Wszystko zależy od podejścia - Psy.pl

Wszystko zależy od podejścia

Jak zwiększyć liczbę adopcji? - pytamy Ewę Kulik, szefową schroniska dla zwierząt w Wieluniu, w którym ponad 80 proc. psów znajduje nowych właścicieli

Ile psów z Waszego schroniska znalazło w tym roku nowy dom?
113 na 140 przyjętych.

Mieszkańcy Wielunia mają takie dobre serce?
Nie tylko Wielunia. Nasze psy mieszkają już m.in. w Warszawie, Gdańsku, Opolu, Poznaniu, cztery także w Niemczech. To dzięki naszej stronie internetowej (www.schronisko.wielun.pl) – każdy pies ma na niej swoją galerię zdjęć i szczegółowy, uaktualniany opis. Na naszym forum internetowym rozmawiają ludzie, którzy adoptowali psiaki, wirtualni opiekunowie naszych zwierząt. Poza tym ludziom podoba się nasze schronisko: każdy pies ma imię, a nie numer identyfikacyjny, każdemu poświęcamy dużo czasu, dzięki czemu większość naszych psów nie boi się ludzi. Znamy ich historie i charaktery. Nie mogłabym polecać do adopcji psów, których nie znam.

Jakie metody najskuteczniej zachęcają ludzi do adopcji?
W czasie roku szkolnego spotykamy się z młodzieżą, jeździmy z psami do szkół. Rozmawiamy o potrzebach zwierząt, zachęcamy do wolontariatu. Staram się zaszczepić miłość do zwierząt. W ten sposób trafiają do nas dziewczyny z gimnazjum, które później same przygarniają psy i zachęcają do tego innych. Prezentujemy się też na różnych imprezach masowych, np. ostatnio podczas Dni Wielunia. Pokazujemy, co robimy, jak działamy. Żeby przyciągnąć ludzi do naszego stoiska, zorganizowałam przejazdy bryczką i loterię fantową. Współpracujemy z lokalnymi mediami. Mówimy o pracy schroniska, opowiadamy o konkretnych psach, zachęcamy do odwiedzin i adopcji.

Nie obawia się Pani, że po takiej reklamie do schroniska trafią przypadkowe osoby?
Nigdy nie wydajemy psa osobie przypadkowej. Pytamy, w jakich warunkach pies będzie trzymany, czy ta osoba wcześniej miała psa, w jakich okolicznościach go straciła. Uprzedzam, że będziemy kontrolowali warunki, w jakich zamieszka pies. Wielu ludzi to odstrasza. Najwięcej zastrzeżeń budzi zapis w naszej umowie adopcyjnej, że psa nie wolno trzymać na łańcuchu. Jeśli komuś naprawdę zależy na adopcji, a nie ma odpowiednich warunków, to czekamy, aż je stworzy – wtedy jedziemy wszystko obejrzeć i dopiero wydajemy psiaka.

Kto kontroluje adoptujących?
Ja z pracownicami. Jeśli coś jest nie tak, natychmiast zabieramy psa. Odkąd prowadzę to schronisko (od stycznia 2004 r.), mieliśmy pięć takich przypadków. To niewielki odsetek naszych adopcji.

Ile kosztuje pies w Pani schronisku?
Nic. Nie mamy cennika, większość adoptujących wyjmuje jednak portfel, bo wiedzą, że dostają psa zaszczepionego, odrobaczonego, z obróżką przeciwpchelną.

Zwolennicy opłat za adopcje mówią, że gdy się za psa nie zapłaci, to się go potem nie szanuje…
To bzdura. Wszystko zależy od nastawienia człowieka. A czy zapłaci 100 zł, 20 zł, czy nic – to nie ma znaczenia. Jeśli widzimy, że ktoś nie jest do końca przekonany, nie oddajemy psa, zachęcamy, by się jeszcze zastanowił.

Kto powinien rozmawiać z osobami zainteresowanymi adopcją? Kierownik schroniska czy wolontariusz dobrze znający psa?
Pracownicy i wolontariusze informują mnie, gdy z którymś psem dzieje się coś złego. Prowadzimy zeszyty, w których opisujemy zachowania i upodobania zwierzaków. Wiem wszystko o tych zwierzętach. Inaczej nie mogłabym dać niepełnoletnim wolontariuszkom psów na spacer…

Gdyby do Pani schroniska trafił pies, który dotkliwie pogryzł człowieka, wydałaby go Pani do adopcji?
Nie. Mam w schronisku takie psiaki, np. Dinga, który nie nadaje się do kontaktu z żadnym człowiekiem. Takie psy mają tu dożywocie. W tej chwili na 60 przebywających u nas psów 5 czy 6 prawdopodobnie zostanie z nami na zawsze. Nie dopuszczam jednak myśli o ich uśpieniu.

Czy Pani metody dałoby się wprowadzić w typowym polskim schronisku – molochu?
Jestem o tym przekonana. Zresztą my też planujemy budowę nowego, dużego schroniska, gmina przeznaczyła już na nie 5 hektarów gruntu. Wszystko zależy od podejścia do zwierzaków i zamiłowania do pracy z nimi. Mnie praca na rzecz schroniska zajmuje 9-10 godzin dziennie, przyjeżdżam tu jeszcze wieczorem, po zamknięciu.

Co poradziłaby Pani osobom, które boją się przyjść do schroniska?
Tłumaczyłabym, że w schronisku staramy się dawać psom jak najwięcej miłości, że zawsze mają tu miskę z jedzeniem. Nikt im nie zrobi krzywdy, nie uderzy, nie potrąci ich samochód. Lepszy taki los, niż być zdanym na niepewną życzliwość przechodniów na ulicy. W kojcach widzi się smutne psiaki, ale często wystarczy wziąć takiego psa na spacer i on natychmiast nabiera chęci do życia…

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *