Ziomek – bernardyn po remoncie ośrodka przestał być potrzebny


Oto historia wiekowego bernardyna, który w opłakanym stanie został oddany do schroniska. Po remoncie ośrodka przestał być potrzebny.

Jak wiele jest psów, które przez większość swojego życia mieszkają w kojcach, zaniedbane i osamotnione? Często niezauważone przez ludzi cierpią przez długi czas, aż w końcu trafiają do schroniska. Miejsca, w którym w końcu ktoś o nie zadba. Oto historia Ziomka – 11-letniego bernardyna, który był przyjacielem podopiecznych pewnego ośrodka… Do czasu, gdy w ośrodku przeprowadzono remont. Nagle stary, zaniedbany pies przestał być potrzebny i został oddany do schroniska.

Ziomek – pies, który przestał być potrzebny

Przez lata Ziomek – niezwykle przyjacielski bernardyn – mieszkał w kojcu przy stowarzyszeniu, które pomagało osobom niepełnosprawnym i bezdomnym. Przez podopiecznych ośrodka traktowany był jak przyjaciel. Jednak w marcu tego roku stowarzyszenie ogłosiło, że poszukuje dla psa nowego domu. Powodem, dla którego Ziomek przestał być potrzebny, okazał się remont, który nie przewidywał obecności psa. Umieszczone na fanpage’u ośrodka ogłoszenie nie pomogło jednak psiakowi i zwierzak został oddany do schroniska.

Historia Ziomka wydaje się typowa. Duży, stary pies przestał być potrzebny i do tego zaczął sprawiać problemy. Po nieudanej próbie oddania psa w dobre ręce kierownictwo ośrodka, w podzięce za lata wspólnego życia, zafundowało swojemu „wiernemu przyjacielowi” starość w Schronisku na Paluchu. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego – historii o opuszczanych na starość psiakach jest w końcu wiele. Jednak to, co podczas przyjmowania psa do schroniska zobaczyli pracownicy i wolontariusze sprawiło, że wszyscy długo byli w szoku.

Ziomek był skrajnie zaniedbany i wychudzony. Całe jego futro było zlepione odchodami! Brudna, skołtuniona skorupa uniemożliwiała psu normalne poruszanie się. Zęby psa były tak zepsute, że nie pozwalały mu na jedzenie niczego poza mokrą karmą. Stan psychiczny Ziomka również był dramatyczny. Bernardyn nie miał ani siły, ani ochoty na poruszanie się. Absolutnie odmawiał spacerów. Większość czasu spędzał, leżąc nieruchomo w boksie, nie reagując na próby nawiązania kontaktu ze strony wolontariuszy czy opiekunów. Wiele razy z jego powodu podnoszono alarm, obawiając się, że za chwilę umrze…

Dopiero w schronisku ktoś o niego zadbał

Stan psa wymagał podjęcia natychmiastowych działań. W pierwszej kolejności wolontariusze zajęli się futrem Ziomka. Przez kilka dni wycinali sfilcowane, oblepione odchodami kłaki, by umożliwić groomerowi zajęcie się resztą sierści. Okazało się, że nie ma innego wyjścia, jak zgolić psa aż do samej skóry. Jedyne futro, jakie można było pozostawić na psie, znajdowało się na jego głowie i plecach. Psiak został też porządnie wykąpany.

Ziomek przestał być potrzebny
fot. Schronisko na Paluchu – Ziomek po wygoleniu skorupy z sierści

Te zabiegi wyraźnie ulżyły Ziomkowi – psiak zaczął się chętniej poruszać. W dalszym ciągu jednak kategorycznie odmawiał spacerów. Zapięty na smycz i wyprowadzony z boksu kładł się w przejściu i całym ciałem przywierał do chodnika. Wolontariusze nie raz przez pół godziny musieli namawiać leżącego na ziemi psa do wyjścia ze schroniska. Najtrudniejsza dla psa była trasa wiodąca pomiędzy boksami innych psów. Po wyjściu przez bramę schroniska Ziomek znacznie się ożywiał.

Ziomek przestał być potrzebny
fot. Schronisko na Paluchu

Schroniskowy stres jednak zrobił swoje. Przyjacielski bernardyn w schronisku przeszedł kilka ataków padaczki. Nie wiadomo, czy psiak już wcześniej miewał ataki. Ośrodek, w którym wcześniej przebywał Ziomek, nie przekazał schronisku żadnych informacji dotyczących ewentualnej epilepsji u czworonoga…

Brak kary za zaniedbanie

Niestety schronisko nie było w stanie pociągnąć ośrodka do żadnej odpowiedzialności. Wolontariusze o stanie psa poinformowali jedną z prężnie działających fundacji, która zajmuje się porzuconymi psami. Jak się okazało, fundacja ta jest ściśle związana z ośrodkiem… Zszokowane władze fundacji skontaktowały się z kierownictwem ośrodka. Jednak odpowiedzialni za zaniedbanie psa ludzie nie widzieli w tym wszystkim żadnej swojej winy. Przecież pies miał aktualne szczepienia i był karmiony!

Szczęśliwy finał Ziomka

Na szczęście niezasłużone trudy już się dla psiaka skończyły. Ziomka, na prośbę wolontariuszy, przygarnęła Fundacja Bernardyn. Teraz ten wiekowy psiak może nareszcie odpocząć i cieszyć się normalnym życiem u boku troszczących się o niego ludzi. Łagodny i spokojny Ziomek dogadał się także z rezydentami i wraz z innymi czworonogami spędza dnie na wylegiwaniu się i odpoczywaniu w ogrodzie.

Jutro mija tydzień od przyjazdu Ziomka do naszej fundacji. Jest bez szału, czyli nie odmłodniał i nie przytył. Nadal…

Publiée par Bernardyn Fundacja Zwierząt Skrzywdzonych sur Lundi 24 juin 2019

Historia, jakich wiele…

Ziomek jest jednym z wielu psów, które całe swoje życie spędzają w kojcach, zaniedbane przez opiekunów. 11-letni bernardyn miał szczęście, że został oddany do schroniska, w którym zastała mu udzielona potrzebna pomoc. Niestety wiele innych zaniedbanych i wychudzonych psów do końca życia nie zazna prawdziwej miłości i opieki ze strony człowieka. Pamiętaj – jeśli widzisz zaniedbanego psa, koniecznie zgłoś to odpowiednim służbom! Być może jesteś jedyną osobą, której leży na sercu los tego zabiedzonego czworonoga i bez twojej reakcji jego sytuacja nigdy się nie zmieni!

Autor: Aleksandra Prochocka