Zapadł się pod ziemię w pogoni za torbaczem - Psy.pl - mamy nosa!

Zapadł się pod ziemię w pogoni za torbaczem

Buldog amerykański wpadł do głębokiej rozpadliny w ziemi. Miejscowe władze z miasteczka Nowra w Australii i ochotnicy rozpoczęli akcję ratunkową, która trwała trzy dni. Kiedy służby ratownicze już się poddały, upór mieszkańców pobliskiego miasteczka pomógł uratować psa.

Charlie Griffith z miasteczka Nowra w okręgu Shoalhaven w Australii nie ma szczęścia w życiu: w dość młodym wieku został bezdomnym. Tym, co daje mu w życiu nadzieję, jest miłość jego trzech psów. Jeden z nich, amerykański buldog o imieniu Brooklyn, sprawił jednak, że Charlie przeżył okropne chwile.

Podczas spaceru w środę na początku listopada spokojny zazwyczaj i powolny Brooklyn nagle zwęszył wombata. Uciekające zwierzątko tak go zaintrygowało, że wyrwał smycz z ręki opiekuna i pobiegł za torbaczem, który błyskawicznie wskoczył do pobliskiej nory. Zaaferowany pies rzucił się tam za nim i… nagle zarwała się pod nim ziemia. Zniknął w głębokim wykopie, w którym, jak się okazało, wombat wykopał sieć korytarzy. Przerażony Charlie usiłował wyciągnąć psa, ale zwierzęcia nie było nawet widać. Gdzieś w głębi słychać było za to przytłumione szczekanie.

Mężczyzna zaalarmował policję, a ta sprowadziła na miejsce straż pożarną oraz służby ratunkowe. Rozpoczęła się akcja na dużą skalę, w której wykorzystano specjalistyczny sprzęt, m.in. kamery termowizyjne. Godziny mijały, spod ziemi co jakiś czas słychać było słabe szczekanie Brooklyna, jednak nie udało się zlokalizować zwierzaka – sieć podziemnych korytarzy była bardzo splątana. Wokół nory gromadzili się mieszkańcy Nowry, śledząc działania ratowników. Minęła środa, potem czwartek… W nocy z czwartku na piątek ratownicy zadecydowali o oficjalnym zakończeniu akcji. Psa nie było już słychać, uznano, że prawdopodobnie nie żyje, a dalsze prace mogły być niebezpieczne dla funkcjonariuszy. Charlie załamał się. Błagał o kontynuowanie akcji, przysięgał, że ma przeczucie, iż jego pies jeszcze żyje. Niestety, ratownicy zaczęli zwijać sprzęt…

Społeczność Shoalhaven nie mogła patrzeć bezczynnie na rozpacz właściciela psa. Na miejsce zaczęli ściągać mieszkańcy okolicznych miejscowości, wszyscy uzbrojeni w łopaty, szpadle, wiadra do wyciągania ziemi i sznury. Kiedy służby ratownicze odjechały, rzucili się do pracy. I tak piątkowym wieczorem wydobyli Brooklyna na powierzchnię. Pies był przestraszony i brudny, ale spokojnie poddał się zabiegom ratujących go ludzi, nie przejawiając najmniejszej agresji. Charlie mógł chwycić ukochanego psa w objęcia. Sąsiedzi natychmiast zawieźli Brooklyna do miejscowego weterynarza. Na szczęście buldog wyszedł z tej okropnej przygody prawie bez szwanku, był tylko odwodniony. Po kilku dniach spędzonych w lokalnym schronisku (lekarze chcieli poddać go obserwacji, żeby w razie czego szybko wyłapać jakieś niepożądane objawy, które mogły się pojawić) pies wrócił do stęsknionego właściciela.

Jeszcze raz mogliśmy się przekonać, że nigdy nie wolno rezygnować z ratunku, o ile są jakiekolwiek szanse. PŁ

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *