Agata i Marek Kościkiewiczowie – dlaczego przygarniają bezdomne zwierzęta?


Całe życie miałam psy, kanarki, koty, chomiki, rybki. Dzieciństwo spędziłam w Podkowie Leśnej, blisko schroniska dla zwierząt w Milanówku.

Agata Kościkiewicz: Całe życie miałam psy, kanarki, koty, chomiki, rybki. Dzieciństwo spędziłam w Podkowie Leśnej, blisko schroniska dla zwierząt w Milanówku. Ludzie chodzili do niego i pomagali w opiece nad zwierzakami, co było oczywiste. W samej Podkowie wałęsało się wiele psów, a ja znosiłam je do domu i przekonywałam mamę, że musimy przygarnąć kolejnego.

Marek Kościkiewicz: Ja z kolei psy i inne zwierzęta poznawałem u babci na wsi, bo w naszym małym mieszkaniu (40 mkw.) w bloku, w którym mieszkałem z rodzicami, zwierzak tylko by się męczył.

AK: Mój pierwszy czworonożny przyjaciel z dzieciństwa miał na imię Bagster i był kundelkiem podobnym do westika. Spał ze mną, odprowadzał mnie do szkoły, a potem czekał w domu, aż wrócę. Zawsze trzymaliśmy się razem. W tym samym czasie mieszkał też z nami owczarek niemiecki, którego przygarnęliśmy ze schroniska w Milanówku.

MK: Dziś koleżanka Agaty opiekuje się jednym ze schronisk, więc Agata co chwila szuka domu dla kolejnego pieska. Ogłoszenia umieszcza na Facebooku.

Bella

AK: Pamiętam, jak bardzo się ucieszyłam, gdy po raz pierwszy znalazłam właścicieli dla jakiegoś biedaka. Wiedziałam, że będzie miał lepsze życie. To moje wyszukiwanie skończyło się tak, że kilka miesięcy temu zaadoptowaliśmy Bellę, dwuletnią seterkę irlandzką. Zaczęło się od tego, że szukałam psa dla mojej mamy, która straciła swojego wieloletniego podopiecznego. Ktoś powiedział mi o stronie www.setery-adopcje.pl. Znalazłam tam zdjęcia Belli i… się zakochałam. Suczka wychowała się u starszego małżeństwa, które nie było już w stanie się nią opiekować. Bo prawda jest taka, że nie tylko kundelki szukają domów. Rasowe psy również trafiają do schronisk i zwykle wyjątkowo źle znoszą pobyt w nich. Często też właściciele, którzy tak jak wspomniani starsi państwo nie mogą się już opiekować psem, chcą go oddać w dobre ręce. Dlatego wiele fundacji zajmuje się adopcjami psów poszczególnych ras. Dzięki temu jakiś procent z nich nie trafia do lasu czy do schroniska.

MK: Dawni właściciele Belli bardzo przeżyli rozstanie z nią. Do dziś wysyłamy im zdjęcia suczki i dzwonimy, aby opowiedzieć, jak się czuje. Teraz panią Belli jest Agata i na nią spada większość obowiązków związanych z opieką nad psem. Choć włączają się w nią też powoli nasi synowie: 6-letni Mikołaj codziennie karmi Bellę, a 8-letni Janek wychodzi już z nią na pierwsze krótkie spacery.

Świnka morska na obiad

AK: Pojawienie się Belli w naszym domu wywołało małą rewolucję, niestety potraktowała ona naszą świnkę morską jako doskonałe danie obiadowe. Musieliśmy więc śwince znaleźć dom, bo baliśmy się, że może się to źle skończyć. O ile małe zwierzęta są w niebezpieczeństwie, gdy na horyzoncie pojawia się Bella, o tyle ludzi traktuje ona bardzo przyjaźnie. Lubi być głaskana, przytulać się i bawić z dziećmi.

MK: Zdecydowaliśmy się adoptować setera irlandzkiego m.in. dlatego, że mówi się, iż to pies rodzinny. I w naszym wypadku się to potwierdziło. Bella bardzo cierpliwie towarzyszy dzieciom w zabawach. To także zasługa poprzednich właścicieli, bo dobrze ją wychowali. Bywa, że ludzie nie chcą przygarnąć psa, bo się boją, że będzie miał trudny charakter, ale nasz przykład dowodzi, że nie musi tak być.

AK: Taka forma adopcji pozwala poznać psa, zanim weźmie się go do domu. Często bywa też tak, że zwierzak trafia do domu tymczasowego, w którym uczy się dobrych manier. Nie bałabym się więc charakteru przygarniętego psa, nawet tego ze schroniska, bo tam też go wcześniej szukałam. Pracownicy schroniska i wolontariusze  często mają sporą wiedzę o podopiecznych. Dbają na przykład o to, aby do domu z dziećmi trafiały psy, które lubią maluchy. Właśnie w schronisku usłyszałam: „Tego psa pani nie damy, jeśli ma pani dzieci”. Przed adopcją Belli nie sądziłam, że Internet jest pełen psów szukających nowych domów. Warto tam poszukać przyjaciela. Na jednej ze stron przeczytałam, że udało się już znaleźć nowe domy dla ponad 40 tys. zwierząt. Mam takie miłe uczucie, że chociaż jednemu pomogliśmy.

Marek Kościkiewicz – gitarzysta, wokalista, kompozytor i autor tekstów, założyciel zespołu Stereo Project
wysłuchała: Malwina Słoka-Chlabicz