Więcej marchewek - Psy.pl

Więcej marchewek

70 lat doświadczeń w szkoleniu psów, znajomość wszystkich możliwych technik, setki ułożonych czworonogów. Do naszej redakcji zaprosiliśmy czwórkę uznanych polskich szkoleniowców na debatę o szkoleniu czworonogów

W DYSKUSJI UDZIAŁ WZIĘLI

Agnieszka Boczula (ABO), założycielka Klubu Właścicieli Psów Użytkowych „Aki”
Szkolenie zwierząt to moja pasja, moje hobby, mój zawód, mój świat. Szkolę psy od ponad 20 lat. Na moich półkach nie ma prawie innych książek niż te traktujące o uczeniu.

Agnieszka Orłowska (AO), prezes fundacji Alteri
Od ponad 20 lat przeżywam niekończącą się i fascynującą przygodę z psami. Najpierw szkoliłam psy dla właścicieli indywidualnych. Od 2002 roku prowadzę również fundację Alteri, która zajmuje się szkoleniem psów dla niepełnosprawnych.

Alina Bendiuk (ABE), współzałożycielka Klubu Sportów Psich „Alpi”
Mój staż to 12 lat. Oprócz szkoleń, często trudnych psów, przygotowuję czworonogi dla osób niepełnosprawnych. Uczę też bardzo młodych ludzi(w żłobkach, przedszkolach, szkołach), jak żyć z psem na co dzień.

Adam Zaremba-Czereyski (AZC), ekspert miesięcznika „Mój Pies”
Układam psy od kilkunastu lat. Szkolę usługowo, czyli zajmuję się – tylko i aż – zaspokajaniem potrzeb, a czasem zachcianek klientów.

„MP”: Czy początkujący właściciel może pozwolić psu na tyle samo co doświadczony szkoleniowiec?
ABO: Jeśli czujemy zwierzę, to może ono nawet chodzić po stole. Moje psy robią rzeczy „straszne”, bo grywają w filmach i czasami muszą np. wejść na stół, by pożreć kanapki. Pozwalam im więc na wiele, ale jakoś mnie nie zagryzają. Wiem, gdzie jest granica, na co można pozwolić psu.
AO: Ale muszą być jakieś reguły, np. jeśli pies śpi w łóżku, to zawsze z prawej strony. Albo gdy jem, to ma leżeć obok. I trzeba tego konsekwentnie przestrzegać.

„MP”:A co wtedy, gdy trzeba te reguły zmienić?
AZC: Podstawą jest zbudowanie relacji z psem. Gdy one istnieją, to można się umówić, że od dziś pewne reguły będą inne…
AO: …ale od dzisiaj, konsekwentnie. A nie w dni powszednie tak, a w weekendy inaczej.
AZC: Zmiana relacji możliwa jest właściwie w każdym momencie, choć z reguły im pies jest starszy, tym trudniej to zrobić.

„MP”: Posyłanie pupila do psiego przedszkola to dobry pomysł?
AO: Niestety gros tych miejsc to kluby towarzyskie. Właściciele przychodzą sobie pogadać, a za ich plecami szczeniory się zarzynają.
AZC: Niektórzy to nazywają socjalizacją. I mówią, że to dobre.
ABO: Pod wielkim hasłem socjalizacji zaczyna być prowadzony trening psów do walk, bo one się tam niesamowicie rozwydrzają, ćwiczą – silniejszy na słabszym.
ABE: Niemniej szkolenie trzeba zaczynać od szczeniaka.
AZC: Toteż uważam, że dobrze, jak właściciele chodzą z psem do przedszkola – bo lepsze to, niż gdyby nic z nim nie robili.
ABO: Wszystko fajnie, dopóki mamy solidnego psa – w przedszkolu choćby głupiego „siad” i „waruj” się nauczy. Gorzej, gdy ktoś ma wrażliwego pieska. Jeśli przeżyje on taki horror, bywa, że potem ma uraz do grupy psów, boi się zwierząt.

Potocznie pod hasłem „psie przedszkole” zazwyczaj rozumiemy: grupa psów w podobnym wieku, głównie się z sobą bawiąca, trochę się ucząca: „siad” i waruj”. A powinny się uczyć chodzenia na smyczy, reagowania na wezwanie – a przy okazji „siad” i „waruj”, bo to jest akurat najprostsze.

„MP”: W przedszkolu czy nie, szkolenie powinniśmy zaczynać jak najwcześniej?
AO: Od lat prowadzę krucjatę w sprawie obniżenia wieku szkolenia dla psów. Walczę np. z weterynarzami, którzy odradzają szkolenie właścicielom młodych rottweilerów. Czasami mam ochotę posłać im takiego półtorarocznego psa, by oduczyli go ciągnięcia na smyczy… Lansuję nie przedszkole, ale program wczesnego szkolenia szczeniąt, nawet 8-tygodniowych (po kwarantannie). Są to zajęcia w niewielkich grupach, podczas których pies ma się nauczyć nie gryźć po rękach, nie szarpać za nogawki, nie brać pokarmu z ziemi, nie ciągnąć na smyczy. Kurs trwa 10 tygodni i pies, nim ukończy pół roku, nadaje się do życia w rodzinie.
ABE: Do mnie ludzie się zgłaszają na szkolenia z psami w różnym wieku. Dzielę je na grupy, żeby się wygodnie pracowało i żeby nie było szarpaniny. Trzeba jednak pamiętać, że przede wszystkim to człowiek ma się uczyć, jak pracować z własnym czworonogiem. Im wcześniej zacznie, tym będzie mu łatwiej. Jeśli przyjdzie z półtorarocznym psem, to jest mu trudniej, ale uczy się tego samego co ze szczeniakiem.
AO: A ja mieszam grupy, tak by psy miały kontakt z osobnikami w różnym wieku. Szczeniaki idą tym samym programem co starsze psy. Te drugie wolniej się uczą, ale często ich właściciele bardziej się angażują.
AZC: Są też ludzie, którzy czekają, aż pies sam zmądrzeje. Niestety niektórzy hodowcy, sprzedając szczeniaki, mówią, że dany zwierzak bardzo późno dojrzewa. Właściciele myślą wtedy, że „jak dojrzeje, to zmądrzeje”. A trzeba to rozumieć: dojrzeje, to będzie dużo trudniej go zmieniać.

„MP”: Jakie błędy popełniamy najczęściej na spacerach?
ABE: Właściciele posesji przede wszystkim taki, że pies w ogóle nie wychodzi. Mniej wychowane i mniej zsocjalizowane są właśnie czworonogi właścicieli ogrodów, którym się wydaje, że ich ulubieniec biega, bo ściga się z psem sąsiada za płotem. Na spacery nie wychodzą, bo mają 1500 mkw. działki. A potem nie mogą do mnie przyjechać, bo kilkuletni pies nigdy w życiu nie jechał samochodem! Zwierzak mieszkający w bloku socjalizuje się mimochodem.
AZC: Ale gdy wyprowadzamy psa z bloku na spacer, trafiamy na tak ogromne nagromadzenie różnych bodźców, że trudno nie popełnić błędów. Najczęstszym jest dawanie bezwzględnego pierwszeństwa potrzebom fizjologicznym. A dobrze by było choć na kilkanaście sekund wstrzymać psa. Właściciel ma wtedy zdarzającą się tylko kilka razy dziennie okazję do wdrożenia pewnych reguł: „Słuchaj, wszystko, co się ode mnie należy, dostaniesz – ale przestrzegaj zasad”. Dlatego przejdźmy 10 metrów na luźnej smyczy, każmy psu usiąść i dopiero potem pozwólmy mu się załatwić.
ABE: Podobnie jest z karmieniem. Zwykle pies może trochę poczekać. Niech dostanie, co ma dostać – ale nie z klucza „bo mu się należy”. Na wszystko powinien zapracować.
AZC: Innym częstym błędem jest dawanie priorytetu kontaktom z tzw. koleżankami i kolegami. Nie wypinając psa ze smyczy, biegniemy za nim, a gdy go spuścimy, to on pędzi dalej jak pocisk. Czegoś najpierw należałoby wymagać. W czasie zabawy zwierzak powinien być odwoływany. Błędem jest przekonanie, że spacer jest tylko po to, by pies się wybiegał – jest też okazją, by zwierzaka wychowywać. Taki czworonóg ma zresztą lepiej, bo i tak idzie na spacer, a jeszcze dostanie smakołyki za dobrze wykonane polecenia.
AO: Pies to zwierzę społeczne. Tymczasem często właściciel idzie z nim na spacer w jednym kierunku, ale nie razem – nie ma tam żadnej interakcji. A zmiana tempa, kierunku, kopnięcie gałęzi, rozkopanie liści – wiele nie kosztuje. Fajna jest też wspólna zabawa, włączenie się w aktywność psa na spacerze.

„MP”: Załóżmy, że szczenięcy wiek zaniedbaliśmy. Mamy półtorarocznego, nie szkolonego psa, kupujemy kolczatkę…
AZC: …i nie dostajemy instrukcji obsługi. A powinniśmy, bo to narzędzie, którego mało kto dobrze używa. Kolczatka się sprawdza, gdy właściciel chce uczyć psa chodzenia na smyczy poprzez korygujące szarpnięcia. Jeśli używa obroży skórzanej, to często zamiast korygować zachowanie, wzmacnia je, bo pies się nim nie przejmuje. Właściciel przekazuje mu agresję, więc zwierzak się spina, robi sztywny i z każdym szarpnięciem staje się twardszy. Bywa, że po założeniu psu kolczatki już po pierwszym szarpnięciu się przestraszy i uspokoi.
ABO: Dobre szarpnięcie, którym można skorygować zachowanie psa bez użycia kolczatki, to kwestia odpowiedniej techniki. Nie wszyscy to potrafią, dlatego bywa, że to nie pies, lecz właściciel potrzebuje kolczatki. Nie wszyscy są w stanie się nauczyć tego szybkiego ruchu, niektórzy mają zbyt dużą dysproporcję siły w stosunku do psa – dlatego uważam, że lepiej, by chodzili z kolczatką, niż pies miałby ich całe życie ciągnąć.

„MP”: Kiedy można stosować kolczatkę, a kiedy obrożę elektryczną?
ABO: Standardowo kolczatkę nakładam wtedy, gdy pies ciągnie, a obrożę, gdy się nie daje odwołać. Przeszedł już szkolenia, wie, jak działa linka, ale woli zamiast wrócić do właściciela, wybrać się na wycieczkę. Wtedy jednak też obroży właściwie nie używam, tylko radzę, by kupili ją właściciele. Ona nie pomoże od razu, trzeba jej używać regularnie.
ABE: Nie używam ani jednego ani drugiego. I jakoś sobie radzę.
AO: Ja też nie stosuję kolczatki, bo niesie z sobą zbyt duże zagrożenie. Zwłaszcza że najczęściej jest szarpana w przypadku kontaktów socjalnych z ludźmi i psami. Pies może skojarzyć bolesne ukłucie w szyję z bliską obecnością obcego człowieka lub psa i zacząć reagować agresywnie, by go odegnać.
AZC: To nie wada kolczatki, ale użytkowania. Trzeba kupić sprzęt dobrej jakości (bez ostrych końców) i umiejętnie go używać.
ABO: Jeśli dwa samce chodzą obok siebie, to radzę nie stosować prądu, bo się pogryzą. Prąd wywołuje większą agresję niż kolczatka. Obrożę elektryczną można stosować tylko wtedy, gdy pies umie wykonać dane polecenie, ale nie chce. Inaczej nie ma sensu. On musi rozumieć, o co nam chodzi, znać system przymusu – dopiero wtedy możemy go stosować. Środków przymusu nie można stosować ot tak, bo wtedy pies wpadnie w panikę. Jeśli chcę posadzić psa, naciskając na jego zad, muszę to robić stopniowo. Jeżeli postąpię zbyt gwałtownie, odskoczy, a nie usiądzie. „Ustępuj od nacisku” – to jedna z podstawowych zasad szkoleniowych. Tymczasem większość właścicieli za szybko przechodzi do zbyt gwałtownego przymusu.
AO: Jest jeszcze inny sposób niż kolczatka i obroża elektryczna – obroża uzdowa. Moim zdaniem jej twórca powinien dostać Nobla.
ABO: Nie zgadzam się. Ona działa potwornie silnie. Kantarem mogę przewrócić konia! Oczywiście nie robię tego, ale mogę. Kantar to uczenie psa „ustąp od mniej nieprzyjemnego ucisku obroży, bo spotkasz mniej sympatyczny ucisk”.
AO: Ja też nie przewracam psów, tylko odwracam je w swoją stronę.
ABO: Nie stosuję obroży uzdowej zbyt często, bo konieczny jest okres przygotowawczy. Zwierzę długo się buntuje, nie akceptuje tego narzędzia. Aczkolwiek właśnie za pomocą kantarka udało mi się osiągnąć to, że podopieczny jednej z klientek już po pierwszym jego użyciu przestał ciągnąć. Mam jednak poczucie, że dopóki pies ma nałożony kantar, to jest grzeczny, ale gdy się go zdejmie, jest tak jak wcześniej. Więcej też widziałam otarć po kantarkach niż dziur po kolczatkach.
AO: To są źle zrobione kantarki. Jest niestety wiele podróbek, które obcierają pyski, i to jest problem. A do kolczatki pies szybko zaczyna się przyzwyczajać…
AZC: Tylko przy złym stosowaniu. Powinien się uwrażliwiać.
AO: Mając psa na kantarku, gdy inny idzie z naprzeciwka, mogę nie unosić go do góry na smyczy, ale wysłać mechaniczny sygnał uspokajający do tego nadchodzącego, odwracając głowę mojego do siebie. U psa co z oczu, to z serca, więc w ten sposób wycofuję go z kłopotliwej sytuacji. Mając właściciela o dwóch lewych rękach, z tych trzech narzędzi dałabym mu kantarek.

„MP”: Jak sobie radzić bez takich narzędzi przymusu?
ABE: Dobieram grupę niedużą, niedopingującą się do złych zachowań. Dużo rozmawiam z właścicielami. Jeśli trafia do mnie półtoraroczny pies z kolczatką na szyi, to nie dlatego, że jest agresywny, tylko dlatego, że źle się zachowuje ze strachu. W szkole nauczy się, że wokół wiele się dzieje i to nie jest nic strasznego.
Mam też do czynienia psami, które ktoś zostawił, mającymi wiele złych doświadczeń. Pracuję bardzo powoli. Czekam, aż wskażą mi drogę. Gdy widzę, że pies boi się ludzi w kombinezonach budowlanych, to gdy złapiemy kontakt, pokazuję mu, że ten pan nic mu nie zrobi. Odwracam jego uwagę – stosując miękką obrożę – i nagradzam, gdy znów chce ze mną współpracować.
AZC: Fałszywe jest przekonanie, że można szkolić bezstresowo. Wychowanie to przygotowanie do funkcjonowania w określonych warunkach. Stres kształtuje osobowość, pozwala określić niezbędne granice.
ABO: Poznawanie granic jest bolesne, przykre.
ABE: Kwitną ostatnio szkoły, w których nie dostosowuje się metod do psa. Na zawołanie wszyscy równają, wszyscy w lewo, wszyscy w prawo. Jedne psy się nauczą, inne nie. Z drugiej strony coraz więcej jest zwolenników tzw. metod bezstresowych. Właściciele nie rozumieją,
że pies musi mieć pewną granicę, której nie powinien przekraczać.
AO: Szkoląc psa od szczeniaka, mamy do wyboru trzy metody: szkolenie kijem, kijem i marchewką oraz samą marchewką. Szkolenie kijem to szkolenie przez unikanie bólu, rzadko się je teraz stosuje, to stara szkoła niemiecka. Pies wykonywał wszystkie polecenia, by uniknąć kary. Bardzo skuteczne, jeśli zwierzę przeżyło… Później metody zelżały. Druga to motywowanie psa – w nagrodę marchewka, a jak źle coś zrobi, to kijek. To trudne dla psa, bo niejednoznaczne – nigdy nie wie, czy teraz będzie marchewka czy kijek. Cieszę się, że coraz więcej jest marchewek. Metoda marchewki to tylko nagradzanie za dobre zachowanie.

"MP": Niektóre psy szkolone pozytywnie, np. nakręcone na piłeczkę, też są w stresie.
ABE: Kolczatki trzeba umieć używać i klikera też, podobnie piłeczki, bo jeśli nakręci się psa na maksa, to trzeba też nauczyć go odpocząć.

"MP": Można zrobić krzywdę klikerem?
ABO: Fizycznie nie. Ale da się doprowadzić zwierzę do takiego stanu, że zachowuje się ono w sposób nieakceptowalny, np. non stop próbuje kopulować na wszystkim, ciągle narzuca swoje zachowania, nie słyszy, co się do niego mówi – sprawia wrażenie wariata.
ABE: To tak jakby cały czas kapała woda. Nie zrobi nam krzywdy,
ale może doprowadzić do szalu.
ABO: Jeśli nie masz psów z problemami z relacjami, to dobrze jest pracować z klikerem, bo dla niektórych czworonogów nawet patrzenie na nie jest czasami zbyt silnym odwróceniem uwagi od myślenia – a co dopiero dotykanie ich. Ale z rozwydrzonym bydlakiem, który nikogo nie słucha i atakuje przechodniów trzeba postępować inaczej.
AO: Pies szybciej się uczy, jeśli da mu się wolną łapę. Na pierwszych zajęciach m. in. uczę siadania poprzez naprowadzanie smakołykiem i robię ćwiczenie z targetowania – pokazuję psu wskaźnik i czekam, aż samodzielnie dotknie go nosem. Na następnych zajęciach wszystkie psiaki chętniej targetują niż siadają.

"MP": Czy jedne techniki szkoleniowe są bardziej skuteczne od innych?
AO: Przeszłam przez wszystkie i w tej chwili szkolę w oparciu o pozytywne wzmocnienia. Pies wykonuje polecenia w celu uzyskania jakichś korzyści, nie stosuję żadnych form nacisku, przy niektórych ćwiczeniach korzystam z klikera. To najlepsza metoda, bo przecież chodzi o to,
by pies jak najszybciej i jak najlepiej się dogadał z właścicielem, by czuł się przy nim bezpieczny i by można było spokojnie puścić ich w świat.
AZC: U człowieka liczy się temperament i pewne jego zasoby: wolny czas, zaangażowanie. U psa – prawidłowe ocenienie jego wrażliwości. Jedne zwierzęta są bardziej wrażliwe na ból (będą podatne na dotyk), inne na dźwięki.
ABE: Dlatego trzeba indywidualnie dobierać metodę do konkretnego psa i konkretnego człowieka.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *