Zapraszamy do głaskania, czyli strażackie walentynki z psami - Psy.pl - mamy nosa!

Zapraszamy do głaskania, czyli strażackie walentynki z psami

Nie było wielkich słów o miłości ani gadżetów w kształcie serca. Nie można też było kupić psich smakołyków ani wyszukanych walentynkowych upominków dla czworonogów. Ratownicy Grupy Poszukiwawczo-Ratowniczej Ochotniczej Straży Pożarnej z podkrakowskich Kęt zaprezentowali w niedzielę 12 lutego krakowianom umiejętności swoich psów, ale przede wszystkim pokazali, jak ważna jest pozytywna relacja człowieka z psem i jak wiele serca trzeba włożyć, aby ją zbudować.

Walentynkowy pokaz na Rynku Głównym w mroźną niedzielę udowodnił krakowianom, że strażacy zawsze dają z siebie wszystko – nie tylko pomagają w potrzebie, ale dzielą się swoją wiedzą i umiejętnościami. Podpowiadali zgromadzonym, jak nawiązać mocną więź ze swoim psem, uczyli dzieci podstawowych zasad w kontaktach z czworonogami, a dla dorosłych prowadzili miniwarsztaty z udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej ludziom.

Zdyscyplinowane czworonogi chetnie wykonywały polecenia przewodników – leżały, siadały, chodziły slalomem, przynosiły wskazane przedmioty. Tylko jeden z nich, sześciomiesięczny Lucky wesoło podskakiwał i nie był zbyt posłuszny. Zdobył za to największą sympatię przybyłych na imprezę mieszkańców Krakowa, którzy niecierpliwie czekali na zakończenie każdego pokazu tylko po to, żeby usłyszeć od dowódcy GPR Jana Wołoszyna: Zapraszamy do głaskania!

– Lucky ciągle się uczy, jeszcze wiele przed nim – wyjaśnia Elżbieta Wacięga, opiekunka czteroletniego Lucy rasy border collie, która także brała udział w pokazie. Oprócz Luckiego i siedmioletniego Maksa do GPR należą także labradory: 3,5-letnia suczka Luna, trzyletnie Goran i Dezo, siedmioletni Nero oraz siedmiomiesięczny Dżeki, który jeszcze się uczy.

Grupa Poszukiwawczo-Ratownicza działa w ramach OSP Kęty od dziewięciu lat. Powstała jako jedna z pierwszych tego typu w Polsce. Obecnie takich grup działających w strukturach OSP jest w kraju 13. – Zaczynaliśmy z dwoma psami: Czuką i Borą, oba mają teraz po 12 lat, mieszkają u swoich przewodników – wyjaśnia Jan Wołoszyn, dowódca GPR OSP Kęty.

Ratownicy z Kęt biorą udział w 10-20 akcjach rocznie, głównie na terenie Małopolski, ale też na Śląsku, gdzie często dochodzi do zawaleń budynków. Współpracują z GRP PSP z Nowego Sącza, która jest uważana za czołową tego typu jednostkę w Polsce, z beskidzkim oddziałem GOPR, a także z podobną jednostką z Bawarii w Niemczech (z BRK Rettungshundestaffel Bawaria). 28 stycznia 2006 r. grupa z Kęt pomagała ratować ludzi przysypanych zawalonym dachem hali wystawowej w Katowicach. Wypadek wydarzył się podczas wystawy gołębi. – Byliśmy jednym z pierwszych zespołów z psami, które dotarły na miejsce – mówi Bartłomiej Matusiak, przewodnik psa Nero. Psy, które wówczas brały udział w akcji, już nie pracują – są pod domową opieką swoich przewodników.

W grupie ratowników z Kęt są 22 osoby, w tym przewodnicy z psami. Pozostali to ratownicy wysokościowi i medyczni (są nimi lekarze) oraz osoby zajmujące się nawigacją w poszukiwaniach w terenie. A takich poszukiwań jest najwięcej. Kęcka GPR OSP poziomem, wyposażeniem i mobilnością nie odbiega od jednostek Państwowej Straży Pożarnej. – Zawsze podkreślamy, że poziom, do którego doszliśmy, to przede wszystkim nasza ciężka praca – mówi Jan Wołoszyn. – Ciągłe szkolenia pod okiem doświadczonych instruktorów, ćwiczenia w terenie i na gruzowiskach – przynajmniej dwa razy w tygodniu, wreszcie egzaminy dla nas i dla psów… A muszę powiedzieć, że akurat te ostatnie są naprawdę bardzo trudne.

Czy zdarza się, że pies je obleje? – Pewnie – mówi Wołoszyn. – Na szczęście egzaminy zdaje się dwa razy w roku, jesienią i zimą, więc psy podchodzą do nich kolejny raz.

– W poszukiwaniach biorą udział dwa psy z dwoma przewodnikami. Jeśli jeden oznaczy miejsce, po nim idzie drugi, żeby się upewnić, czy oznaczenie jest prawidłowe i potwierdzić miejsce, w którym przebywa osoba poszkodowana. Jeśli i ten wskaże tak samo – idziemy.

Bywa i tak, że czworonogi w ogóle do egzaminu nie podchodzą, bo się do tej pracy po prostu nie nadają. Co wtedy? Zostają u swoich przewodników, a ci często nie decydują się na drugiego psa; jeśli jednak podejmują pracę z kolejnym, opiekują się obydwoma.

Psy trafiają do grupy w różny sposób. Najczęściej są pozyskiwane ze sprawdzonych hodowli, ale bywa, że są odkupywane od ludzi, którzy nie mogą lub nie chcą się nimi opiekować. – Jeśli tylko pies spełnia podstawowe kryterium, czyli nie ma więcej niż rok, to bardzo chętnie go przyjmujemy – opowiada Elżbieta Wacięga. – Szkolenie i tak pokaże, czy nadaje się do służby, a na pewno jego umiejętności zweryfikuje egzamin, który pies zdaje, gdy ma nie mniej niż 18 miesięcy. Jeśli mu się powiedzie, otrzymuje certyfikat psa terenowego lub/i gruzowiskowego.

To, co najsmutniejsze w pracy grupy z psami, wcale od pracy czworonogów nie zależy. To zbyt długi czas, jaki upływa od zgłoszenia zaginięcia człowieka do podjęcia działań. Strażacy podkreślają, jak ważny jest sprawnie działający system szybkiego powiadamiania. Tylko w ten sposób są szanse na odnalezienie żywych ludzi. W ubiegłym roku w zimie grupa otrzymała zgłoszenie z Zatoru o zaginięciu starszej pani, która wyszła z domu i nie wróciła. Zrozpaczona rodzina zawiadomiła policję ok. 22, a już ok. godz. 10-11 następnego dnia pani się odnalazła. Leżała w pobliżu domu przykryta świeżym śniegiem i to ją uratowało. Śnieg stworzył kołderkę i chociaż zimny, pozwolił jej przeżyć. Kobietę odnalazł jeden z psów z grupy.

Patronem medialnym imprezy był miesięcznik „Mój Pies”. DR

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *