Wspominamy czworonożnych przyjaciół - Psy.pl

Wspominamy czworonożnych przyjaciół

O naszych ulubieńcach, których nie ma już z nami, i o tym, jak ważne jest, by po stracie zwierzaka znaleźć w sobie siły i obdarzyć miłością kolejnego czworonoga - rozmawiamy z o. Aleksandrem Sitnikiem z zakonu oo. bernardynów.

Powstaje coraz więcej cmentarzy, na których są chowane nie tylko psy i koty, ale także świnki morskie, papugi itp. Czy to dobrze zdaniem księdza?
Tak jak ludzkie nekropolie przypominają nam o celu życia, a więc po co i dla kogo żyjemy, o przemijaniu, o życiu pozagrobowym, a wreszcie o uczynkach miłosierdzia względem ciała ludzkiego, tak cmentarze dla zwierząt uczą szacunku i miłości do wszelkich bytów stworzonych przez Pana Boga.

Pierwszy polski cmentarz dla zwierząt o nazwie Psi los powstał na początku lat 90. XX wieku w Koniku Nowym pod Warszawą. Dziś jest ich więcej: m.in. w okolicach Wrocławia, Bydgoszczy czy Rybnika. Zewnętrznie niewiele się różnią od ludzkich nekropolii. Grobowce z kamienia czy marmuru, tabliczki z imionami i datą śmierci, kwiaty, znicze. Zwierzęta, które są często ofiarami cywilizacji śmierci, wołają o propagowanie cywilizacji życia i miłości. Skoro nam służą, a my się nimi opiekujemy, powinniśmy zapewnić im również godne zejście z tego świata.

A jak odnosi się do psich cmentarzy Stolica Apostolska – czy mieszkańcy Watykanu mają zwierzęta i co się z nimi dzieje, gdy odchodzą?
Nie orientuję się, jak wiele zwierząt żyje na terenie państwa watykańskiego. Mogę jednak przytoczyć przykład z własnego podwórka. Kilkanaście lat temu prowincjał bernardynów o. Andrzej znalazł szczeniaka, podrzuconego na teren klasztornego ogrodu. Zwierzak był zziębnięty, wychudzony, głodny, ledwie stał na łapach i głośno piszczał. O. Andrzej zaopiekował się nim. Grube łapy szczeniaka wskazywały, że wyrośnie na dużego psa, otrzymał więc imię Brytan. Ale po roku nie miał więcej niż 20 cm i został Brysiem. Razem z zakonnikami przeżywał dobre i złe chwile życia klasztornego. Ganiał po ogrodzie. Ostrzegał mieszkańców klasztoru przed obcymi. W czasie nieobecności swojego pana bardzo za nim tęsknił, choć każdy z nas usiłował go rozweselić. W niewyjaśniony sposób doskonale się orientował, kiedy o. Andrzej wróci z podróży. Kilkanaście godzin wcześniej stał u jego drzwi i czekał, z radością merdając ogonem. Przeżył z nami ponad 10 lat. Na starość nie mógł chodzić, oślepł, kierował się tylko węchem. Kiedy umarł, w asyście zakonników został pochowany pod jednym z przepięknych świerków w ogrodzie klasztornym, tam, gdzie został znaleziony.

Czy poproszono kiedyś księdza, by zrobił coś po śmierci ukochanego zwierzaka parafianki, np. się pomodlił?
W moim kapłańskim życiu nie zdarzyła się sytuacja, aby ktoś prosił o modlitwę w intencji zmarłego ukochanego zwierzaka. Gdyby jednak zaistniała taka sytuacja, z pewnością pomodliłbym się w intencji opiekuna tego zwierzęcia, aby miał jeszcze siły obdarzyć swoją miłością innego czworonoga.

Im bardziej poznajemy zwierzęta, tym bardziej kochamy ludzi – powiedział znany polski benedyktyn – czy jednak często nie bywa tak, że miłość do psa zastępuje nam miłość do człowieka?
Pan Bóg wszystkie swoje stworzenia obdarza miłością. Troszczy się nawet o wróble. Ale Chrystus przypomina: O ileż ważniejszy jest człowiek niż owca! (Mt 12,12). Jeżeli człowiek zburzy tę hierarchię, zlekceważy Stwórcę, powoduje to zgubne konsekwencje. Pamiętajmy, że miłość do psa nie może zastąpić miłości do człowieka.

rozmawiał Paweł Kubisztal

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *