Z meksykańskiego schroniska w podróż życia - Psy.pl - mamy nosa!

Z meksykańskiego schroniska w podróż życia

Ważył kilkanaście kilogramów zamiast trzydziestu, które ważyć powinien. Miał chorą skórę, choroby odkleszczowe i łańcuch na szyi. Tkwił w kojcu małego schroniska w meksykańskim miasteczku Todos Santos w stanie Baja California Sur. Ale to już przeszłość. Dziś Django jest wytrawnym podróżnikiem, który zwiedził kilkanaście krajów u boku swoich polskich właścicieli.

Justyna i Bartek to tak zwani cyfrowi nomadzi – czyli osoby, które wybrały życie w podróży. Zwiedzają świat, jednocześnie zdalnie pracując. Ich biuro znajduje się tam, gdzie aktualnie oni sami – najczęściej oznacza to daleki kraj w Ameryce Południowej albo w odległym zakątku Europy… Świat przemierzają w towarzystwie psa o imieniu Django. No, niezupełnie takim. Jego pełne imię brzmi Django Unchained („Django bez łańcucha”), bowiem gdy przygarnęli go z meksykańskiego schroniska, nosił jeszcze na szyi łańcuch, na którym trzymał go poprzedni, okrutny właściciel.

Zaczęło się od tego, że w swojej niekończącej się podróży nasi bohaterowie zatrzymali się na dłużej w Meksyku. Wynajęli tam dom, czyniąc przygotowania do planowanej wyprawy do Patagonii. Ponieważ mieli zostać w Meksyku przez jakiś czas, podjęli poważną decyzję o przygarnięciu jakiegoś psiaka. Chodziło o to, by pies miałby czas na aklimatyzację i poznanie swoich nowych właścicieli przed podróżą.

Skoro decyzja zapadła, trzeba było działać: Justyna i Bartek poszli do miejscowego schroniska, prowadzonego przez mieszkających tam na stałe Amerykanów. Każdy, kto adoptował psa czy kota z przytuliska, wie, że to wcale nie jest prosta sprawa. Czworonogów szukających domu jest dużo i właściwie trudno jest się zdecydować… A tam pracownicy schroniska dwoili się i troili, prezentując Polakom kolejnych kandydatów na szczęściarza, który opuści placówkę wraz z nimi.

Personel schroniska pokazał naszym podróżnikom wiele psów, a na końcu dużego i spokojnego, nieco podobnego do rottweilera czarnego psa. Podobno w przeszłości wiele wycierpiał, bo został uratowany z domu, w którym trzymano go przykutego na krótkim łańcuchu za karę, że… nie jest agresywny. Jako że zupełnie nie odpowiadał kryteriom, jakie sobie nasi podróżnicy ustalili, od razu odrzucili jego kandydaturę.

Chyba Django – wtedy jeszcze Jeffe – czuł, że przeznaczone jest mu ciekawe życie podróżnika, bo nie poddał się wyrokom losu bez walki. Odprowadzony do boksu rzucał się na kraty, szczekał i wszelkimi sposobami zwracał na siebie uwagę. Takie zachowanie było dla niego zupełnie nietypowe.

Django wybłagał sobie nowe życie. Choć był – jak śmieją się właściciele – dokładnie przeciwieństwem psa, jakiego sobie wyobrazili. Może z wyjątkiem charakteru, bo ten ma szczerozłoty. Jest zrównoważony i przyjazny wobec ludzi i zwierząt. Podczas licznych wojaży zawsze próbuje się zaprzyjaźniać ze spotykanymi zwierzątkami, ma nawet na swoim koncie zabawę z kapibarami i… małymi krokodylkami.

Co ciekawe, mimo „groźnego” wyglądu wszędzie zjednuje sobie ludzkich przyjaciół. Ma w sobie coś takiego, że ludzie reagują na niego bardzo pozytywnie.

Pies podróżnik był już w trzynastu krajach, między innymi w Gwatemali, Argentynie, Boliwii, Kostaryce. Pływał katamaranem po Karaibach, a w Peru odbył ze swoją panią wysokogórski trekking. Uwielbia ten styl życia, a zwłaszcza jazdę samochodem. Dobrze się złożyło, że nasi bohaterowie preferują akurat ten sposób poruszania się po świecie…

Jeśli zainteresowała was historia Django, zajrzyjcie na blog prowadzony przez jego właścicieli: http://www.cyfrowinomadzi.pl/.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *