Skutki pozornej oszczędności - Psy.pl - mamy nosa!

Skutki pozornej oszczędności

Jeśli już popełniliśmy błąd i kupiliśmy psa z pseudohodowli, dołóżmy starań, by wychować go najlepiej, jak się da

Nigdy dość przypominania, że kupowanie psa niewiadomego pochodzenia, w dodatku od przypadkowych ludzi, może być źródłem wielu kłopotów. Przypadek Tiny – mieszańca w typie rottweilera – w pełni to potwierdza. Niezwykle atrakcyjna cena za „rasowego”, zdaniem sprzedawcy, szczeniaka zawsze powinna wzbudzić u kupującego podejrzenia.
Z drugiej strony, historia tej suczki pokazuje, ile może osiągnąć rozsądny i cierpliwy właściciel, wychowując psa tak trudnego, że inni z pewnością spisaliby go na straty.
Tinę poznałem, gdy miała siedem miesięcy. Państwo M. mieli ją zaledwie od dwóch tygodni i od początku byli poważnie zaniepokojeni zachowaniem swojej podopiecznej. Suka nie tylko nie potrafiła chodzić na smyczy i nie przejawiała nawet elementarnego posłuszeństwa. Jej zachowanie świadczyło także o katastrofalnych brakach w socjalizacji. Bała się praktycznie wszystkiego: ludzi, zwierząt, dźwięków, przedmiotów, nie umiała się bawić, unikała pieszczot. Jednym słowem – wyglądało na to, że dotychczas żyła zamknięta w ciemnej komórce. Prywatne śledztwo przeprowadzone przez państwa M. potwierdziło zresztą tę hipotezę.
Wszystko wskazywało więc na to, że czeka nas dużo pracy. Aby suka zaczęła normalnie funkcjonować, potrzebny był ktoś, kto będzie jej przewodnikiem w nowej rzeczywistości, w której wszystko wydawało się problemem. Dlatego w pierwszej kolejności postanowiliśmy zbudować relacje Tiny z ludźmi. Bardzo delikatnie, stopniowo właściciele starali się ją dotykać, głaskać, dawać z ręki pokarm, którego początkowo nie chciała lub raczej nie umiała brać. Dopiero po kilkunastu dniach możliwa była zabawa czy delikatne tarmoszenie. To naprawdę sukces, ponieważ wcześniej na podobne gesty reagowała lękiem. Z chwilą gdy nabrała zaufania do właścicieli, zaczęliśmy uczyć ją chodzić na smyczy po domu i ogródku – jak małego szczeniaka. Zachęcana smakołykami, stopniowo przyswajała sobie sztukę siadania i przybiegania na zawołanie. Okazało się, że mimo ogromnych zaniedbań wychowawczych jest zrównoważona i ma spokojne usposobienie. Po dwóch miesiącach uznaliśmy, że jej zachowanie w obrębie posesji jest całkiem poprawne.
Nadal jednak wielkim problemem było wybranie się na spacer. Tina panicznie bała się wyjść za furtkę. Oczywiste było, że stosując choćby najmniejszy przymus, tylko jej zaszkodzimy. Przyjęliśmy zasadę bardzo małych kroków. Początkowo suka była nagradzana za minięcie furtki jedną łapą, potem dwiema – aż do momentu kiedy udało się odbyć pierwszy normalny spacer. Oczywiście nie nastąpiło to szybko, względny sukces osiągnęliśmy po kolejnych kilkunastu dniach. Aby rozwinąć umiejętności Tiny i nadrobić jej zaległości w socjalizacji, właściciele zapisali ją na szkolenie grupowe – do grupy szczeniąt, by nie narażać jej na zbyt wielki stres w kontakcie z dorosłymi i dominującymi czworonogami.
Tina miała szczęście, że trafiła na ludzi gotowych pracować z nią intensywnie w sumie ponad pół roku, aby wychować ją na prawdziwego towarzysza rodziny. Jej właściciele też mogą mówić o szczęściu – kupując psa z niepewnego źródła, trafili bowiem na takiego, który nie okazał się agresywny czy nieodwracalnie wypaczony.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *