Skatowana i porzucona na torach

- To jest wprost nie do wiary. Ona do każdego biegnie na tym wózeczku, łasi się. Jest taka pogodna. Mimo tego, co ja spotkało. To godne podziwu – mówi Grażyna Falek z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami z oddziałem w Piotrkowie Trybunalskim. Ciuchcia zdaje się nie pamiętać dramatu, który wydarzył nieco ponad miesiąc temu. Opiekunki schroniska nigdy go jednak nie zapomną.

"Zabierz mnie stąd"

– Zadźwięczał telefon. Pan łamiącym się głosem powiedział, że chyba przejechał szczeniaki – opowiada Maria Mrozińska ze schroniska dla zwierząt w Piotrkowie Trybunalskim."  Czytaj więcej

 

 

Żródło: http://www.tvn24.pl/