Ugryźć, by nie gryźć - Psy.pl

Ugryźć, by nie gryźć

W podparyskim schronisku Christian Starościak, szkoleniowiec polskiego pochodzenia, pracuje społecznie z psami mającymi problem z agresją

Co spowodowało, że zainteresowałeś się pracą z psami agresywnymi?
Zasadnicza część mojej pracy wiąże się z problemowymi psami mieszkającymi z rodzinami, natomiast konfrontacja z psami schroniskowymi pozwala mi na lepszą obserwację psich zachowań. Dzięki tym doświadczeniom mogłem już pomóc wielu psom, z którymi przed eksperymentem schroniskowym prawdopodobnie miałbym wiele problemów.

Nie można powiedzieć, że wszystkie psy, z którymi pracuję, są naprawdę agresywne. Wiele jest wystraszonych bolesnymi przejściami, nie potrafią się znaleźć w nowej dla nich sytuacji. Te psy mają duże szanse na powrót do społeczeństwa. Patologicznie agresywnych psów jest 5-10 proc.

Czy pobyt psa w schronisku pogłębia agresję?
Tak. Im dłużej pies przebywa w schronisku, w nienaturalnych warunkach, bez częstego kontaktu z człowiekiem, tym bardziej utrwala niepożądane zachowania i tym trudniej jest się ich potem pozbyć. Pobyt w schronisku jest dla niektórych psów prawdziwą tragedią. Ich życiowe punkty odniesienia całkowicie zniknęły, a w zamknięciu pojawiły się zupełnie inne, których pies nie rozumie. Dlatego nawet normalne psy po paroletnim pobycie w schronisku tracą nieraz umiejętności komunikacji i mogą się stać niebezpieczne.

Od czego zaczynasz pracę z psem?
Od odtworzenia jego historii. Kogo ugryzł? Dlaczego? W jakich okolicznościach? Czy ugryzł dorosłego, czy dziecko? Jeżeli dziecko, to czy było z nim samo, czy pod opieką? Niestety, nie zawsze odtworzenie sytuacji jest możliwe. Zanim zacznę pracować z psem, obserwuję przez pewien czas jego zachowanie. Pies, który ugryzł, nie musi być agresywny. Często gryzie przy dotykaniu, bo go coś boli. Ponad 80 proc. starych psów, które trafiają do schroniska z powodu agresji, gryzie z bólu.

Nie boisz się konfrontacji z psem uznanym za agresywnego?
Nigdy nie wchodzę do psa bez zabezpieczenia. Ubieram się w dobrze wypchaną kurtkę i spodnie, zakładam kask hokejowy i rękawiczki z metalowej siatki, używane przez rzeźników. Na ramieniu mam specjalny rękaw ochronny, używany również w sportach obronnych, na który przekierowuję psią agresję. Dzięki takim zabezpieczeniom mogę podejść do psa bez strachu, który natychmiast by wyczuł. Do psów niepewnych siebie zbliżam się stopniowo, żeby przyzwyczaiły się do mojego widoku, zapachu, zachowań… Często zanim wejdę do psa, upływa kilka tygodni.

Na czym polega Twoja praca?
Na oduczaniu psa gryzienia przez… pozwolenie mu na gryzienie. Brzmi to paradoksalnie, ale wbrew pozorom jest logiczne. Wcześniej, gdy pies gryzł, zawsze spotykał się z gwałtowną reakcją (krzykiem czy gwałtownymi ruchami), która go jeszcze bardziej pobudzała. Ja wchodząc do niego, podaję mu rękaw do gryzienia i spokojnie czekam. W pewnym momencie – czasem dopiero po kilkunastu minutach – pies się orientuje, że to gryzienie do niczego nie prowadzi, jest kompletnie zdezorientowany i… puszcza.

Każdy pies po ataku przeżywa moment rozluźnienia i uspokojenia. To trwa nieraz tylko kilkanaście sekund – i ja muszę je wykorzystać do nawiązania z nim kontaktu, spokojnie go głaszcząc czy podając smakołyki. Ta faza pracy zajmuje mi od kilku tygodni do kilku miesięcy, przy częstotliwości dwóch seansów na tydzień, i jest tym dłuższa, im dłużej pies przebywał w schronisku.

Pomaga Ci doświadczenie nabyte w sportowym szkoleniu obronnym?
Tak. Przez wiele lat byłem pozorantem w IPO (sportowy program szkolenia obronnego), gdzie nauczyłem się, jak postępować z psem, żeby gryzł rękaw, a nie człowieka. Gdyby chciał naprawdę mnie ugryźć, a nie rękaw, to nawet ochronna kurtka by mi nie pomogła. Przy okazji przejęcie przeze mnie inicjatywy uspokaja psa, bo zwalnia go z konieczności podejmowania decyzji, co w nienaturalnych dla niego warunkach bardzo go frustruje. Moje zachowanie musi być zdecydowane, ale bez cienia agresji w stosunku do psa – nie może jej wyrażać ani moja postawa, ani gest, ani ton. W przeciwnym razie pies przyjmie pozycję obronną, a przecież nie o to mi chodzi. To pierwsze zbliżenie się do psa jest fundamentem naszej przyszłej współpracy.

Już w tym momencie możesz stwierdzić, czy osiągnąłeś sukces?
Absolutnie nie. Dopiero po przełamaniu strachu psa przed kontaktem ze mną przystępuję do zasadniczej pracy z nim: do nawiązania komunikacji, przekonania, że go rozumiem. Muszę mu pomóc w zmianie całego jego zachowania. Ta faza jest bardzo niebezpieczna. Muszę cały czas być skoncentrowany. Pies, który zaczyna odzyskiwać swoje możliwości komunikacji, odzyskuje też zachowania, które wykazywał, zanim został zamknięty w schronisku. Dlatego właśnie na tym etapie jest bardzo prawdopodobne, że mnie ugryzie. A ja muszę znaleźć przyczynę, dlaczego ugryzł. Następuje faza pracy behawioralnej, polegającej na przekształceniu zachowań niepożądanych i utrwaleniu tych pozytywnych.

Czy dużo psów jest agresywnych ze strachu?
Ze strachu wynika większość przypadków pogryzień. Pies boi się nie tylko dlatego, że np. był bity czy źle traktowany. Często jest to wynik złego wychowania. Blisko 90 proc. zachowań pies zawdzięcza swojej matce i hodowcy. Bojaźliwa suka ma 90 proc. szans na przekazanie swojego strachu szczeniakom. Niestety, nie wszyscy hodowcy zdają sobie sprawę z powagi sytuacji. Powodem strachu może być brak socjalizacji we wczesnym okresie szczenięcym, a przede wszystkim nadopiekuńczość właściciela, który z jednej strony chroni psa przed wszelkimi stresującymi sytuacjami, a z drugiej często wystawia go na stres, którego nie jest w stanie opanować – np. pies wychowany w ogródku na wsi nagle znajduje się na dworcu kolejowym czy w hali na wystawie psów, gdzie ze względu na ciasnotę nie ma możliwości komunikowania się z otoczeniem (język psa jest oparty przede wszystkim na mowie ciała).

Jak długo prowadzicie ten eksperyment?
Od roku. Jest jeszcze za wcześnie na wyciąganie wniosków, na razie przede wszystkim obserwujemy. Mamy sukcesy – kilka psów znalazło nowych właścicieli. Nie były to jednak psy naprawdę agresywne. Po prostu znalazły się w takiej sytuacji, że ugryzły. Niestety, psy z patologiczną agresją, szkolone do walk, nigdy nie będą miały szansy znalezienia nowego domu. Ryzyko jest zbyt duże.

Niektórzy twierdzą, że ryzyko istnieje w wypadku wszystkich psów schroniskowych…
Obecnie schroniska są przepełnione i mają złą opinię. Ludzie boją się brać z nich psy ze względu na brak wiarygodnych informacji o nich. Zatrudnienie behawiorystów, określających charakter psa i udzielających porad chętnym do adopcji, przyniosłoby duże oszczędności i skróciło do niezbędnego minimum pobyt psów w schroniskach.

Pogromca psów
Christian Starościak, z pochodzenia Polak, behawiorysta, od 30 lat szkoli psy we Francji. Jest pozorantem i przewodnikiem w IPO (międzynarodowym programie dla psów obronnych, składającym się z próby tropienia, posłuszeństwa i obrony). Schronisko, z którym współpracuje, prowadzi Fundation aux Animaux (Fundacja dla Zwierząt).

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *