Schroniskowa opowieść wigilijna - Psy.pl

Schroniskowa opowieść wigilijna

Psy ze schronisk wyglądają św. Mikołaja. Nie marzą o ceramicznej misce ani legowisku najnowszego typu. Wystarczy im stary garnek i podniszczony kocyk. I szczypta ofiarowanej wraz z nimi miłości

Dzień był pochmurny, deszczowy i nie miał w sobie nic z atmosfery nadchodzących świąt – wspomina jedną z Wigilii Izabela Działak, dyrektorka schroniska w Celestynowie. Mimo to dwudziesty czwarty grudnia sprzed kilku lat szczególnie zapadł jej w pamięć.

Tamtego dnia do Celestynowa miał przyjechać mężczyzna z Niemiec, który rok wcześniej zaadoptował sukę ze schroniska. Chciał koniecznie wziąć drugiego psa z tego samego miejsca – takiego, który pierwszy do niego podbiegnie, bez względu na to, czy będzie stary, czy młody, chory czy zdrowy. I przyjechał. Na powitanie wybiegły… trzy psy. Po długim zastanowieniu zdecydował, że weźmie dwa z nich. Gdy opuszczał schronisko, zauważył jednak, że biegnie za nim także ten trzeci – niedowidzący, stary kundelek. Mężczyzna zatrzymał się. „Ale ja nie mogę wziąć aż trzech psów” – przekonywał sam siebie, jednak dla wszystkich obserwujących tę scenę było jasne, że weźmie wszystkie. I tak też się stało.

JEŚLI WYTRZYMAMY RAZEM TYDZIEŃ…
Zdarza się, że w Wigilię przychodzą do schronisk ludzie, którzy trafiają tam przypadkiem. Zaglądają do klatek, niektórzy się wzruszą i dadzą jakieś prezenty albo zostawią mały datek w puszce. Czasem ktoś chce po takiej wizycie, kierując się odruchem serca, przygarnąć szczeniaka. Jednak w wielu schroniskach w święta z zasady nie wydaje się maluchów, aby nie spotkał ich los niechcianego prezentu.

Jedną z takich przypadkowych osób była młoda dziewczyna, która w pewną Wigilię odwiedziła Celestynów. Chciała tylko obejrzeć schronisko, nie miała zamiaru zabierać stąd żadnego zwierzaka. Mieszkała z babcią i nie miała warunków, by zająć się psem.

Gdy chodziła po schronisku, napotkała wzrok starego psa, który uparcie wpatrywał się w nią zza krat… – I poprosiła mnie, abym jej tego psa dała na święta – wspomina Izabela Działak. – Tłumaczyłam, że pies jest stary, trudny, niewychowany i ma problemy z chodzeniem, bo całe życie przesiedział w ciasnym boksie. „Niech zazna trochę dobra” – powiedziała dziewczyna. „Jeśli wytrzymamy razem tydzień, to może zostanie dłużej” – przekonywała mnie. W końcu się zgodziłam. Podczas świątecznego pobytu dziewczyna nauczyła starego psa chodzić. Czaruś został z nią na zawsze.

BIEDA POD BRAMĄ
W schronisku dla bezdomnych zwierząt w Bydgoszczy świeciły się lampki na choince, pracownicy jedli już wigilijną kolację. Tymczasem pod bramą siedziała mała zmarznięta „bieda”. Pikuś, mały krępy kundelek, czekał, aż ktoś go puści. Nikt go nie przywiązał ani nie podrzucił. Przyszedł sam. I okazał się prawdziwym prezentem dla pracowników.

– Nie wiedzieliśmy wtedy, że zrobi się z niego taka przytulanka, że będzie pupilem całego schroniska – mówi dyrektorka Izabella Szolginia. – Pozwalał się brać na ręce wszystkim, ale najbardziej ukochała go pani Basia Rucińska. Stał się jej nieodłącznym towarzyszem w pracy. Niestety, niedawno odszedł do psiego raju. Jego miejsce u boku pani Basi zajął inny piesek, bo każdy pracownik ma prawo uwolnić jednego psiaka z boksu.

– Wigilia u nas to czas odświętny także dla zwierząt. Choć w przekazach biblijnych pies się przy żłóbku nie pojawia, wierzymy, że na pewno tam był. Gdzieś sobie cicho siedział w kąciku – mówi dyrektorka schroniska Izabella Szolginia. Dlatego w Boże Narodzenie przychodzą siostry albertynki i dzielą się ze zwierzętami nieświęconym opłatkiem. W tym roku pracownicy chcą powiesić przed schroniskiem baner z hasłem „Podaruj psiakowi nadzieję” i postawić pudła na prezenty dla psów. A na cztery dni przed Wigilią będą zachęcać do odwiedzania schroniska i oprowadzać po nim.

LIST DO ŚW. MIKOŁAJA
Również w schronisku dla bezdomnych zwierząt Azorek w Sochaczewie w Wigilię pojawił się kiedyś pies. – To była wilczyca. Widywaliśmy ją od jakiegoś czasu. Wychodziła na drogę i żebrała o jedzenie – opowiada pracownik schroniska.

– Wkrótce okazało się, że w Boże Narodzenie oszczeniła się w betonowych kręgach. Zabraliśmy ją. Wprawdzie nie udało się jej uratować, ale przeżyło dwoje maluchów. W tym roku w wigilię w Sochaczewie będzie duża choinka ozdobiona lampkami i bombkami. Zwierzaki dostaną prezenty zrobione przez młodzież z sochaczewskiego gimnazjum.

– Nie spodziewam się, aby w noc wigilijną nasze psy zaczęły mówić – żartuje pracownik schroniska Azorek.

– Ale jeden z nich już mówi. Nazywa się Murzyn. Jeśli zapytasz: „Czy będzie dziś dyrektor?”, a odpowie cisza, to można mieć pewność, że dyrektora już tego dnia nie będzie. Jeśli zaś Murzyn szczeknie, to dyrektor pojawi się w schronisku na sto procent. Murzyn pomylił się tylko trzy razy. Jeśli nauczy się więcej mówić, na pewno poprosi o rynienki – takie jak do kwiatów, jedzenie i stare ubrania.

CHOĆ JEDNA POŻYTECZNA RZECZ
Wielu pracowników schronisk dla bezdomnych zwierząt spędzi tę noc ze zwierzętami. Pełnią dyżury lub po prostu mieszkają razem z nimi. Dla niektórych bezdomne psy są częścią rodziny. Agnieszka Brzezińska z Azylu pod Psim Aniołem za oknem swojego domu przez całą wigilijną noc będzie widziała zmarznięte pyski dziewięćdziesięciu psów, którymi się opiekuje.

– Tego widoku nie przesłoni nawet najpiękniej ozdobiona choinka – mówi. Boi się, że po świętach zwierząt przybędzie. Czas od Wigilii do sylwestra jest trudny dla schronisk, bo ludzie robią wtedy remanent i pozbywają się swoich czworonożnych przyjaciół. Poza tym zaczyna się strzelanie z petard i dzwoni telefon za telefonem od właścicieli szukających swoich przestraszonych psów.

– Chciałbym, aby ludzie głęboko religijni, zamiast biegać po zakupy, zwrócili uwagę na zwierzęce tragedie i wyciągnęli jakieś wnioski – mówi Brzezińska. – Żeby w wigilię zamiast supermarketu odwiedzili azyl lub schronisko i zrobili choć jedną dobrą rzecz tego dnia.

DZIEŃ JAK KAŻDY INNY
Także w schronisku w Opolu będą pracować w Wigilię. – Mamy przygotowany samochód do interwencji i pełnimy normalny dyżur, bo przecież zwierzęta potrzebują pomocy także w Wigilię. Kolację z rodziną zje się wcześniej – mówi pracownik opolskiego schroniska. – W ubiegłym roku w okresie świąt trafił do nas trzynogi wilczur Karo. Lubił dzieci i mieszkał wcześniej na boisku szkolnym, ale dyrektor szkoły się przestraszył i zawiadomił straż miejską. Jednak tegorocznej Wigilii Karo już z nami nie spędzi, bo znalazł dom. W schronisku w Korabiewicach dwudziesty czwarty grudnia będzie zapewne dniem takim jak każdy inny, bez niespodziewanych gości.

– Do nas trudno zimą dojechać – ubolewa Cezary Wyszyński z fundacji Niedźwiedź opiekującej się schroniskiem. Na drodze leży często mnóstwo śniegu. Czasem nawet na terenie schroniska trzeba po kolana brodzić w zaspach. – Bardzo czekamy za to na św. Mikołaja i nie mamy wielkich marzeń – zastrzega Wyszyński. – Potrzebujemy ciepłych rzeczy, aby wyścielić budy, starych garnków na wodę. I jedzenia dla psów, którego ciągle brakuje. Listów nie napisaliśmy, ale chyba św. Mikołaj o nas nie zapomni. Psy były przecież grzeczne…

DAJ SZANSĘ INNYM CZARUSIOM
Na pół roku można przygarnąć psa z zielonogórskiego schroniska dla zwierząt. Za jego wyżywienie i opiekę weterynaryjną płaci w tym czasie schronisko. Później zwierzę może wrócić do przytuliska, ale… tak się jeszcze nie zdarzyło. Opiekunowie przywiązują się do swych podopiecznych i zatrzymują ich. Latem podobną akcję zorganizowało schronisko w Bydgoszczy. Na 14 psów zaadoptowanych czasowo – na wakacje – aż 12 zostało w tych domach na stałe. Schronisko chce teraz przez cały rok oferować do czasowej adopcji te psy, które długo w nim przebywają lub mają mniejsze szanse na dom.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *