Wakacyjna miłość - Mucha Grażyny Torbickiej - Psy.pl

Wakacyjna miłość – Mucha Grażyny Torbickiej

Mucha czekała na nas na wsi. Tam ją znalazłam. Przez 12 lat, okąd jesteśmy razem, świetnie się poznałyśmy, rozumiemy się bez słów - mówi Grażyna Torbicka

Kudłatego szczeniaka poznała podczas wakacyjnego wyjazdu. – Suczka chodziła po podwórku gospodarzy. Nie wiedziałam, czy ma właściciela, czy ktoś się nią opiekuje. Od początku robiła wszystko, aby zwrócić na siebie uwagę, jakby chciała się stamtąd wyrwać, jakby to była jej życiowa szansa. W końcu, podczas mojej drugiej wizyty, właściciele gospodarstwa zgodzili się, abym zabrała ją ze sobą. Obie byłyśmy szczęśliwe.

Za kotem przez ulicę
Po bliższym poznaniu okazało się, że Mucha jest mieszańcem owczarka niemieckiego i podhalańskiego.
– Była zaniedbana, powłóczyła tylnymi łapami, miała kłopoty z biodrami. Pod troskliwą opieką nowej pani Mucha szybko odzyskała siły, nabrała chęci do życia i biegania. Mimo to z trudem adaptowała się do nowego otoczenia. Nie była przyzwyczajona do życia w mieście, bała się odgłosów ulicy i samochodów.
– To miało nawet swoje dobre strony, gdyż chodziła przy nodze bez smyczy – mówi Grażyna Torbicka. – Potem oswoiła się na tyle, że w pogoni za kotem potrafiła przebiec ruchliwe Aleje Ujazdowskie. Musiałam jej długo tłumaczyć, że dla psów jest to bardzo niebezpieczne. Głównym problemem były jednak częste wyjazdy pani Grażyny.
– Mucha ciężko znosiła rozłąkę. Wyczuwała, że szykuję się do podróży i że przez dłuższy czas mnie nie będzie. Kiedyś nawet na widok spakowanych bagaży zachorowała. Na szczęście moi rodzice zakochali się w niej od pierwszego wejrzenia i opiekowali podczas mojej nieobecności. Teraz Mucha przyzwyczaiła się już do tego, a nawet jest szczęśliwa, gdy trafia do rodziców.

Slajdy męża
Mucha i jej pani świetnie się rozumieją. – Jest nie tylko bardzo wierna, ale i rozumna. Wczuwa się w myśli i rozumie każde moje zdanie.
Dla Grażyny Torbickiej było to zupełnie nowe doświadczenie. – Poprzednio, na krótko, trafiały do mnie różne znajdy, które oddawałam potem znajomym. Kiedyś mama kupiła mi pudla, ale ja nie chciałam mieć takiego psa. Dłużej zagościł u mnie pekińczyk Czango, którego dostałam na dziesiąte urodziny. Sama wybrałam go z miotu. Trudno porównywać Czango z Muchą. Pekińczyki to kanapowce, na dodatek hałaśliwe i fałszywe, potrafią ugryźć, a Mucha ma wspaniały charakter.
W domu Mucha nigdy nie robiła szkód, nie niszczyła sprzętów, nie podkradała niczego ze stołu.
– Jedynym wypadkiem, jaki utkwił mi w pamięci, było pogryzienie slajdów, które mój mąż przygotował sobie do odczytu naukowego. Mucha w domu ma swój kojec, ulubione miejsce pod oknem, ale równie chętnie wyleguje się na łóżku w sypialni.

Na rynku w Kazimierzu
Grażyna Torbicka często zabierała Muchę na wakacje. Razem pływały na żaglówce po Mazurach. Przechyły łodzi nie robiły na suczce żadnego wrażenia, bała się jedynie łopotu żagli.
Mucha lubi też wyjazdy do domu letniskowego pod Warszawą, gdzie godzinami potrafi obserwować wiewiórki.
– Choć nigdy nie sprawiała problemów z posłuszeństwem, nie udało się jej uniknąć wypadku. Na rynku w Kazimierzu Dolnym została potrącona przez samochód. Na ogół pojazdy poruszają się tam bardzo wolno, a jednak traf chciał, że znalazł się kierowca, który jechał zbyt szybko, a po potrąceniu Muchy nawet się nie zatrzymał. Suczka miała złamaną łapę, która jednak szczęśliwie się zrosła. Potem znów radośnie biegała i podskakiwała.

Radość życia
Kłopoty ze zdrowiem Mucha zaczęła mieć, gdy skończyła 11 lat. – Któregoś dnia poderwała się do biegu i nagle coś stało się z jej łapą. Kolejni weterynarze stawiali różne diagnozy, przepisywali leki sterydowe. Dopiero dr Lemański rozpoznał zerwanie więzadła kolanowego. Mucha nigdy nie lubiła weterynarzy, ale do jego gabinetu weszła bez obaw, jakby sama wybrała sobie lekarza. Niecierpliwie czekałam, kiedy obudzi się z narkozy. Gdy tylko otwierała oczy, wołałam do niej, a ona merdała ogonem. Operacja udała się i suczka wróciła do formy.
Teraz Mucha ma 12 lat i na spacerach nie porusza się już tak żwawo, jak kiedyś. – Mimo, że nie jest już taka zwinna i posiwiał jej pyszczek, nadal jest radością mojego życia – mówi Grażyna Torbicka.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *