Amora - Psy.pl - mamy nosa!

Amora

Była bardzo sroga zima. Luty 2012. Pani Ewa z płaczem wpadła do sypialni. – Panie Eryku, Amora leży i nie rusza się. Właśnie przygotowałam dla niej jedzenie i… ona leży na śniegu i chyba nie żyje. O mój Boże… Boże, co za nieszczęście.

Eryk natychmiast narzucił na ramiona szlafrok i wybiegł na podwórze. Po prawej stronie budynku przy schodach leżał czarny wodołaz. Lśniąca czarna sierść odcinała się na białym zlodowaciałym śniegu. Eryk dotknął ręką jej łba, potem łap. Były jeszcze ciepłe. Serce zabiło w nim ze zdwojoną siłą, w gardle poczuł mocny skurcz. Wiedział, że tym razem nic nie przywróci jej życia.

Miała dwanaście lat i od paru miesięcy ciężko chorowała. Jej kończyny coraz bardziej odmawiały posłuszeństwa. Trzy miesiące temu trzymał ją w domu, na kroplówkach po ostrej infekcji. Leżała wówczas bezradnie, spoglądając mu głęboko w oczy. Zdawał sobie sprawę, że może odejść w każdej chwili.

Wszedł do domu, ocierając w ukryciu łzę. Odszukał zielony koc. Wrócił i nakrył nim psa. Zapalił papierosa.

Nowofundlandy po raz pierwszy spotkał w Krynicy Górskiej. Bardzo mu się spodobały. Mówiono, że to psy, których wikingowie używali do polowań na niedźwiedzie. Zakochał się w tej rasie. Początkowa miał psa – chłopca. Gdy pies dorósł, zakochiwał się w każdej suczce gotowej do posiadania szczeniaków. Uciekał natychmiast i nic nie mogło go powstrzymać. Przeskakiwał najwyższe ogrodzenia. Przyprowadzali go z powrotem okoliczni sąsiedzi.

Pamiętał, jak pewnego dnia, szukając Moresa, bo tak się wabił pierwszy wodołaz, odnalazł go uwięzionego za kratami w klatce. Musiał rozcinać łańcuchy, aby go uwolnić.

Córka Eryka, która jeździła na koniach, uwielbiała zabawy z tym psem. Mores potrafił wskakiwać na zad kucyka i jeździć razem z małą po padoku, robiąc kolejne rundy. Niestety, pewnego dnia zakochany w rudej suczce poszedł za nią i już nigdy nie wrócił. Eryk tęsknił za nim bardzo. Ale po roku czekania pomału uwolnił się od myśli, że pies powróci. Postanowił wówczas zakupić drugiego, tej samej rasy.

W hodowli, do której trafił, w miocie było trzynaście piesków. Na łapkach miały przewiązane wstążki różnego koloru. Jeden piesek był bez kokardki. Delikatnie wziął go w swoje dłonie. Szczeniak miał cztery białe malutkie skarpetki na łapkach i biały koniuszek ogonka. Okazał się dziewczynką. Wiedział, że będzie z nim na zawsze. Jeździł do niej parokrotnie, sprawdzając, jak rośnie i się rozwija.

Po ośmiu tygodniach przywiózł ją do siebie, na kolanach na białym ręczniku. Przez pierwsze pół roku mieszkała z nim w domu. Rosła z tygodnia na tydzień. Z każdym mijającym miesiącem kochał ją coraz bardziej. Przypominała mu pluszową zabawkę, która zamienia się w prawdziwego przyjaciela. Uwielbiał ją karmić, słuchając, jak pomrukuje. Jej długie czarne włosy gęstniały. Codziennie budziła go lizaniem po twarzy. Kiedy musiał wyjeżdżać na parę dni, po powrotach zawsze dostrzegał łzy w jej ciemnych oczach. Płakała z radości, a może tak mu się tylko wydawało. Miała kochane, brązowe, duże oczy, w których nie potrafiła ukryć miłości do swego pana. Nigdy nie była agresywna ani w stosunku do ludzi, ani zwierząt.

Potrafiła jednak bronić swego terytorium przed obcymi. Eryk często zabierał ją swoim jeepem poza miasto. Wyszukiwał małych jezior i stawów. Widząc, jak pływa, czuł, że jest szczęśliwa. To było jej środowisko. Wodołaz uwielbiał te wycieczki. Kiedy zmęczona powoli, ociągając się, wychodziła z wody, widział jej radość. Otrząsała się, strząsając krople wody ze swojej sierści. Jej uszy wówczas fruwały, a całe ciało wykonywało taniec podobny do tańców latynoskich. Oddzielnie poruszała się jego przednia część , a osobno tylna. Mówił do niej wówczas: „Ty moja brazylijska tancerko”.

Kiedy nawiedzały go smutne dni, wyżalał się jej. Amora, wysłuchując go godzinami, patrzyła mu w oczy ze zrozumieniem. Czuł niespotykane ciepło głośno bijącego serca i gęstej sierści, kiedy wplatał w nią swe męskie palce. Niekiedy, pijąc szampana, podsuwał psu kieliszek do pyska i szeptał: – Tak, kochana, troszeczkę… za moje łzy i smutek mój. Uderzała językiem o szkło i oblizywała swój czarny wilgotny nos. Smakowało jej.

Amora była również ulubieńcem dzieci mieszkających w okolicy. – Jaka piękna, jaka wielka – wykrzykiwały dzieciaki. – Czy można ją dziś pogłaskać, proszę pana? Możemy się z nią pobawić? Pozwalała cierpliwie na wszystkie pieszczoty. Uwielbiała tarzać się w śniegu i biegać za rzucanymi przez dzieci kulkami, które tonęły w grubej warstwie puchu.

Eryk przypomniał sobie, jak wychodząc z nim na spacery, dumnie kroczyła przed nim powolnym krokiem. Odwracała łeb, sprawdzając, czy nie zatrzymał się z powodu czasem tak błahego, jak zapalenie papierosa. Spoglądała mu wtedy głęboko w oczy i zabawnie przechylała łeb w lewą stronę.

Odrzucił niedopałek papierosa, który zasyczał w zetknięciu z białą, lodowatą powierzchnią. „Co zrobić – pomyślał – nie zakopię jej w ogrodzie. Wszystko skute lodem”. Wszedł do domu, pozostawiając otwarte drzwi, jakby w nadziei, że pies jednak wstanie i wejdzie za nim do środka. – Pani Ewo, poproszę mocną kawę i proszę nie płakać. Ona miała piękne życie i odeszła w czasie, który najbardziej kochała – zimą. Zasnęła otulona śniegiem. Też tak chciałbym – dodał pod nosem. Usiadł przy swoim biurku, otworzył laptopa i wystukał w wyszukiwarce Google: cmentarz dla zwierząt. Wyskoczyło: Konik Nowy – Cmentarz Małych Zwierząt. Wybrał numer na komórce. – Przyjedziemy za trzy godziny. Zajmiemy się wszystkim.

Czuł ogromną pustkę i ból… Amora obdarzyła go bezwarunkową miłością i przywiązaniem. Chciał pochować ją z szacunkiem, tak jak robiono w starożytnym Egipcie, gdzie zwierzęta chowane były na swoich cmentarzach. Gdy pracownicy psiego cmentarza zjawili się po Amorę, podniósł ją i razem z nimi ułożył delikatnie w dużym ciemnym samochodzie. Wsiadł do swojego wozu i ruszył za jadącymi w stronę Konika Nowego. Na miejscu dowiedział się, że raz w roku, czwartego października, w dniu świętego Franciszka, patrona zwierzaków, spotykają się właściciele pochowanych tu przyjaciół.

Powoli ruszył we wskazanym kierunku za wysokim chłopcem. Rozglądając się, po drodze zauważył, że spod śniegu wystawały kolorowe wiatraki, starannie odgarnięte rzeźby przedstawiające postaci zwierząt, napisy na malutkich pomnikach i tabliczkach. „BRUNO. 13 lat przyjaźni…”. „BELLA. Byłaś naszym kochaniem. Czasem byłaś draniem. Żegnaj kochanie. Czekaj na spotkanie”. „RUDKU, jamniczku mój, śpij spokojnie, jestem obok –  Nefra, Dianka, Garcja, Kenzo”. „Kot SERAFIN. Kochany kotku, nigdy Cię nie zapomnę”. „KOSTEK. Na zawsze w sercu najdroższy nasz, wyjątkowy”. „RUDOLF. Pośpij sobie, kochany”. „BOB, piesku, to było najszczęśliwszych 16 lat”. „PROT, pysiu, kochamy cię”. „SONIU, tylko Ty mnie kochałaś”. „MELA, mieliśmy szczęście, że byłaś z nami”. „FIGARO, DZIĘKUJĘ”. „CEASAR, see you later, boy – Bela, Bibik, Wika”. „Kot kochany MACIUŚ”. „FIGUNIU, dziękujemy ci za radość i wierność przez 17 lat, zawsze będziesz w naszej pamięci. Śpij spokojnie”. „MUSZKA, kochamy Cię, kiciu!!!”. „TARUNIU, jorczku, serca nasze wypełniłaś miłością. Życie nasze zmieniłaś życiem swym”. „Mops TELUNIA. Kochamy Cię bardzo, krówko”. „CYKOREK z sercem z róż”. „KROPECZKA. Kicia, żyła szczęśliwie”. „PUSZEK 1995-2013 – Mika, Masza, Bik, Zuzia”. „FOKUS. Wilk. Dobranoc, maluszku – Aza, Ciapek, Hektor, Bingo, Mela, Misia”. „BEN, śpij spokojnie, piesku”. „DRAKO, zostawiłeś swój ślad w naszych sercach. Pozwoliłeś kochać Cię na zawsze”. „MAXYMILIAN. Wilk. 5588 dni SZCZĘŚCIA”. „TYCJAN. Rozum i Serce – Filusia, Sara, Dio, Saba, Pepi, Tosca, Saba, Aza, Lord, Tery, Max, Misiek”. „OSKAR. Wspomnienia nigdy nie odchodzą”. „Nasz Kochany KAZAN – Buba, Punia, Donna”. „DZINA. Nasza ukochana Niuniusia – Psotka, Pyza, Cygan, Jessie, Atos, Ares”. „Seter KACPEREK. Żył 20 lat”. „PIWKA. Kotka o bardzo dużym rozumku”. „KAPSEL. Kot o bardzo czułym serduszku”. „ALFA. Skarbie, jesteś zawsze w naszych sercach”. „MUTS, niezapomniany oddany wierny przyjacielu”. „BONI, Kiciu, Ci, których kochamy, nie umierają nigdy”. „KICIA. Czekaj nas przy Tęczowym Moście”.

Po tygodniu Eryk postawił kamień z wykutym napisem: „AMORA. Nie płacz za tą, którą straciłeś. Ciesz się, że ją poznałeś”.

Przechodząca pani, ocierając łzę, zagadnęła go: – Wie pan, tyle miłości, ile tu fruwa, nie ma nigdzie indziej. Taka prawda. Kochał pan psa bardzo?

– Kochałem psa, jak się kocha psa. Po ludzku… – Tak, ale ona, Amora, na pewno kochała dziesięć razy więcej. Tak to już jest z tą psią miłością.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *