psem. Dziś Ares vel Znajdek ma już 10 lat i jest szczęśliwym, zadbanym czworonogiem, który chętnie sypia w łóżku.

Później zjawiła się u nas kilkumiesięczna, niezwykle łagodna suczka w typie owczarka niemieckiego. Wspinała się po siatce jak kot i wyskakiwała na drogę, gdzie kilka metrów od furtki miała swój punkt obserwacyjny. Mieliśmy wtedy już sześciu podopiecznych i choć teren jest spory, to jednak utrzymanie takiego stadka przerastało nasze możliwości. Staliśmy się więc domem tymczasowym. Suczka trafiła do kolegi, który ma warsztat samochodowy i potrzebował psa, który sygnalizowałby pojawienie się kogoś obcego, ale jednocześnie byłby przyjaźnie nastawiony do klientów.

Rafał Huszno
fot. archiwum domowe

Niedawno za tęczowy most odszedł Bobik, inteligentny psiak, który uwielbiał droczyć się z bokserem Brokiem. Ukrywał się za domem i szczekał, że niby ktoś idzie, a wtedy Brok wybiegał z budy. Na to tylko czekał Bobik, który mościł się w niej błyskawicznie. Wśród naszych podopiecznych był też Misiu, który nie opuszczał na krok Figi, jedynej suczki w gromadce. Stanowili parę nierozłącznych przyjaciół. Pewnie dlatego po jego śmierci (wpadł pod odśnieżarkę) Figa długo była smutna i osowiała.

Chwilowo została nam tylko ona. Skąd się wzięła? Ktoś przywiązał ją sznurkiem do drzewa przy szkole, do której chodzi moja córka Karolina. Ta, gdy zobaczyła trzęsącą się ze strachu bidulkę, zabrała ją do domu. Imienia nie musieliśmy jej wybierać, bo miała je na obroży, z czego wynika, że wcześniej nie była bezpańskim psem. Dawaliśmy ogłoszenia do radia, ale nikt się nie zgłosił. Dlatego Figa jest już z nami drugi rok. Choć z początku była bardzo bojaźliwa, teraz obdarza nas absolutnym zaufaniem.

Żaden z kilkunastu psów, którymi się zaopiekowałem, nawet na mnie nie warknął. Jako ratownik medyczny trafiam na różne posesje. Jeśli są na nich czworonogi, zawsze udaje mi się z nimi zaprzyjaźnić. Według mnie nie ma psów agresywnych. Jeśli pies atakuje człowieka, to znaczy, że ktoś go tego nauczył albo sprowokował. Myślę, że psy są dużo lepsze niż ludzie.

Jeśli zapewnimy im opiekę, wikt i swobodę, będą nam wierne i oddane. Porzucanie psa z jakiegokolwiek powodu uważam za jedno z najbardziej hańbiących postępowań człowieka.

Rafał Huszno, lider zespołu Totentanz, wokalista i gitarzysta. Z zawodu ratownik medyczny. Prowadzi autorską audycję „Retrospekcje” w katolickim radiu RDN Małopolska w Tarnowie.

wysłuchała Paulina Król