Antyszczepionkowcy u weterynarza. „Kto wie, w jakich cierpieniach umiera szczenię chore na parwowirozę?”

Weterynarz z Gdańska porusza ważny, choć dość nowy problem. Właściciele psów odmawiają szczepień, bojąc się powikłań poszczepiennych u swoich zwierzaków. Czy słusznie? Co na to nauka? Przeczytajcie ten mocny wpis!

Antyszczepionkowcy u weterynarza? Zdarzają się, a wręcz jest ich coraz więcej. Weterynarz Przemysław Łuczak (Egzoovet) podzielił się swoimi obserwacjami na fanpage’u, na Facebooku. Koniecznie przeczytajcie.

„Tylko nie w szczepionkę!”. Ta złota zasada każdego pojedynku za garażami z naszej młodości powoli zamienia się w „tylko nie szczepionkę!!!”. Lekarze weterynarii, podobnie jak ci ludzcy, również ze zdziwieniem spoglądali na nowe, proepidemickie trendy pośród ludzi. Ale nigdy nie spodziewaliśmy się nawet, że ta niebezpieczna moda wypełznie podstępnie spod kamienia ciemnoty pośród posiadaczy zwierząt. A jednak!

Coraz więcej osób wpada na takie właśnie dziwaczne pomysły, aby swoich zwierząt nie szczepić. Sensownych argumentów oczywiście brak – bardzo trudno wszakże u psa wykryć autyzm i nie idzie się, jak na razie, doszukać abortowanych ludzkich płodów w szczepionkach na nosówkę.

Tylko jedno szczepienie jest obowiązkowe

Chciałbym na wstępie zaznaczyć, że te kilka słów moich przemyśleń piszę ze swojego laptopa kupionego na raty. Siedzę w skromnym pokoiku na gdańskiej Oruni, a nie popijając modżajto na Cyprze, które tak szczodrze funduje nam Big Pharma. Do niedawna modne było twierdzenie, że my, „weci”, siedzimy w kieszeniach firm produkujących karmę. Ale najwidoczniej wypadało pójść krok dalej i obecnie coraz to nowsze koncerny kładą na nas swoje masońsko reptiliańskie łapy.

Zastanawia też fakt, że szczepienia zwierząt, oprócz tego jednego, jedynego na wściekliznę, u psiaków nie są obowiązkowe. Nikt do tych szczepień opiekuna nie zmusza, więc proepidemickie postulaty o „wolności wyboru” zostają zachowane.

Antyszczepionkowcy u weterynarza

W codziennej pracy mamy bardzo dużo do czynienia z chorobami zakaźnymi, których dałoby się uniknąć, gdyby zwierzę było zaszczepione. Kto wie, w jakich cierpieniach umiera małe szczenię chore na parwowirozę? Mały, biedny, wystraszony, w swoich wymiotach i kale – tak to wygląda.

Królik na myksomatozę? Obrzęknięty na całym pysku, zamęczony dusznością. Kot chory na białaczkę? Wykańcza go wszystko wokoło, od marnego przeziębienia, aż po grzybicę, która przy spacyfikowanym układzie odpornościowym zjada biedne zwierzę. Nieważne, ile zresocjalizowanej wody w takie zwierzę wlejecie i w którą stronę skręcicie witaminę C – zwierzę cierpieć będzie.

Choroby wirusowe u zwierząt są faktem, a profilaktyka bezpieczna, tania, skuteczna i powszechnie dostępna. Nie wszystko da się wyleczyć miłością, moi drodzy, a słuchanie internetowych szarlatanów nie pomoże waszym zwierzakom. Zaznaczam, po raz kolejny – wasze internetowe guru nigdy nie weźmie odpowiedzialności za swoje słowa. Po prostu skasuje wasz post.

Co się bardziej opłaca?

Zdradzę wam sekret. Leczenie zwierzęcia chorego na którąkolwiek z chorób zakaźnych, ujętych w programie szczepień, jest ekonomicznie dla lekarza bardziej opłacalne niż profilaktyka. A gdybyśmy kierowali się aspektem finansowym, to bardzo chętnie organizowalibyśmy parvo-party. Nie o to jednak w ratowaniu zwierząt chodzi.

Jeszcze innym aspektem jest odchodzenie od szczepień obowiązkowych – takich, jakim jest wścieklizna. Jest to w 100% śmiertelna choroba, która cały czas na świecie zbiera swoje żniwo pośród ludzi i zwierząt. Co jakiś czas notuje się ją też w naszym kraju, przez co zagrożenie jest realne i mówię to jako osoba, która na wściekliznę musiała być szczepiona interwencyjnie. Uświadamiajcie osoby ze swojego otoczenia – nieszczepione psy to zagrożenie. I nakłaniajcie także posiadaczy kotów „niestety-wychodzących”, że też warto zaszczepić swojego mruczka raz na te 2-3 lata – naprawdę nie zbiednieją.

NOP u psa? Tak!

NOP (niepożądany odczyn poszczepienny) u zwierząt? Ale oczywiście! To się zdarza – nie ma czego tutaj ukrywać. Zdarzają się okresowe gorączki, biegunka, wymioty i apatia – to najczęściej. Czasem mogą pojawić się reakcje wstrząsowe, gdy okaże się, że zwierzę jest uczulone na dany składnik szczepionki. Pamiętajcie jednak o dwóch sprawach. Pierwsza to taka, że reakcja anafilaktyczna, czyli ta zagrażająca życiu, może wydarzyć się chociażby po ugryzieniu osy lub podaniu jakiegokolwiek innego leku – nie mamy na to wpływu. Tak niestety działa żywy organizm. Druga kwestia to to, że NOP jest ceną, jaką płacimy za komfort posiadania zaszczepionego zwierzęcia. Wypadki drogowe to nie jest wskazanie do wycofania samochodów z produkcji, a kontuzje sportowe nie mogą być powodem do anulowania olimpiady sportowej. Takie sytuacje zdarzają się niezmiernie rzadko, a gdy się wydarzą, w 90% przypadków jesteśmy w stanie zwierzę z tego wyprowadzić.

Dlatego bądźmy świadomymi opiekunami. Ja wiem, że w czasach płaskiej ziemi, chemitrailsów i czipowania nas przez jaszczurki z kosmosu jest trudno, ale próbujmy – dla naszego dobra i dla dobra naszych zwierzaków.

Autor: Lekarz weterynarii Przemysław Łuczak, EgzooVet