Yorki uwolnione z karceru - Psy.pl - mamy nosa!

Yorki uwolnione z karceru

Ponad 70 yorkshire terrierów trzymała w piwnicy w kocich transporterach i klatkach bez dostępu do wody i jedzenia hodowczyni z Łomianek pod Warszawą zrzeszona w Związku Kynologicznym w Polsce. Uratowane psy znajdują się pod opieką wolontariuszy Pogotowia dla Zwierząt.

Zasłona dymna
– Uczestniczyłam już w wielu interwencjach, ale czegoś takiego dotąd nie wiedziałam – mówi Natalia Misiorna, starszy inspektor Pogotowia dla Zwierząt. Kołtuny obrastające ciało małego psa jak gips, a pod nimi larwy much, pchły, odparzenia, poza tym przerośnięte pazury, kamień nazębny, zwierzaki z wrzodem na oku, zaćmą, nie umiejące chodzić – tak wyglądała większość psów właścicielki utytułowanej hodowli, której zwierzaki zdobywały medale i puchary. Gdy w ubiegły piątek przedstawicielom Pogotowia dla Zwierząt udało się wraz z policją wejść na posesję, na podwórku biegały wypielęgnowane długowłose wystawowe yorkshire terriery, które stanowiły zasłonę dymną dla tego, co interweniujący mieli zobaczyć w domu.


Uwięzione w ciemnicy
Anonimowy informator, który zadzwonił na telefon interwencyjny Pogotowia dla Zwierząt, powiedział, że prawdopodobnie pod takim a takim adresem w Łomiankach ktoś prowadzi dużą hodowlę, bo gdy się przechodzi obok tego domu, czuć okropny smród i słychać szczekanie wielu psów. Okazało się, że to prawda. Wolontariusze Pogotowia dla Zwierząt spodziewali się, że nie zostaną przyjęci z otwartymi rękami, poprosili więc o pomoc policjantów z Łomianek. Gdy po pewnym czasie udało im się wejść do domu i do piwnicy, musieli posłużyć się maskami, a straż pożarna przez półtorej godziny wietrzyła pomieszczenie. – Nigdy czegoś takiego nie czułam. Nie wyobrażam sobie, jak można w takich warunkach mieszkać. W piwnicznych pomieszczeniach, w których przebywały psy, okna i drzwi były zamknięte, a zwierzęta załatwiały potrzeby fizjologiczne pod siebie – mówi Natalia Misiorna.   

W pierwszym pomieszczeniu znajdowały się kocie transportery ustawione jeden na drugim, w których upchnięte były po dwa psy bez dostępu do wody i jedzenia, w drugim znajdowały się klatki kennelowe, a w nich suczki i szczenięta – miały do dyspozycji poidełka dla chomików. W trzecim przebywało ponad 40 psów w klatkach ustawionych jedna na drugiej.

Yorki z pseudohodowli w Łomiankach zostały z niej zabrane, a Pogotowie dla Zwierząt złożyło na policji zawiadomienie o znęcaniu się nad zwierzętami.

>>> Przeczytaj więcej o pseudohodowlach <<<

Wyszły na światło dzienne
Czworonogi z Łomianek przebywają obecnie w klinice weterynaryjnej, w domach i hotelach tymczasowych, a 26 z nich znajduje się w domu wynajętym na potrzeby psów z interwencji pod opieką Beaty Wyrobek z Pogotowia dla Zwierząt.

– Walczę z kołtunami, dredami, które oblepiają ciała piesków jak gips. Pod nimi są odparzenia, rany, pchły, nie mówiąc już o odchodach, bo pieski nie wychodziły na zewnątrz i załatwiały się pod siebie – opowiada Beata Wyrobek. – Gdy rozcięłam kołtuny jednej z suczek, okazało się, że prawdopodobnie miała złamaną łapkę, która źle się zrosła. Z kolei inna suczka ma wrzód na oku i być może będzie trzeba je amputować.

Doprowadzenie do jakiego takiego stanu jednego zwierzaka zajmuje 3-4 godziny. Wczoraj przyjechała pomóc Beacie Wyrobek lekarka weterynarii. Ścinały kołtuny i kąpały psy do 3 w nocy. Zostało już tylko sześć najmniej skołtunionych piesków i zapewne do jutra uda się wszystkie doprowadzić do porządku. Teraz kolej na leczenie ran i chorób, kąpiele i inne zabiegi pielęgnacyjne.

– To niebywałe – opowiada Beata Wyrobek – ale te biedne zwierzaki wytrzymują trzygodzinne zabiegi bez piśnięcia. Leżą na stole i nie protestują, nie próbują się wyrywać, jakby wiedziały, że to, co robię, sprawi im ulgę. A jeszcze bardziej zdumiewające jest to, że chcą zaufać człowiekowi. Choć nie były nigdy socjalizowane, teraz po trzech dniach pobytu tutaj, biegają za mną i moim synkiem, garną się do nas, chcą by je głaskać i do nich mówić.

Telefony z plaży i z zagranicy
– O Boże, o Boże, dlaczego państwo odebrali moje psy? Dlaczego państwo je przetrzymują? Natychmiast proszę moje psy, ja je poznam, proszę je okazać, już po nie jadę – takie telefony odbierał Grzegorz Bielawski, członek Pogotowia dla Zwierząt kilkanaście minut po emisji programu telewizyjnego na temat interwencji w pseudohodowli w Łomiankach. Okazało się, że część yorków nie należała do właścicielki hodowli. – Ten jest na krycie, ten na hotel, ten koleżanki, a ten siostry – mówiła właścicielka, gdy policja i wolontariusze w końcu weszli do piwnicy, do której broniła im wejścia, opowiada Bielawski. – Nie ma w języku polskim słów, którymi dałoby się opisać to, co tam zobaczyłem. Właśnie mam napisać raport z tej interwencji i nie wiem, jak to zrobić.

Psy, które mają swoich właścicieli, zostaną im zwrócone – choć rozpoznanie ich na pewno nie będzie łatwe, ani z wyglądu, ani po tatuażach, które często są nieczytelne. Wszystkie zwierzęta zostały zabezpieczone jako dowody rzeczowe. Przedstawiciele Pogotowia dla Zwierząt złożyli na policji zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa znęcania się nad zwierzętami. Obecnie trwa policyjne dochodzenie. MC

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *