Zaklinacz psów - Psy.pl - mamy nosa!

Zaklinacz psów

Nim obdarzymy psa miłością, musimy go wyszkolić - twierdzi najsłynniejszy amerykański psi trener - czy ma rację?

O Cesarze Millanie mówią w Ameryce „zaklinacz psów” – dla wielu właścicieli czworonogów jest ostatnią deską ratunku. Pojawia się w ich domach i w mig oducza psa – od pudla do pitbula – złych manier.

Millan urodził się i wychował w Meksyku. Tam ujawnił się jego wrodzony dar – umiejętność nawiązywania kontaktu z psami. Już gdy miał 13 lat, gdziekolwiek się pojawił, kłębiła się wokół niego gromada czworonogów. Zamarzył sobie, że zostanie najlepszym szkoleniowcem na świecie, i pojechał tam, gdzie spełniają się takie marzenia – do Stanów Zjednoczonych. Nim to się jednak stało, przeczytał mnóstwo książek poświęconych psiej psychologii, ale jednocześnie nie zapomniał o radzie, której udzielił mu jego dziadek: „Nigdy nie sprzeciwiaj się matce naturze”.

Jak każda ponadprzeciętna postać ma swoich zagorzałych zwolenników i przeciwników. Ci pierwsi – których psy wyszkolił – opowiadają o nim z zachwytem i wdzięcznością, ci drudzy – głównie inni szkoleniowcy – krytykują go za stosowanie niewłaściwych ich zdaniem metod. Twierdzą wręcz, że jest zwykłym naciągaczem. W czym tkwi jego sekret?

To ty jesteś jej panią
Dwa lata temu Sara Simson z Bennington w stanie Nebraska dostała od męża na urodziny mieszańca border collie i spaniela, przepiękną suczkę Mayę, wziętą ze schroniska. – Zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia. Była taka oddana, wesoła – wspomina Sara, ale zaraz dodaje: – Niestety szybko zaczęły się kłopoty. Za każdym razem, kiedy wyprowadzaliśmy ją na spacer, biegała w kółko jak oszalała i skakała na nas. Początkowo myślałam, że to normalny odruch radości. Ale po dwóch tygodniach miałam tego dość.

Simsonowie szukali pomocy u lekarzy weterynarii, ale jej nie uzyskali. Byli już bliscy załamania, gdy zdarzył się cud. Sara jest wielką fanką Oprah Winfrey, gwiazdy telewizyjnego talk-show. Pewnego dnia Oprah zaprosiła do udziału w programie mało wtedy jeszcze znanego Cesara Millana. – Mówię wam, on naprawdę potrafi zaklinać psy! – chwaliła go, a widzowie mogli się przekonać na własne oczy, jak jej pudel z agresywnego zwierzaka stał się łagodny niczym baranek.

Po obejrzeniu programu Sara skontaktowała się z firmą Cesara Millana w Los Angeles. Psi trener zaprosił ją do udziału w startującym wówczas w kanale National Geographic reality show, w którym psycholog zajmujący się psami podróżuje po kraju i pomaga właścicielom czworonogów mających z nimi problemy.

I faktycznie – niecały miesiąc później Millan wraz z ekipą telewizyjną zjawił się w domu Simsonów. – Pierwszego dnia Cesar nas obserwował – opowiada Sara. – Był świadkiem batalii, jakie staczaliśmy z Mayą przed wyjściem na spacer. Skrzętnie notował. Drugiego dnia przystąpił do pracy. Godzina siódma rano. Szykujemy się do wyjścia. Maya jak zwykle skacze przed szafą, w której trzymamy smycz. Cesar interweniuje: „Błąd! Ona musi wiedzieć, kto tu rządzi”. I karci ją, klepiąc lekko w lędźwie. Przestraszyłam się, chciałam zareagować, ale pies w mig się uspokoił. Otwieram drzwi od szafy, a suczka znowu szaleje. Cesar ponownie ją karci i mówi: „To ty jesteś jej panią. Ona ma robić to, czego ty chcesz. Delikatnie ją karcąc, mówisz do niej: Ustąp mi miejsca. Chcę otworzyć szafę”. Maya niczym zaczarowana siada, ale nie wydaje się zastraszona, merda ogonem. Wychodzimy przed dom. Cesar każe nam wrócić i mówi: „Pamiętajcie, kto tu rządzi. Wy jesteście szefami sfory, macie wyjść pierwsi. Pies za wami”. Wyprowadzamy Mayę jeszcze raz, tym razem wedle zaleceń. W trakcie spaceru Cesar udziela nam jeszcze kilku rad, m.in. by trzymać psa krótko. Tylko wówczas, gdy chce się oddalić za potrzebą, możemy sobie pozwolić na popuszczenie smyczy – kończy opowieść Sara i dodaje, że tych kilka wskazówek udzielonych przez Millana zmieniło jej życie.

Najważniejszy jest spacer
Historie podobnych do tej Simsonów opowiadają co tydzień w programie w National Georaphic dziesiątki osób. W ciągu dwóch lat Amerykanie dowiedzieli się, jak zapanować nad psami, które są agresywne wobec gości odwiedzających dom, gryzą kapcie lub wyją, gdy usłyszą muzykę. We wszystkich odcinkach złotym środkiem była zmiana podejścia właścicieli do pupili. – To nie psy zmieniają swoją psychikę, tylko ludzie! – powtarza Millan. „Zanim obdarzymy je miłością, musimy je wyszkolić. Wskazać przewodnika, za którym będą podążać" – pisze w swojej książce „Cesar’s Way”.

Według niego najważniejszym elementem treningu czworonoga jest spacer. Podczas niego zawiązuje się silna więź między właścicielem i psem. „Świat zwierząt jest zbudowany bardzo prosto. Ryby muszą pływać. Ptaki muszą latać. Psy muszą wędrować. To dla nich naturalne. Dlatego podczas wyjścia z pupilem musimy mu pokazać, kto jest jego panem, kogo ma słuchać”.

Radzi przy tym, by w razie potrzeby nie bać się szarpnąć za smycz. – „Karcąc w ten sposób naszego zwierzaka, przekazujemy mu wiadomość: nie chcę, żebyś tam szedł, masz podążać za mną".

Szafa pełna insektów
Metody stosowane przez Millana nie są nowoczesne. Gdy na początku 2006 r. jego program zadebiutował na antenie, przez amerykańskie pisma adresowane do właścicieli psów przetoczyła się fala krytyki. Wielu specjalistów od psiej psychologii zarzucało autorowi, że cofnął się o kilkadziesiąt lat w dziedzinie szkolenia czworonogów.

Jean Donaldson, szefowa Akademii Psich Trenerów w San Francisco, zwanej Harvardem szkoleniowców, pisała w kwartalniku „Spokanimal”: „Stosowanie siły wobec psów jest oburzające. Zawód psiego trenera, który przez lata wypracowywał coraz bardziej humanitarne metody postępowania z czworonogami, za sprawą Millana powrócił do czasów, kiedy psim treningiem nie zajmowano się w sposób profesjonalny”.

Wtóruje jej behawiorysta z Indiany dr Andrew Leuscher. W serwisie Animalbehaviornetwork.net pisze: „W metodach stosowanych przez Millana pies karcony jest do momentu, kiedy zapamięta, jak ma postępować. To tak, jakby człowieka panicznie bojącego się pająków zamknięto w szafie pełnej insektów i trzymano go w niej tak długo, aż strach minie” – tłumaczy Leuscher i dodaje: „Za żadne skarby nie chciałbym, żeby mojego psa spotkało coś podobnego”.

Zwykły klaps nie zaszkodzi
Cesar Millan głosów krytyki się nie boi. Choć nie ma wykształcenia weterynaryjnego, nie skończył też żadnego kursu z dziedziny psychologii zwierząt, stoi za nim rzesza właścicieli psów, którym pomógł. – Zwykły klaps nikomu nie zaszkodzi. Poza tym nasze zwierzęta są tak samo szczęśliwe, jak przed rozpoczęciem pracy z Cesarem – mówią zgodnie Sara i inni bohaterowie reality show.

Na stronie www.cesarmillaninc.com można znaleźć także wypowiedzi osób na co dzień opiekujących się psami w schroniskach czy stowarzyszeniach, które akceptują metody Millana. Dawn Kemper, dyrektor Young At Heart Pet Rescue, organizacji non profit ze stanu Illinois, dziękuje Millanowi za uświadamianie i edukowanie właścicieli psów. Pisze, że stosując jego metody i powtarzając jak mantrę „najpierw ćwiczenie i dyscyplina, a potem miłość”, udało mu się ułożyć sforę psów, którą się opiekuje. Z kolei Missy Lemoi, właścicielka Hope Lock Kennels Dog Obedience, wyraża nadzieję, że coraz więcej osób będzie stosowało metody Millana i traktowało psy jak psy, a nie jak dzieci w psich futerkach.

Co ma do powiedzenia sam zainteresowany? Trudno się tego dowiedzieć, bo od kilku miesięcy jeździ po Stanach Zjednoczonych. Uczy przyszłych psich trenerów swoich metod szkoleniowych. Na jego spotkania – choć wstęp kosztuje 400 dolarów! – przychodzą tłumy.

Dzwoniąc pod numer kliniki Millana w Los Angeles, można usłyszeć tylko automatyczną sekretarkę: „Cesar nie przyjmuje nowych pacjentów. Jeżeli potrzebujesz pomocy psiego psychologa, prosimy o zgłoszenie się do najbliższego specjalisty w twoim mieście. Ich listę usłyszysz po wybraniu cyfry jeden. Nie martw się – współpracujący z nami psycholodzy brali udział w szkoleniu i mają certyfikat”.

Być może rozwiązania sekretu Millana należy szukać w jego życiorysie. Jego dziadkowie wykorzystywali czworonogi do pomocy w wypasie bydła. „Zastanawiałem się, jak to możliwe, że nasze psy, których nikt nie trenował, wiedziały, gdzie mają przeganiać krowy. Obserwowałem je” – wspomina w swojej autobiografii Millan. – „Zawsze szły za jednym, najważniejszym – przewodnikiem stada”.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *