Choć placówka formalnie zakończyła działalność z końcem 2025 r., wciąż przebywa tam około 200 psów, które potrzebują natychmiastowej pomocy. Sytuację nagłośniły alarmujące apele w mediach społecznościowych oraz działania fundacji i wolontariuszy z całej Polski.
Według dostępnych informacji właściciel schroniska trafił do szpitala, a psy przez dłuższy czas pozostawały pod opieką jednego wolontariusza – bez wystarczającego wsparcia i z minimalnym dostępem do pożywienia i wody, która w obecnych warunkach momentalnie zamarza.
Alarmy i interwencje wolontariuszy
W ostatnich dniach w mediach społecznościowych pojawiły się dramatyczne relacje wolontariuszy z Fundacji dla Szczeniąt Judyta oraz Pogotowia dla Zwierząt. Opisują one psy głodne, spragnione i marznące, pozostawione bez opieki i bez wystarczających zapasów jedzenia. Fundacje alarmowały, że nie mogą czekać, bo sytuacja grozi tragedią – dlatego wyruszyły na miejsce trzema samochodami, by nakarmić, napoić i wywieźć najciężej chore czworonogi do lekarza weterynarii.
Pogotowie dla Zwierząt informuje, że ich ekipa była na miejscu przez całą noc, wywożąc ponad 20 psów w najgorszym stanie do opieki medycznej. Do tej pory wolontariusze dostarczyli także mięso i około 200 pojemników na wodę, bo tych rzeczy w schronisku po prostu nie było.
Apel o pomoc – adopcje i domy tymczasowe
Wolontariusze i organizacje apelują do społeczności o odpowiedzialne adopcje i przyjmowanie psów do domów tymczasowych, szczególnie w obliczu silnych mrozów i braku zasobów. Adopcje, nawet tymczasowe na okres zimy, są dziś uznawane za kluczowy sposób ratowania zwierząt, które w likwidowanym ośrodku nie mają szans na normalne życie.
Fundacja Judyta i inne grupy planują także transport psiaków do miejsc, które mogą ich przyjąć, oraz intensyfikują poszukiwania domów, także w takich miastach jak Łódź, Warszawa czy Trójmiasto.
Co dalej?
Akcja pomocowa w „Kocham Psisko” nie jest zakończona. Wciąż potrzebne są:
- domy stałe i tymczasowe dla psów,
- karma, woda i środki finansowe na opiekę weterynaryjną,
- wolontariusze gotowi wesprzeć działania na miejscu lub w adopcjach.
To, co zaczęło się jako dramatyczne nagłośnienie niedostatków i braku opieki, przerodziło się w szeroką akcję ratunkową, w którą angażują się organizacje, społeczność i zwykli ludzie z różnych stron kraju. Ratowanie zwierząt nie skończy się, dopóki każdy pies nie znajdzie bezpiecznego schronienia.