Psy mi w duszy grają – wywiad z Andrzejem Piasecznym

Kto był miłością jego życia i kto go uczy pokory – wyznaje Andrzej Piaseczny.

Wywiad z magazynu „Mój Pies i Kot” nr 1(38)/2019Z Andrzejem Piasecznym rozmawia Paulina Król.

Inspiracją do tekstów Andrzeja są jego własne przeżycia. A że ma serce psiarza, jedna z piosenek powstała dzięki ukochanej suczce Red. Pisał właśnie teksty na płytę „Zimowe piosenki”, którą tworzył z Sewerynem Krajewskim, i już zaczynało brakować mu pomysłu na kolejny utwór, gdy do gabinetu weszła gordonka Red. Przytulona, z głową na jego kolanach, patrzyła mu głęboko w oczy. I wtedy przyszło olśnienie – powstała wzruszająca „Pastorałka największych przyjaciół”. W ten dzień ciepły, choć grudniowy / O czym śpiewasz ludziom czasem / Trochę więcej o nas pomyśl / Napisz dla nas pastorałkę (…) Zamiast czekać, o czym powiem / Tej jedynej w roku nocy / Wejrzeć zechciej w moje oczy / Ja tak ładnie o to proszę (…)

Andrzej Piaseczny z psem
fot. Dawid Lukasik/Polska Press

Piękny tekst, ale to nie Red zamieszkała z Tobą pierwsza?

Bardzo mi w duszy grają psy. Myślę, że każdy z sercem psiarza prędzej czy później dochodzi do wniosku, że lepiej mieć więcej niż jednego psa. Zwierzaki mogą zająć się sobą i nie nudzą się, kiedy jesteśmy poza domem. Miałem trzy psy: Kubła – dalmatyńczyka, Laksa – rasy siberian husky, i seterkę szkocką Red.

Kubeł trafił do mnie przez przypadek. Poszliśmy po warzywa na bazarek, a wróciliśmy z psem. Miałem dużo czasu, bo szło mi wtedy trochę gorzej zawodowo i paradoksalnie to sprzyjało wzięciu psa pod opiekę. W Kielcach jest sporo zielonych miejsc przyjaznych zwierzętom, chodziliśmy więc z Kubłem na bardzo długie spacery. Do Kubła dołączył Laks, 4 lata młodszy husky. Często zabierałem tę dwójkę w trasę koncertową, co bywało sporym wyzwaniem. Na przystankach psy wybiegały załatwić się i rozprostować kości. Kubeł trzymał się blisko, a Laks gnał przed siebie i przepadał, czasem nawet na godzinę.

Kiedy wyprowadziłem się na wieś, wziąłem z hodowli gordonkę Red. Suczki, w przeciwieństwie do psów, które są bardziej niezależne, lepiej dopasowują się do ludzi, poza tym zawsze podobały mi się setery. To była „zwierzęca” miłość mojego życia. Na wsi miałem wspaniałe warunki dla zwierzaków. Jednak posiadanie dużego terenu nie zwalnia z obowiązku wychodzenia z psem na spacery, bo on traktuje teren tak jak dom. Ale nie od razu byłem takim mądralą, a i teraz cały czas czegoś się uczę. Oczywiście Laks, jak to husky, wybierał się na samodzielne wycieczki do lasu w towarzystwie Red. Często po ich powrocie z nieoczekiwaną wizytą pojawiał się jakiś niezadowolony sąsiad z innej wsi i bez szemrania musiałem płacić za unicestwione przez tę dwójkę kury. Kiedyś Laks na widok kur znajomego, z którym coś uzgadniałem, wydostał się z auta przez okno uchylone na ledwie 20 cm i na moich oczach je upolował.

Mieliśmy też podobną w skutkach, choć zgoła inną przygodę. Ja, w wyniku niefortunnego upadku na głowę po dość ryzykownej jeździe na desce snowboardowej, do dziś mam przesunięte kręgi w odcinku szyjnym, a Laks pewnego razu, po przyjeździe na teren budowy naszego domu, wyskoczył z auta i jak szalony pobiegł przed siebie, ale pod słońce. I z impetem wpadł głową na drewnianą żerdź płotu sąsiada. Miał dokładnie taką samą kontuzję jak ja. Wrócił po rekonwalescencji do pełni sił, ale jakiś czas cierpiał nawet na niedowład łap.

Andrzej Piaseczny z psem
fot. Dawid Lukasik/Polska Press

Cała trójka odeszła za Tęczowy Most w ciągu jednego roku. Jak sobie z tym poradziłeś?

Z psem trzeba być i w zdrowiu, i w chorobie. Pamiętamy potem zarówno piękne chwile, jak i te, kiedy trzeba opiekować się zwierzakiem jak chorym dzieckiem. Kubeł dożył w szczęściu 15 lat. Był staruszkiem i nie mogłem już patrzeć, jak sobie nie radzi. To jest trudna decyzja, pomóc psu odejść, ale uważam, że najważniejsze jest piękne życie, a koniec i tak jest nieunikniony. Kiedy spoglądamy na tę drugą stronę tęczy, powinniśmy się uśmiechać z myślą, że daliśmy komuś – na pewno nie czemuś – część swojego serca.

Niecały rok po odejściu Kubła okazało się, że Red cierpi na chorobę genetyczną – niedoczynność nadnerczy. Ale mogły to być także skutki wielokrotnego pokąsania jej przez gady, może żmije. Jeździłem z nią do specjalistów w Warszawie, dostawała sterydy, dzięki którym mogła jakoś funkcjonować. Któregoś dnia wróciłem z koncertu koło północy. Red, chociaż słaba, serdecznie mnie przywitała. Ale okazało się, że muszę pilnie zdobyć leki. Nie miałem jednak recepty, a aptekarz był nieugięty. Wpadłem na pomysł, by pójść na pogotowie. Lekarz najpierw mnie wyzwał, że zdrowy zabieram mu czas, ale kiedy dowiedział się, że chodzi o psa, otworzyło się jego serce psiarza i wypisał receptę. W aptece wydarzyła się dość kuriozalna sytuacja. Ten sam aptekarz lek wydał, po czym poprosił mnie o… autograf dla żony. Najsmutniejsze było to, że kiedy wróciłem do domu, Red już nie żyła. Ale wcześniej poczekała na mnie, zdążyliśmy się pożegnać.

Do dziś, choć było to wiele lat temu, wzrusza mnie to wspomnienie, bo z Red miałem najbliższy kontakt. A tydzień później pożegnałem ostatniego psa z tamtego stada. 12-letni Laks przestał wstawać. Okazało się, że jamę brzuszną miał zajętą przez nowotwór. Żył, dopóki Red żyła, kiedy jej zabrakło, nie chciał już żyć. Cała moja ukochana trójka odeszła niemal jednocześnie, musiałem wziąć głęboki oddech i odpocząć emocjonalnie.

Jednak zanim zdecydowałeś się na psa, zamieszkał u Ciebie kot rosyjski niebieski.

Wybrałem tę rasę, bo to kotopies. Jest blisko związany z człowiekiem, lubi się przytulić, ale zarazem jest samodzielny. Tadeusz wychodzi, kiedy chce i na ile chce. Znika czasami na całą noc. Uważam, że dla zwierzaka nie ma nic fajniejszego niż poczucie swobody. Z wiekiem coraz bardziej rozumiem tę potrzebę wolności u zwierząt, bo mieć zwierzaka i więzić go w domu to nie jest dobry układ.

Teraz masz zwierzaka niezależnego z natury, bo to owczarek środkowoazjatycki, rasa pierwotna.

Krym, bo tak ma na imię, jest absolutnie swobodny. Ma do dyspozycji ogromny teren. Dość szybko uznał go za swoje miejsce na ziemi, za swój dom, którego strzeże. Ma to w genach. Wziąłem go ze schroniska w Nowym Dworze Mazowieckim, gdzie zaangażowałem się w promocję psów do adopcji. Pogłaskałem go i odtąd nie mogłem przestać o nim myśleć, a kiedy dowiedziałem się, że dużych psów nikt nie chce, już było po mnie.

To pies 4-letni, masywny, waży 65 kg, do tego po przejściach. Zwiał poprzednim właścicielom i trafił do schroniska, gdzie zdiagnozowano u niego zaawansowaną dysplazję i problemy z oczami. Już jest po operacjach łapy i oka. To bardzo spokojny i przyjazny pies. Szczeka raczej na pokaz, żeby zaznaczyć, kto tu stróżuje. Powoli budujemy relację, bo jest ze mną dopiero od paru miesięcy. Wykorzystał pierwszą okazję, kiedy brama była niedomknięta, i wybrał się na zwiedzanie okolicy. Nie odszedł daleko, ale niełatwo było sprowadzić go do domu. Co 50 metrów kładł się i musiałem czekać, aż łaskawie zdecyduje się iść dalej. To była pierwsza lekcja pokory.

Innym razem znajoma zapytała, czy Krym nie załatwia się na takim specjalnie wydzielonym trawniku. Nie zdążyłem odpowiedzieć, że nigdy, bo na jej oczach właśnie tam zrobił kupę. Relację z nim nazwałbym współbyciem. Kiedy usiłuję go do czegoś skłonić, to nie ma mowy, aby to zrobił. A kiedy nie wymagam, to robi wszystko. Szybko porzuciłem misję, żeby uczyć go wykonywania poleceń. Poprzednie psy widziały we mnie głowę rodziny, a z Krymem jeszcze nie wiem, jak to będzie.

Uważam, że zwierzę powinno wiedzieć, kto jest szefem, ale zarazem niech sobie doświadcza, ile tylko może. Każdy powinien znać swoje miejsce w stadzie, ale bez jakiejkolwiek przemocy. Niestety Krym nie toleruje Tadeusza, który jest tym mocno zestresowany i boi się wracać do domu. Azjata powinien być przecież jak starszy brat wobec kota. Mam nadzieję, że kiedyś to nastąpi.

Jakie zwierzę jest Ci bliższe: pies czy kot?

Każde zwierzę potrzebuje uczucia, bo to, co nas prawdziwie łączy ze zwierzętami, to serce
i emocje. A ciepło, które one dają, jest podobne. I pies, i kot to fajni towarzysze naszego dnia codziennego.

Andrzej Piaseczny – jeden z najbardziej popularnych polskich wokalistów, o charakterystycznym ciepłym głosie. Autor tekstów, aktor, juror w programie „The Voice of Poland”. Aktualnie promuje album „25+”, będący zapisem trasy koncertowej z 2017 roku, który wydał dla uczczenia 25-lecia kariery artystycznej.

Autor: Paulina Król