Z welonem w pysku – wywiad z Moniką Mazur

Wywiad z magazynu „Mój Pies i Kot” nr 2(29)/2018Z Moniką Mazur rozmawia Paulina Król.

Z Charliem, mieszańcem przygarniętym ze schroniska, Monika Mazur i Tomasz Chrapusta niemal się nie rozstają. 8 lutego mijają dwa lata, od kiedy życie dwojga aktorów zostało podporządkowane psu. Już nie wyobrażają sobie domu bez niego. Charlie idealnie się do nich dopasował. Uznali więc, że kiedy będą brali ślub, dokładnie w siódmą rocznicę zawarcia znajomości, nie może na nim zabraknąć ważnego członka rodziny.

Tomek śmiejąc się, powiedział, że weźmie ślub tylko w kościele, do którego można wejść z psem, a babcia Moniki zażartowała, że skoro tak mocno są związani ze swoim psem, to chyba podczas ceremonii będzie trzymał w pysku welon panny młodej.

Charliesuperpies to hasztag Charliego na Instagramie. Co w tym psie jest nadzwyczajnego?

Z pewnością w poprzednim wcieleniu Charlie był człowiekiem. W wielu sytuacjach zachowuje się jak człowiek, tylko nie potrafi mówić. Jest tak uczuciowy, że przytula się do nas jak trzecia osoba, a czasem kładzie mi łapę na głowie, jakby chciał mnie pogłaskać. Cieszy się też z naszych szczęść. Wystarczy telefon, że któreś z nas wygrało casting, by on szalał z radości tak jak my. Kiedy się złościmy, co czasami się zdarza, potrafi w sekundę przyjść zaspany z drugiego pokoju, by nas uspokoić. Hola, hola, mówi jego ciało, nie denerwujcie się już, i tym rozkłada nas na łopatki.

Kiedy wiję się z bólu z powodu migreny, Charlie leży przy mnie, jakby wiedział, że przy nim łatwiej znieść ból. Potrafił nawet złagodzić nasze porywcze charaktery. Jak wiadomo, faceta trudno zmienić, a jemu to się udało. Mamy też w domu recenzenta: gdy ćwiczymy rolę, w której gramy kłótnię, to jeśli Charlie przychodzi nas uspokoić, wiemy, że gramy prawdziwie. Psa nie da się oszukać.

Charlie i Monika Mazur
fot. Celestyna Król

Jak wyglądało wasze pierwsze spotkanie?

Z ekipą programu „Przygarnij mnie” pojechaliśmy do schroniska w Milanówku. Było tam tyle psich nieszczęść! I chociaż każdemu najchętniej zapewniłabym dom, to z żadnym nie poczułam chemii. Zaiskrzyło, kiedy byłam 20 metrów od boksu Matiego, bo takie wtedy miał imię.

Weszłam do niego, a on radośnie wskoczył na mnie, zaczął lizać po twarzy. Byliśmy sobie przeznaczeni. Na koniec podeszłam jeszcze do boksu i położyłam otwartą dłoń na siatce. Wtedy on, patrząc mi głęboko w oczy, oparł z drugiej strony swoją łapkę na mojej ręce. Tak przypieczętowaliśmy naszą przyjaźń na zawsze. Wkrótce rozwiały się moje obawy, czy polubią się z Tomkiem. Między nimi też zaiskrzyło od razu. Po raz pierwszy po czterech latach znajomości zobaczyłam u Tomka szczere łzy wzruszenia.

Kto nadał Matiemu nowe imię?

Prasując czerwoną apaszkę dla psa tuż przed zabraniem go ze schroniska, zadzwoniłam do taty. Stwierdził, że skoro jesteśmy parą aktorów, to pies musi mieć filmowe imię. Charlie, od imienia wielkiego aktora Chaplina, bardzo nam się spodobało. I super do niego pasuje. Nasz pies ma np. niezwykłą mimikę pyska, jak u aktora z jego min można wiele wyczytać. Charlie jest zresztą ulubieńcem całej rodziny. Czasami podrzucamy go do moich rodziców, czy nawet dziadków, którzy zawsze mają frajdę, kiedy mogą się nim zaopiekować.

Dużo podróżujemy i gdzie tylko to możliwe, zabieramy psa. W hotelu bez problemu zostaje w pokoju. Nie niszczy, nie ujada. Nie lubimy się jednak z nim rozstawać. Kiedyś wyjeżdżaliśmy na dwa tygodnie. Wsiadłam do samochodu i się popłakałam. Mama się śmiała, co to będzie, jak będę zostawiała im w przyszłości dziecko. Pewnie też będę ryczeć.

Charlie
fot. Celestyna Król

Czy pamiętasz swojego pierwszego psa?

W szkole podstawowej dostałam na komunię pieniądze, za które kupiliśmy pieska, miniaturowego, czarno-srebrnego sznaucerka. Gafa była z nami dwanaście lat, odeszła z powodu nowotworu. Mój pierwszy spacer z Gafą mama obserwowała przez okno. Podobno rozglądałam się, czy wszyscy widzą, że mam psa. Gafę pamiętam głównie z dotyku. Czuję drobne kosteczki na jej pyszczku, pod którym lubiłam ją głaskać. Była kochanym psem, ale nie takim ludzkim jak Charlie.

Czy zatem Charlie to pies idealny?

Błąkającego się po lesie czteromiesięcznego szczeniaka złapano i przewieziono do schroniska. Chyba z tego powodu Charlie ma lęk przed mężczyznami. Na ich widok szczeka, pokazuje zęby, ale wiem, że nikogo by nie ugryzł. Pracujemy nad tym z behawiorystką Anetą Awtoniuk. Niedawno byliśmy u znajomych w Katowicach. Charliego zapakowaliśmy do ich auta i już mieliśmy odjeżdżać, kiedy tata kolegi postanowił coś wyjąć z bagażnika. No i Charlie oczywiście pokazał, co potrafi. Wyglądał jak pies morderca, ale to było tylko straszenie. A znajomy zachował zimną krew i przemówił do niego: no masz, ugryź. Gdy pies nie odpuszczał, powiedział: no dobra, przestań już i daj łapę. I stał się cud: Charlie podał łapę.

Aneta pomogła nam też przygotować Charliego do fajerwerków. Rok temu, nieświadomi, że pies tak bardzo może się bać wystrzałów, przeżyliśmy koszmar. Charlie trząsł się jak galareta, wpijał pazury w podłogę na klatce schodowej, żeby tylko nie wyjść na spacer. W tym roku wyjechaliśmy na kilka dni za miasto, zastosowaliśmy naturalne leki z prolaktyny, a towarzystwo niebojącego się szczeniaka znajomych dodawało Charliemu odwagi i już było dużo lepiej.

Ale nadal się boi warkotu motoru czy sportowego samochodu. Myślę, że lęk i to, że musi na kogoś poszczekać, go męczy i toczy wewnętrzną walkę sam z sobą. Gdybym miała magiczną moc, to chciałabym sprawić, żeby przestał się bać. I żeby był nieśmiertelny, albo żył przynajmniej tak długo jak my.

Pies Moniki Mazur
fot. Celestyna Król

Kolejny hasztag przy zdjęciu Charliego #zakochanapouszy to znak, że będziecie świętować walentynki?

Prawdą jest, że na punkcie Charliego mamy świra, ale takiego pozytywnego, bo bardzo o niego dbamy i wkładamy dużo wysiłku w jego wychowanie. Krytycy walentynek uważają, że są one niepotrzebne, bo jeśli ktoś jest nam bliski, trzeba to okazywać przez cały rok. Zgoda, ale dlaczego nie wykorzystać tego dnia, żeby zrobić coś szczególnego dla bliskiej osoby?

My na przykład świętujemy każdą miesięcznicę, chociaż było ich chyba ponad 60. Każdy pretekst jest dobry, żeby kupić jakiś drobiazg, pójść na kolację czy spędzić miło czas. Psy są zazwyczaj członkami rodziny, więc celebruje się ich urodziny, daje walentynki czy obdarowuje prezentami pod choinkę. Walentynka dla psa to może przesada, ale pod choinką Charlie znalazł przysmaki i zabawki od całej rodziny.

Podobno na spacerach udzielasz porad innym psiarzom.

Do wychowania psa, szczególnie dużego, który czasem zostaje u kogoś pod opieką, musieliśmy podejść odpowiedzialnie. Rozsądek i odpowiedzialność wyniosłam z domu. Dzięki Anecie złapałam bakcyla i chciałam dowiedzieć się czegoś więcej o psach. Zafascynowało mnie czytanie mowy ciała psa, dlaczego liże, wącha czy ustawia się bokiem.

Kiedy spotykam innych psiarzy i widzę, że mają jakiś kłopot z psem, to staram się pomóc, wykorzystując to, czego nauczyłam się od Anety. Mieliśmy z nią zabawne zdarzenie. Umówiliśmy się na parkingu przy centrum handlowym po kilku miesiącach niewidzenia się. O tym, że Aneta już jest, ale na drugim końcu parkingu, dowiedzieliśmy się z zachowania Charliego, który zaczął szaleć z radości. Mimo tłumu ludzi i samochodów wypatrzył swoją ukochaną ciocię i ją poznał. Przywitał ją jak starego znajomego. To było niesamowite!

Pies Charlie z Moniką Mazur
fot. Celestyna Król

Ludzie rozpoznają Charliego na ulicy?

Mimo że program, w którym adoptowałam Charliego, był emitowany dwa lata temu, niektórzy się dziwią, że nadal mam tego psa. Sądzą, że to była maskarada tylko na potrzeby programu i pies wrócił do schroniska. Bardzo mnie to denerwuje. Zatem, drodzy państwo, nie czytajcie wszystkiego, co wypisują w internecie. Charlie ma kochającą rodzinę, mieszka w naszym domu i zostanie z nami. Na zawsze.

Monika Mazur – aktorka, widzowie polubili ją za rolę Martyny w serialu „Na sygnale”, w TVP2 wraz z Mateuszem Szymkowiakiem prowadzi lifestylowy magazyn „Lajk!”.

Autor: Paulina Król