Żywy rekwizyt - Psy.pl

Żywy rekwizyt

Wkrótce może pojawić się kolejny problem społeczny: coraz częściej na polskich ulicach można spotkać żebraków z psami

Patrole Straży Miejskiej dzielą ich na ubogich, bezdomnych i narkomanów. Wszystkich łączy jedno: pies u boku jako środek zarobkowania. Ma wzbudzić litość i skłonić przechodnia do wrzucenia paru złotych. I zazwyczaj skłania – nawet bardziej niż małe dziecko czy biała laska. Po serii demaskujących artykułów prasowych na temat pożyczania dzieci i przebierania się za inwalidów, ludzie chętniej sięgają do kieszeni widząc psa.

Chlubne wyjątki, smutna reguła
Delikatesy na rogu Jana Pawła II i Al. Solidarności w Warszawie. O pomoc w utrzymaniu rudej suczki prosi starsza pani. Po Ursynowie z kolei wędruje mężczyzna z pięknym czarnym mieszańcem o imieniu Krokodyl. Też zbiera datki na jedzenie dla swojego podopiecznego. Jest w gorszej sytuacji niż pani sprzed Delikatesów, bo sam – podobnie jak jego pies – jest bezdomny. Daje sobie jednak radę. Może dlatego, że porusza się w obrębie jednej dzielnicy i ludzie widzą, że zebranych pieniędzy nie przepija, a pies wygląda na zadbanego i nakarmionego.

Takie przypadki to jednak bardziej wyjątki niż reguła. – Psy są wykorzystywane do żebrania, bo są łatwo dostępne, a ludzie litują się nad nimi bardziej niż nad nami – mówią dwaj mężczyźni, proszący o dorzucenie się do butelki wina przed spożywczym na Powiślu. Rzeczywiście, zdobycie psa to nic trudnego. Nie wszystkie schroniska spisują dane osób adoptujących zwierzęta, a mało które kontroluje warunki, do jakich trafiają czworonogi.

Psią krzywdę trudno udowodnić
Starówka to idealne miejsce – mówią pracownicy tamtejszych kafejek. Pełno turystów, ludzie syci po wyjściu z restauracji chętnie wrzucają parę groszy do puszki na jedzenie dla psa. – Ale czy narkomani, którzy tu żebrzą, rzeczywiście kupują za to jedzenie dla psa? Raczej zbierają na swoją działkę – powątpiewa Marcin z Fukiera. Niektórzy ludzie nie chcieli dawać pieniędzy i sami kupowali puszki obok, w spożywczym. Narkoman zaczął więc stawać dalej od spożywczego…

Patrole Straży Miejskiej często sprawdzają tożsamość stałych bywalców. Latem zwracają uwagę, jeśli pies leżał na słońcu i nie miał wody do picia. Poza tym Straż Miejska może co najwyżej sporządzić notatkę, zawiadamiając Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami i policję. Te mogą psa odebrać, ale najpierw muszą udowodnić, że zwierzę jest zaniedbane i źle traktowane. A udowodnić to jest trudno. – Spotkałem dziś dwie dziewczyny żebrzące „na psa” przed Galerią Centrum – opowiada Filip Barche, inspektor ds. zwierząt ze Stowarzyszenia EMPATIA – ale kiedy zwróciłem im uwagę, że pies jest spragniony, wyjęły miskę z plecaka i napoiły go. Pies był osowiały, ale nie miał śladów pobicia. Był chudy, ale nie wyniszczony. Nie byłbym w stanie udowodnić, że dzieje mu się krzywda. Dorota Kiełbowska też jest sceptyczna: – Myślę, że pies, z którym ktoś zbiera datki, dostaje jakieś środki uspokajające, że tak spokojnie leży po wiele godzin dziennie, ale ja sama nie jestem w stanie tego sprawdzić.

Kiełbasa wprost do pyska
Odrobinę nadziei daje Piotr Mostowski z jedynego patrolu ekologicznego Straży Miejskiej EKO. Jeśli podejrzewa kogoś o wykorzystywanie psa, a pies jest zaniedbany, to spisuje dane właściciela i daje mu tydzień na poprawę stanu psa. Ostrzega go, że niehumanitarne traktowanie psa to przestępstwo wg. ustawy o ochronie zwierząt. Po tygodniu sprawdza, w jakim stanie jest pies i jeśli nic się nie zmieniło, kieruje wniosek o ukaranie właściciela do sądu grodzkiego lub doniesienie do prokuratury. Jednak także według Mostowskiego odebranie psa właścicielowi i oddanie go do schroniska to ostateczność. Dochodzi do tego bardzo rzadko.

Czy jest więc jakiś sposób, by zlikwidować zjawisko żebrania "na Psa”? Anna Rudnik, prezes warszawskiego oddziału TOZ apeluje, aby nie dawać żebrzącym pieniędzy. – Oni i tak nie przeznaczą ich na jedzenie dla psa, tylko na narkotyki i alkohol. Jeśli widzimy, że pies jest naprawdę głodny, kupmy mu kawałek kiełbasy, mięsa, puszkę i dajmy od razu do zjedzenia. Tu trzeba się wykazać stanowczością, bo tylko w ten sposób zlikwidujemy to karygodne zjawisko.


Włoscy cynicy

W Bolonii, stolicy włoskiego regionu Emilia-Romania, na placach, w portykach, pod fontannami całymi dniami przesiadują młodzi ludzie, którzy dobrowolnie wybrali życie na ulicy. Wyrzekają się wygód i wierzą w ekologię. Mówią o sobie, że są „nowymi cynikami” i że jak starożytny filozof Diogenes uważają życie psa za wzór egzystencji. Nad towarzystwo ludzi zdecydowanie przedkładają towarzystwo swoich psów. A towarzyszą im nie bolończyki -małe, śnieżnobiałe pieski, które rozsławiły Bolonię – ale wielkie, wilkowate psiska o skundlonej sierści i poważnych oczach.

„Nowi cynicy” dzielą się z czworonogami wszystkim, co mają – nawet ostatnim kęsem popularnej tu bułki micca. A psy potrafią odwzajemnić tę miłość. Kiedy właściciel oddali się na chwilę, pies wiernie waruje przy jego kapeluszu, do którego przechodnie wrzucają centy. Niemal nikt nie przechodzi obojętnie. Widok smutnego olbrzyma leżącego przy czapce bejsbolówce i pilnującego kartki z napisem „zbieram na kanapkę” to skuteczny chwyt marketingowy.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *