Spacer na gruzach - Psy.pl - mamy nosa!

Spacer na gruzach

Ratowanie zasypanych ludzi to jedno z najbardziej odpowiedzialnych zadań psów. Dlatego zanim ratownicy ruszą na prawdziwą akcję, setki godzin spędzają na gruzowiskach

Czarny labrador, przywiązany do drzewa tuż przy gruzowisku, wierci się niecierpliwie. Okrakiem przysiada na sterczącej betonowej płycie, ale tylna łapa zsuwa się po niej, więc labek nieustannie się poprawia. Popatruję w jego stronę i myślę sobie, że dla mojego psa znalazłabym tu z pewnością jakieś wygodniejsze miejsce. Jednak właściciel czarnego Maksa Marek Bertrandt podchwytuje moje spojrzenie:

– Niech się trochę powierci, to trening. Psy szkolone na ratowników muszą opanować sztukę poruszania się po gruzach, inaczej nie będą w stanie dotrzeć do ofiary. Dlatego chodzimy po gruzach podczas spaceru, a nawet urządzamy na nich pikniki.

Nie jest to wcale łatwe, bo… w miastach brakuje gruzów. W Poznaniu podobno szczególnie o nie trudno. Jak tylko gdzieś się pojawią, zwykle od razu są uprzątane. Dlatego często na treningi trzeba dojeżdżać za miasto, np. do Kórnika. – Ech, Łódź to jest dla nas idealne miasto – rozmarza się właściciel Maksa – ostatnio tam byliśmy, ile tam gruzów!

PLANOWO I Z PRZYPADKU
Marek Bertrandt trafił do poznańskiej Grupy Ratownictwa Specjalistycznego OSP przypadkiem. Gdy kupił psa, mieszkał w Niemczech i musiał poddać Maksa obowiązkowym testom. Specjalista od zachowań zwierząt zwrócił uwagę, że pies ma predyspozycje na ratownika. I tak się zaczęło.

Inaczej było w przypadku borderki Nany, która teraz spokojnie czeka w zaparkowanym obok samochodzie. Jej właścicielka Renata Jęchorek wybrała tę rasę właśnie ze względu na jej zdolności do pracy. Nieopodal poszczekuje jeszcze jeden pies. Biszkoptowy labrador Bielas to najmłodszy członek grupy. Ma 10 miesięcy, a na szkolenie przyjmowane są psy, które ukończyły dziewięć. Bielas jest bardzo żywiołowy. Trzeba tylko przekuć tę cechę w zapał do pracy.

JAK PSY GASZĄ POŻARY?
Czekamy na szkoleniowców: Magdalenę Nowicką i Pawła Zielińskiego, o którym nasi czytelnicy mieli już okazję przeczytać, bo to on szkolił labradora Nelsona dla niewidomej Magdy (nr 6/2005). Choć szkoli psy od lat, do straży pożarnej trafił przypadkiem. – Jak te psy gaszą pożary? – zachodziłem w głowę, gdy pierwszy raz zobaczyłem czworonożnych ratowników – śmieje się dzisiaj.

KOGO JA SZUKAM?
Ćwiczenia na gruzach to ciężka praca fizyczna, nie tylko dla psa. Przewodnicy już się rozbiegli po gruzowisku w poszukiwaniu materiałów do budowy zaimprowizowanych kryjówek. Za chwilę psy kolejno będą szukać schowanych pozorantów.

– To nie jest całe poszukiwanie, tylko mały wycinek tej pracy – tłumaczy Paweł Zieliński dzisiejsze ćwiczenia. – Chodzi nam tylko o to, żeby pies pracował nosem i dostał za to nagrodę.

– Pies powinien najpierw się starać dotrzeć jak najbliżej poszkodowanego – dodaje Magdalena Nowicka. – I to właśnie dziś ćwiczymy.

W trakcie takich wycinkowych ćwiczeń przewodnicy wiedzą, gdzie jest kryjówka i kogo pies ma szukać. Ale co pewien czas robi się tzw. stację kontrolną. Wtedy przewodnik nie wie, ile osób jest schowanych, i można sprawdzić postępy w szkoleniu – zarówno jego, jak i psa.

– Skąd pies wie, kogo ma szukać? – pytam.

– W dużym uproszczeniu: szuka tego, kogo nie widzi, a czuje – tłumaczy Paweł Zieliński i wyjmuje z kieszeni… talk. Rozpylając go, sprawdza kierunek wiatru, aby przewodnicy wiedzieli, od której strony mają podprowadzić psy do gruzowiska.

– Talk musi być dobry, pylisty, markowy – śmieje się. – Bo są też takie, które spadają na ziemię ciężko jak kilo ryżu i nie mamy z nich żadnego pożytku. Tymczasem Renata Jęchorek ubiera Nanę w szelki. – Szelki są dla psa tym, co czapka dla kucharza: znakiem, że teraz przystępuje do pracy – mówi Paweł.

NIEŚMIAŁY NIE SZCZEKA NAD UCHEM
Predyspozycje genetyczne decydują o tym, do jakiej pracy pies się nadaje. Czasem trzeba podjąć decyzję o zmianie specjalizacji już w trakcie szkolenia. Jeśli pies lgnie do wszystkich ludzi, to nadaje się na ratownika, ale nie sprawdziłby się np. jako przewodnik niewidomego – za bardzo rozpraszaliby go przechodnie, a niewidomy byłby narażony na niebezpieczeństwo.

Czasami wystarczy tylko zmodyfikować metody lub warunki pracy. Na przykład gdy pies ma duże trudności z chodzeniem po gruzach, można przeznaczyć go do poszukiwań tylko na otwartym terenie. Z kolei jeśli jest nieśmiały, może mieć problem z sygnalizowaniem znalezienia człowieka szczekaniem. Dlatego nie wszystkie psy uczy się robić to w ten sam sposób. Te bardziej nieśmiałe powiadamiają przewodnika o odnalezieniu kogoś przez przyniesienie w zębach specjalnej rolki.

MOGĄ BYĆ TRZY LODÓWKI
Właściciele, zwłaszcza retrieverów, często szkolonych na ratowników, a mających skłonność do zjadania wszystkiego, co znajdą, pytają czasem: „A co będzie, jeśli na gruzowisku pies natknie się na pełną lodówkę?”. Aby uniknąć takich pokus, w zaawansowanym stadium szkolenia wprowadza się czynniki rozpraszające – hałasy, zapachy, inne psy… Praca z przewodnikiem musi być dla ratownika ważniejsza niż wszystko inne – dopiero wtedy pies jest gotowy do prawdziwej akcji.

I rzeczywiście – w pobliżu gruzowiska raz po raz pojawiają się przechodnie z psami. Jeden z nich ma nawet piłkę, więc Nana na moment zatrzymuje na nim wzrok. Zaraz jednak z zapałem wraca do przynoszenia własnej zabawki, która jest dla niej nagrodą za dobrze wykonane ćwiczenie.

Przebiega z nią obojętnie tuż przed nosem kundelka, który machając ogonem zachęca ją do wspólnej zabawy. „Nic z tego, kolego” – mówi każdy jej ruch. – Jeśli pies nauczy się ignorować czynniki rozpraszające, nie ma niebezpieczeństwa, że zajmie się podczas akcji ratowniczej czymś innym niż szukaniem poszkodowanych ludzi – zapewnia Paweł Zieliński. – Na gruzowisku mogą wtedy być choćby trzy pełne lodówki…


POSZUKIWANY W PELERYNIE

Testy sprawdzające, czy pies nadaje się na ratownika, przeprowadza się w wieku dziesięciu miesięcy. Są one dość widowiskowe. Przewodnik z psem stoi w odległości 30 m od dwóch kryjówek. Na sygnał szkoleniowców, którzy stoją za przewodnikiem, osoba ubrana w pelerynę i kaptur wychodzi z kryjówki. Trzeba się ustawić tak, by pies nie czuł, że to człowiek. W połowie drogi między kryjówkami dziwna postać wykonuje w kierunku psa gwałtowny ruch grożący i wchodzi do drugiej kryjówki. Przez chwilę pozostaje w niej i śpiewa, by uspokoić psa, a potem opuszcza ją już bez kaptura, wyjmuje zabawkę i zaczyna się nią bawić. Jeśli pies podejdzie do tej osoby, mimo że wcześniej się jej przestraszył, to ma zadatki na ratownika.


RATOWNICY W KATOWICACH

Po zawaleniu się 28 stycznia br. hali wystawienniczej w Katowicach pierwsi ratownicy z psami przylecieli śmigłowcem z Nowego Sącza dwie i pół godziny po katastrofie. – Już o godzinie 20 przeszukiwaliśmy wybrane miejsca na terenie zawalonej hali. Cały teren sprawdzaliśmy o północy i o 7 rano. Niestety, naszym pięciu psom nie udało się wskazać miejsc, w których mogłyby się znajdować żywe ofiary katastrofy – ubolewa aspirant sztabowy Grzegorz Smajdor z Małopolskiej Grupy Poszukiwawczo-Ratowniczej Państwowej Straży Pożarnej w Nowym Sączu.

Lepiej poszło przeszukiwanie czworonogom z grupy Poszukiwawczo-Ratowniczej OSP Kęty, która przywiozła do Katowic trzy psy ratownicze. – Nasze psy wskazały miejsca, w których znajdowało się sześciu rannych – mówi Maciej Kumorek, ratownik, przewodnik owczarka niemieckiego o imieniu Bora. W poszukiwanie rannych zaangażowano też ratowników z OSP Nowy Sącz i Łódzką Grupę Poszukiwawczo-Ratowniczą.

Dwa dni po katastrofie do akcji włączono psy przeszkolone do odnajdywania zwłok, labradorkę Bonę z Małopolskiej Grupy Poszukiwawczo-Ratowniczej w Nowym Sączu i dwa psy policyjne z Krakowa. Dzięki ich pracy i wykorzystaniu kamery wziernikowej odnaleziono kolejne trzy ofiary. W dniu katastrofy nie skorzystano z pomocy Storatu (Stowarzyszenie Cywilnych Zespołów Ratowniczych z Psami). Mimo że po porozumieniu się z policją do Katowic dotarły ok. 23.30 trzy psy i sześć osób ze Storatu, nie wpuszczono ich na teren katastrofy. Nie skorzystano też z pomocy oferowanej przez poznańską Grupę Ratownictwa Specjalistycznego OSP. Jej szkoleniowiec Paweł Zieliński rozumie to i tłumaczy, że zgłosiło się wielu ochotników, a w tłoku nie sposób skutecznie pracować. (Magdalena Ciszewska)

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *