Umysły na łańcuchach - Psy.pl - mamy nosa!

Umysły na łańcuchach

W ramach przygotowań do akcji miesięcznika "Mój Pies"; "Zerwijmy łańcuchy!" odwiedziliśmy kilka polskich wsi, aby sprawdzić, czy coś się zmienia w podejściu do zwierząt. Niestety...

Jest upalny dzień, ponad trzydzieści stopni. Wyszomierz Wielki, wieś nieopodal Zambrowa, aż się topi z gorąca. Ci, którzy nie pracują w polu, siedzą bez koszul na drewnianej ławce pod sklepem i popijają chłodne piwo.
Wyszomierz to nie jest biedna wieś. Samochody poruszają się po równej asfaltowej drodze, a chodniki są starannie ułożone. Obejścia zadbane, a na podwórzach stoją nie jedno, ale zazwyczaj dwa auta. Jest praca, dotacje z Unii Europejskiej, a życie płynie spokojnie.
Przy wejściu na podwórko należące do sołtysa wisi tabliczka „Zły i głodny pies”, ale brama jest otwarta. „Zły i głodny” okazuje się niewielkim kundlem. Wybiega z podwórza, szczerzy zęby, szczeka, ale gościom nie robi krzywdy. Przywołany hałasem przed dom wychodzi syn sołtysa.
– Ona nie gryzie – uspokaja. – Sołtys jest w polu, ale ja wszystko mogę opowiedzieć o naszej wsi. U nas prawie każdy ma psa. Będzie z pięćdziesiąt.
– Wszystkie tak swobodnie biegają po podwórku jak wasz?
– Gdzie tam – śmieje się mężczyzna. – Większość siedzi przy budzie. Nasz nie jest wiązany, bo ma spokojny charakter.
– A reszta cały czas na uwięzi? – dopytuję.
– Czasem jak przypną szczeniaka, to go już nie odpinają.
– To chyba nieludzkie?! I taki pies dobrze pilnuje domu?!
– No raczej dobrze, bo szczeka. Nie spuszczają, bo się boją, żeby kogoś nie pogryzł. Na te pięćdziesiąt psów to u nas we wsi tylko kilka swobodnie biega i kilka ma zbudowane klatki. Ale je to dopiero ostatnio stawiają, bo nie chcą, aby psy się dławiły.
– Dławiły?!
– Jeśli pies jest silny, szarpnie się, bólu nie czuje, to może się zadławić.
Rzeczywiście, w Wyszomierzu nietrudno znaleźć psy na łańcuchach. Pierwszego spotykam już na początku wsi. Buda, niedbale rzucony garnek i półtorametrowy łańcuch. Wykopany dół, w którym pies próbuje skryć się przed słońcem. Czego tu pilnuje? Jakiejś zniszczonej drewutni, bo w gospodarstwie nikt nie mieszka. Kilka domów dalej dużego czarnego kundla przykuto do ściany budynku. Jego łańcuch ma nie więcej niż metr. Pies do południa nie ma gdzie się schować przed słońcem. To się podrywa, to tuli do białych cegieł…

Łańcuch krótszy niż pies
Niegów pod Wyszkowem. Ładna zabytkowa wieś z pałacem i kościółkiem. Na początku mały kilkurodzinny blok. Na podwórku dwa psy. Staruszek leżący w dziurze przy budzie, na dość długim łańcuchu, i przed domem pies przypominający bernardyna (patrz zdjęcie). Buda solidna, ale łańcuch krótszy niż pies. Bernardyn nie może się nawet obrócić. Buda jest oddalona o kilka metrów od ruchliwego chodnika. Kiedy ktoś przechodzi obok ogrodzenia, ogromny pies z wściekłością rzuca się w jego kierunku. Skacze, wyrywa się, wyskakuje w powietrze. Jednak łańcuch trzyma go przy ziemi. Nie może nawet szczekać. Z pyska wydobywa się tylko gardłowe charczenie. Dzwonię do mieszkania właścicieli. – Tato, ktoś pyta o naszego pieska!
– Czy ten pies jest spuszczany? – pytam. – Przecież ma taki krótki łańcuch.
– A pan to z jakiejś ligi obrony zwierząt czy coś? – odpowiada zaczepnie starszy mężczyzna.
– Nie. Chciałbym zrobić zdjęcia psa.
– A niby po co?
Ale chyba budzę w nim podejrzenia, bo zaczyna zapewniać, że codziennie chodzi z psem na spacery i że łańcuch jest krótki, bo akurat… nie było innego – ale będzie. Pies jest na łańcuchu, bo agresywny, a on nie chce odpowiadać, jak kogoś pogryzie. Według sąsiadów i z Niegowa, i z Wyszomierza psy prawie nigdy nie są spuszczane z łańcucha, choć właściciele temu zaprzeczają.
Przykuwanie psów nie wynika z niewiedzy czy braku wyobraźni. Powszechna jest świadomość, jak potworne jest życie zwierzęcia łańcuchowego. Psa, który nie ma nie tylko swobody, ale też często kontaktu z człowiekiem. Nie wynika to też z biedy, bo domy, które widziałem, nie raziły ubóstwem.
– Dlaczego to robimy? Bo wciąż jesteśmy społeczeństwem „postwiejskim” – mówi dr Bogdan Pliszka z Wyższej Szkoły Humanistycznej w Katowicach. – Nie potrafię jednak zrozumieć takiego postępowania. To, że na biednej wsi ktoś trzyma psa na łańcuchu, aby mu stróżował, to jakoś można sobie próbować tłumaczyć. Ale naprawdę nie jestem w stanie pojąć, dlaczego robią to ludzie młodzi albo w średnim wieku, często wykształceni i zamożni. Wiadomo, że taki pies – często mały kundelek – ma wątpliwą wartość jako stróż, lepiej kupić najprostszy alarm. Dlaczego więc trzymają te biedne psy na łańcuchach, często w bardzo złych warunkach? Bo tak się wychowali? Bo siła tradycji i wszyscy w rodzinie mieli psa łańcuchowego? To nie wytłumaczenie. Nasuwa mi się tylko jeden wniosek: to ludzie sfrustrowani. Nie udaje im się w pracy czy w życiu i chcą mieć nad kimś władzę. Muszą się pastwić nad kimś słabszym, a najprościej nad bezbronnym, ufnym psem. Według mnie często wymagają pomocy psychologa.

Łańcuch cięższy od psa
W serwisie aukcyjnym Allegro trwa aukcja małego pieska Foksa, który mieszka na budowie. Teren należy do znanego, dużego dewelopera (obrońcy praw zwierząt proszą o niepodawanie nazwy ze względu na dobro psiaka), który zatrudnia firmę ochroniarską traktującą małego kundelka i jego towarzysza – psa podobnego do owczarka podhalańskiego – jak tani alarm.Pies jest żywiony odpadkami, przywiązany na krótkim łańcuchu do nieocieplonej budy. Jego jedynym zadaniem jest szczekać, gdy ktoś wejdzie na teren budowy – ale jak ma to robić, skoro cudem przeżył zimę… Ten maleńki piesek to zaprzeczenie wszystkich stereotypów na temat psów łańcuchowych. Nigdy nikogo nie ugryzł, jest łagodny i bardzo spragniony czułości.
– Agresja psów na uwięzi to efekt wychowania i traktowania przez człowieka – mówi Elżbieta Wichrowska ze Stowarzyszenia na rzecz Bezpańskich Zwierząt „Niczyje”. – Ale nawet trafiające do schroniska agresywne psy, które długo były na łańcuchu, często łagodnieją.
Na domiar złego wciąż w naszym społeczeństwie pokutuje opinia, że jeśli pies jest głodny, to będzie ostry. Potworne rzeczy dzieją się na Podlasiu, ale nie tylko tam. Psy są teraz uwiązywane na polach do pilnowania ziemniaków. Część z nich rozszarpują dziki. Właścicieli to nie obchodzi. Psy są tanie, wiąże się następnego.
W dużych miastach wcale nie jest lepiej. Niedawno w Warszawie na nowym osiedlu na Ursynowie do ściany budynku przykuty był pies. Nie miał nawet budy. – Właściciele uważali, że puszczony luzem zdewastuje im ogródek, a uwiązać jest najprościej – mówi Elżbieta Wichrowska. – Mieliśmy też takiego wyrośniętego „yorka”, którego właściciel trzymał na trzy razy cięższym od niego łańcuchu.
Straż dla Zwierząt często ratuje psy na łańcuchach. Jednak polskie prawo wiąże organizacjom ręce. – Sprawdzamy tylko, czy łańcuch nie jest za krótki – mówi komendant Straży dla Zwierząt Mateusz Janda. – Czy pies ma obrożę, czy buda spełnia wymagania. Tyle możemy zrobić. Polskie prawo niestety nie reguluje tego, czy pies powinien być spuszczany z łańcucha, czy nie. Nie ma specjalnych patroli, które by jeździły po wsiach i kontrolowały dobrostan zwierząt. Nie mamy wystarczającej liczby wolontariuszy i środków.
– Uważam, że ludzi dręczących zwierzęta trzeba zawstydzać – mówi dr Bogdan Pliszka. – Mój znajomy pracował w Holandii. Holenderski pracodawca przyjechał do Polski zobaczyć, jak żyją ludzie, których zatrudnia. Ujrzał w domu telewizor plazmowy, najnowszej generacji odtwarzacz DVD, a na podwórku brud, podupadający chlew i psa przykutego łańcuchem do sterty desek. Gospodarzom było wstyd, gdy zobaczyli reakcję gościa. Kiedy przyjechał ponownie, obejście zaczęło już przypominać gospodarstwa holenderskie. Dopóki jako społeczeństwo nie przestaniemy tolerować znęcania się nad psami przez trzymanie ich na łańcuchu ani nie zaczniemy na to reagować, nic się nie zmieni! – mówi dr Bogdan Pilszka.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *