Szczątki psów jako naturalny nawóz? „Zabijali, bo nie mieli, co z nimi zrobić”

Pod koniec marca tego roku przedstawicielki Fundacji na Rzecz Ochrony Zwierząt Mondo Cane otrzymały informację, że w domu na poznańskiej Starołęce znajdują się zaniedbane psy. Pojechały tam z weterynarzem i policją. Zastały przy domu cztery wychudzone psy i chore psy. Zwierzaki nie miały książeczek zdrowia, a właścicielka nigdy ich leczyła ani nie szczepiła. To był jednak dopiero początek horroru.

Weterynarz stwierdził, że jedna z suczek niedawno rodziła. Szczeniąt jednak nigdzie nie było. Właścicielka powiedziała, że nie żyją. Co się okazało?

Jej mąż dodał, że zostały zutylizowane, a zajmowała się tym żona, bo on nie może, taki jest wrażliwy. Nie widziałam u tych ludzi żadnej skruchy, refleksji. Mówili, że psy zabijali, bo nie mieli z nimi co zrobić  – mówiła reporterowi „Gazety Wyborczej” Anna Cierniak z fundacji Mondo Cane.

Jak właścicielka pozbywała się szczeniąt? Topiła je w wannie, wrzucała do dołu w szklarni i zasypywała ziemią. Te, które jeszcze żyły, dobijała łopatą, ale niektóre zostały prawdopodobnie zakopane żywcem. Potem wysiewała sałatę i pomidory, a psy służyły za „naturalny nawóz”. Postawiono jej zarzut zabójstwa psów.

Na tym sprawa się jednak nie skończyła. Dwa dni temu na terenie posesji na Starołęce prokurator w asyście policji przeprowadził eksperyment procesowy. Były podczas niego obecne przedstawicielki Mondo Cane. Przekopano teren i w trzech miejscach znaleziono szczątki kilku psów.

Wszystko, co odnaleźliśmy, zostało przekazane do tzw. przechowalni w schronisku dla zwierząt. Następnie szczątki trafią na Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu, gdzie zostaną przeprowadzone ekspertyzy – powiedział portalowi onet.pl rzecznik prasowy poznańskiej policji mł. insp. Andrzej Borowiak.

Autor: Magdalena Ciszewska