Zakochałem się w sznaucerach - Psy.pl

Zakochałem się w sznaucerach

Świat Saby marszałka Ludwika Dorna jest biało-czarny: dobrzy są ludzie z wyjątkiem listonoszy i pieszczoty, których się domaga skomleniem, a złe - jamniki, krety i ciężarówki

Z Pana poematu „Saba i króliczki” można wywnioskować, że Saba nie jest łatwym psem…
W stosunku do ludzi jest bardzo przyjazna, ale jeśli wkroczy na jej teren jakiekolwiek zwierzę, które budzi nasze zainteresowanie, to jest strasznie zazdrosna i goni je. Ponadto tropi żaby i je zjada. Poluje też na koniki polne…

Ostatnio o Sabie było głośno po jej wizycie w gmachu Sejmu, ale chyba mało kto zna jej historię…
Mam ją już około ośmiu lat. Od dawna chciałem mieć sznaucera olbrzyma, ponieważ w 1982 roku, gdy jako działacz Solidarności byłem ścigany listem gończym, ukrywałem się u ludzi, którzy hodowali sznaucery olbrzymy i miniaturki – wtedy się w nich zakochałem.

Moje wcześniejsze doświadczenia z psami nie były dobre. Mama miała jamnika o paskudnym charakterze, który uznawał tylko ją, a tatę i mnie prześladował: gonił i kąsał. I może dlatego tak przypadły mi potem do gustu sznaucery, bo one są jak najdalsze od histerii: silne, spokojne, zrównoważone.

To nie sztuka kupić psa z hodowli – a tyle jest zwierząt bezpańskich – więc pierwszego sznaucera Asa wziąłem ze schroniska Na Paluchu. Niestety, utraciłem go w ciągu miesiąca, bo jak małpa łaził po płocie, aż kiedyś uciekł. Okleiłem ogłoszeniami całe miasteczko, ale się nie znalazł.

Potem studiowałem ogłoszenia „oddam psa w dobre ręce” i natrafiłem na anons pani, która przygarnęła sukę z nadbużańskiej wsi. Spotkała ją prowadzoną na łańcuchu przez rolnika – i wzięła do siebie, ale nie miała warunków, by zatrzymać na stałe. To właśnie była Saba.

A Pan jej w poemacie dał potem karę łańcucha – dlaczego?
Jakąś karę dać musiałem. O ile jednak zdarzenie – próba pożarcia króliczków moich córek – było prawdziwe, to kara jest tylko przenośnią.

Gdy Saba do Pana trafiła, nie była już szczeniakiem?
Miała wtedy około dwóch lat. Weterynarz popatrzył i powiedział: „Sympatyczna jest… no to niech ma tego sznaucera!”. I wpisał jej w książeczce zdrowia „sznaucer”.

I rzeczywiście ma jakieś cechy sznaucera?
Tak, choć jest zbyt ufna – taka ciepła klucha.

Robi jednak z tego użytek – udziela się jako psi terapeuta w fundacji CZE-NE-KA.
To jej wrodzony talent, ale tym się zajmuje głównie żona.

Widzę, że Saba ma zwyczaj skomleniem domagać się pieszczot.
Jest namolna. Poza tym jednak, choć nie przeszła tresury, zna swoje miejsce. Na przykład jedzenie może leżeć na stole i ona go nie ruszy – chyba że leży bardzo długo i nikogo nie ma w pokoju, wtedy pokusa może się okazać silniejsza od niej…

Są dwie sytuacje, w których Saba jest nie do opanowania. Pierwsza, to gdy w polu widzenia pojawia się autobus czy inny duży pojazd – wtedy szczekając, natychmiast rzuca się w jego stronę. Co ciekawe, samochody osobowe w ogóle jej nie ruszają. Poza tym nienawidzi jamników – nie mam pojęcia dlaczego.

Panie Marszałku, co można zrobić dla psów niczyich, które nie miały tyle szczęścia co Saba?
Przede wszystkim należałoby się skupić na egzekwowaniu prawa, które przecież obowiązuje, lecz często bywa lekceważone, i na tworzeniu – co może zająć lata – nie tylko sankcji prawnych, ale również klimatu moralnego potępienia wobec osób znęcających się nad zwierzętami. Biorąc psa, zaciąga się wobec niego moralne zobowiązanie. Dlatego przez samo podwyższanie sankcji niewiele można zrobić.

Może pomogą takie inicjatywy jak powołanie pełnomocnika ds. zwierząt lub parlamentarnego zespołu przyjaciół zwierząt?
Jeśli powstanie taki zespół, a do mnie trafią tego rodzaju dokumenty, to z wielką radością je zaakceptuję, a nawet sam zgłoszę akces.

Schroniskom wciąż brakuje pieniędzy – czy państwo ma w tej sprawie jeszcze coś do zrobienia?
Dobrze by było, gdyby w ramach samorządów powstały odpowiednie zespoły radnych. Rozumiem wielorakość potrzeb finansowych gminy – zawsze gdy się zestawi zwierzęta z domem starców czy hospicjum, to hierarchia wartości spycha czworonogi na dalszy plan. Ale tego typu kwestie nie powinny znikać z pola widzenia. Sytuacja zwierząt nie poprawi się raptownie. Gdyby jednak stosowne komórki w administracji gminnej przyjmowały programy wieloletnie, gdyby były grupy radnych mające na uwadze problemy zwierząt, to coś by się zmieniło na lepsze.

Na razie jednak z „opieki” gminnej bierze się dużo zła, bo ogranicza się ona zwykle do przetargu na jak najtańsze poprowadzenie schroniska…
Albo będą się tym zajmować instytucje pozarządowe dotowane z pieniędzy publicznych albo samorządowa władza publiczna – trzeciego wyjścia nie widzę.

Krytykowane jest też rozporządzenie w sprawie wykazu ras psów uznawanych za agresywne.
Samo jego istnienie nie budzi moich oporów. Sądzę, że byłoby źle, gdyby taki wykaz nie powstał.

Czy jednak ta lista ras nie powinna być co jakiś czas weryfikowana?
Tutaj oddaję głos specjalistom. To kwestia porozumienia się Związku Kynologicznego w Polsce z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji, bo to ono wydaje rozporządzenia.

Pan ma szczęście: podobają się Panu sznaucery, których nie przyszło nikomu do głowy umieszczać w wykazie ras uznawanych za agresywne…
Ale minister Janusz Kaczmarek sondował, czy wziąłbym owczarka kaukaskiego, którego dostał od ministra spraw wewnętrznych Gruzji, a który znajduje się na liście. Skonsultowałem się z żoną i stwierdziliśmy, że takie zwierzę wymaga dużego wysiłku. Już choćby ze względu na moje obciążenia czasowe nie mógłbym odpowiedzialnie zaciągnąć moralnych zobowiązań wobec psa tej rasy.

Brak czasu to wielki problem właścicieli psów. Powierzyłby Pan Sabę płatnemu opiekunowi?
To jest kwestia zaufania, bo kogoś takiego trzeba dopuścić do psa i wpuścić do domu.

Opiekun może też zabrać zwierzaka do siebie…
To jak z hydraulikiem – nie wziąłbym takiego, którego by mi ktoś nie polecił.

W Anglii przeprowadzano akcje pod hasłem „Zabierz psa do pracy” – Pan pewnie popiera taki pomysł?
Chodzi o to, czy istnieją warunki: po pierwsze, żeby zwierzak się nie męczył, a po drugie, żeby ci, którzy nie chcą mieć z psami do czynienia, nie byli narażeni na kontakt z nimi. Saba pojawiła się w Sejmie dwa czy trzy razy, a ja zebrałem z tego powodu takie cięgi, że do dziś chodzę poobijany. Mimo że robiłem to bez ostentacji – jest tu boczne wyjście, z którego korzystam głównie ja, więc Saba przeszła tylko trzy metry do saloniku wypoczynkowego za moim gabinetem i tam siedziała. Żona musiała wtedy wyjechać i nie miałem z kim psa zostawić. Nadarzył się fotoreporter, zrobił zdjęcie, potem były protesty posłów, którzy przyszli do Sejmu z psami i paradowali z nimi przed dziennikarzami. Pewien poseł – jego nazwiska przez litość nie wymienię – złożył nawet oświadczenie w sprawie Saby: że sanktuarium prawodawstwa polskiego marszałek Sejmu znieważył, zamieniając je w psiarnię. Ale w Sejmie toczy się walka polityczna i w związku z tym każdy kij jest dobry, żeby uderzyć Sabę i mnie.

LUDWIK DORN
Polityk, socjolog i publicysta, w latach 70. XX w.
działacz Komitetu Obrony Robotników, a później
Solidarności. W stanie wojennym ukrywał się ścigany
listem gończym. Kierował redakcją podziemnego
„Głosu” i „Wiadomości”. W latach 80. utrzymywał się z tłumaczenia angielskich powieści szpiegowskich.
Po 1989 r. zakładał Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe i Porozumienie Centrum, a następnie Prawo i Sprawiedliwość. Obecnie marszałek Sejmu Rzeczypospolitej. Jest także autorem bajek dla dzieci („Senne przygody śpiocha – tłuściocha”, „Saba i króliczki”).

Saba i króliczki
 

Oto poemat straszny, niemal krwawy,
Lecz kończy się happy endem.
Jak Saba (pies) zeżarła prawie
Króliczki dwa morderczym wiedziona popędem.
Lecz nie zeżarła! Więc rozchmurzcie czoła,
Lodowa obręcz grozy niechaj taje;
Krew nierozlana; króliczki wesoło
Chrupią marchewki i dziarsko kicają.

* * *

Saba to pies, jak powyżej rzekłem,
I suka przy tym (zdania tu nie zmienię!)
Z mordą głupawą trochę, trochę wściekłą,
Trochę poczciwą. A bito ją w ciemię!
Saba sznaucerką jest, lecz nie we wszystkim;
Sznauceropodobna – tak twierdzą złośliwcy.
Znawców zniechęca wydłużonym pyskiem,
Czterdzieści kilo waży, sierść czarną ma maść;
Rabatki rozkopuje, by kreta dopaść
I innych szkód w ogródku przyczynia bez liku,
Zwłaszcza gdy wielkie kupy sadzi na trawniku,
Choć jest to zabronione. Gdy Józia lub Zosia,
Pieniąc się, lecą do niej z krzykiem:
– A kto Sabie pozwolił, czy Saba ma w nosie
Prośby oraz zakazy?! Saba – jesteś prosię!!!
To Saba brzuchem przypada do ziemi,
Pełznie pokornie i merda ogonem;
Brązowym ślepiem szepcze: – to nie ja, to one,
Te wstrętne ufoludki jaskrawozielone,
Co przyleciały tu swym wielkim UFO
Nocą ponurą, ciemną, głuchą
I wielką kupę na trawnik zrobiły!
Walczyłam z nimi, lecz nie miałam siły.
Miotaczem neutrinów w łapkę mnie trafiły!
Ja jestem zwykły pies, co myślicie sobie,
A nie w psiej skórze skryty Obi-Wan Kenobi!
Saba ściemnia bezczelnie, ma do tego talent,
Żałosny los trawnika nie wzrusza jej wcale,
A za chwilę mgła krwawa na ślepia jej spada,
Gdy widzi, jak za gruszą gołębi gromada
Dziobie chleb suchy, który im mama rzuciła.
Przez zagon porów Saba pełznie niczym żmija
I skacze, by gołębie rozerwać na ćwierci,
Ale się poderwały i umknęły śmierci.
Tym razem ocalały. Lecz bywa, że z rana,
Kiedy dziewczynki lecą do szkoły zaspane,
To na podjeździe z grozą przecierają oczy,
Widząc piór kupkę i żałosne zwłoki
Zadławionego przez Sabę wróbelka.
A Saba puchnie z dumy, szczeka, że jest wielka,
Dzielna, odważna, czeka na pochwały słowa
Za to, że wobec ptaszków jest suka bojowa!
Taki z Saby ancymon. Teraz to już wiecie.
A raczej, by być ścisłym, jest to ancymonka.
(…)

Ludwik Dorn

cd. patrz www.ludwikdorn.pl; bajka ukazała się nakładem wydawnictwa MOST

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *