Zagubiony szczeniak - Psy.pl

Zagubiony szczeniak

Pewnej styczniowej soboty niewielki kremowy kundelek przybłąkał się do jednego z domów w podwarszawskiej miejscowości. Na szczęście był zaczipowany i szybko wrócił do właścicieli, ale historia mogła zakończyć się różnie. Przeczytajcie ku przestrodze.

Przybłędzie na oko można było dać pół roku – widać, że to jeszcze skory do zabawy szczeniak. Nie był wychudzony czy brudny, nie chciał też jeść – musiał zaginąć zupełnie niedawno. Ale co najważniejsze, na szyi miał obrożę z – jak się wydawało – plastikową adresówką.

Bardzo żywiołowego pieska trudno było na chwilę choćby unieruchomić, ale gdy się udało, rzekoma adresówka okazała się jedynie informacją, że psiak ma czipa. „Dobre i to” – pomyślałam. Wizyta u weterynarza, mającego czytnik czipów powinna rozwiązać zagadkę, gdzie szczeniak mieszka.

Wkrótce pojechałam z maluchem do jedynego w miasteczku weterynarza. Lekarka już od wejścia rozpoznała zgubę: „Ja go znam! On ma pięć miesięcy i krzywy zgryz. Już raz ktoś go znalazł i przyprowadził do mnie, jakoś tuż przed świętami. Gdy właściciele go odbierali, od razu go zaczipowaliśmy”. Czytnika czipów nie trzeba więc było w ogóle uruchamiać. Lekarka pamiętała nazwisko właścicieli, od razu więc do nich zadzwoniła z informacją o znalezieniu Morisa (weterynarz sprawdziła w karcie pacjenta, jak się piesek nazywa). Przy okazji poprosiła też właścicieli, by chociaż markerem na obroży napisali swój adres i numer telefonu; w razie kolejnej ucieczki łatwiej będzie komuś skontaktować się bezpośrednio z nimi, gdy znajdzie psiaka.

Od lekarki dostałam adres domu Morisa, do którego go odwiozłam. Nie było to daleko – psiak pokonał niecały kilometr, by do mnie trafić, jednak musiał iść dość ruchliwą ulicą i przejść przez niestrzeżony przejazd kolejowy.

Historia zakończyła się szczęśliwie, Moris cały i zdrowy wrócił do domu zaledwie dwie godziny od zaginięcia, ale mogło być różnie.

Jaki morał płynie z tej opowieści? Po pierwsze, gdy widzisz zabłąkanego psa, nigdy nie mijaj go obojętnie. Postaraj się pomóc! To nie jest trudne ani czasochłonne. Ja poświęciłam niecałą godzinę, szczeniak wrócił do domu bez szwanku. Można się zastanawiać, co by się stało w innym wypadku – może ktoś inny odwiózłby do domu, a może psiak sam próbowałby wrócić, między samochodami, przez niestrzeżony przejazd kolejowy…

Po drugie, koniecznie przyczep do obroży swojego psa adresówkę z numerem telefonu i adresem zamieszkania. Niech będzie to wygrawerowana blaszka, metalowy pojemniczek z miejscem na małą kartkę z zapisanymi danymi lub chociaż informacje zapisane markerem na obroży. Nigdy nie wiadomo, czy nasz pies czegoś się nie przestraszy i nie ucieknie (nawet jeśli nigdy tego nie robił), warto więc zawczasu zadbać o to, by ułatwić mu powrót do domu.

Po trzecie, koniecznie zaczipuj swego podopiecznego. W mojej miejscowości kosztuje to 50 zł, ale są gminy, które opłacają czipowanie i wtedy jest ono za darmo. Czip przyda się, gdy pies w chwili zaginięcia nie będzie miał na sobie obroży z adresówką lub zwyczajnie gdzieś ją zgubi już po tym, jak oddali się z domu.

Dlaczego Moris zaginął? Ktoś nie domknął bramy, a żądny przygód maluch wybrał się na wycieczkę. Dlatego pamiętajcie, by mieć swoje psy zawsze na oku, a jeśli przebywają w ogrodzie – niech działka będzie ogrodzona. Domowników, gości, listonoszy i inne osoby, które mogą otwierać wasze furtki, uczulcie na to, by zawsze dokładnie je za sobą zamykali. AW

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *