Stellę potrącił samochód, teraz sama będzie jeździć na kółkach

author-avatar.svg

Aleksandra Więcławska

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Stella właściwie powinna już nie żyć. Najpierw potrącił ją samochód i czołgając się po ulicy, omal nie wpadła pod kolejne przejeżdżające pojazdy. Potem, gdy było już jasne, jakie ma obrażenia, lekarze zastanawiali się nad jej uśpieniem. Ale Stella się nie poddała, żyje dalej, choć czeka ją życie na kółkach. I bardzo potrzebuje waszej pomocy.

Stella w klinice

fot. Pocker the polish DOGtrotter

Życie czarnej suczki zmieniło się wieczorem 3 stycznia. Tego bardzo mroźnego dnia (akurat było minus kilkanaście stopni) sunia wpadła pod samochód w Aleksandrowie (koło Nieporętu pod Warszawą). Kierowca zniknął z miejsca zdarzenia. Ranny pies czołgał się po pokrytej lodem jezdni, nieomal wpadając pod koła kolejnych samochodów. W końcu jeden z nadjeżdżających pojazdów się zatrzymał.

Sunia miała szczęście, bo tym ostatnim samochodem jechali miłośnicy zwierząt – prowadzący fanpage Noto Hyc. Zadzwonili pod numer alarmowy 112, ale żadne służby nie chciały zająć się sprawą.

Nie wiedząc, co robić, zadzwonili do Kasi Pisarskiej, nominowanej w 2013 roku do nagrody „Serce dla Zwierząt”. Kasia poleciła im, by zawieźli ranną suczkę do zaprzyjaźnionego weterynarza w Nieporęcie.

Lekarze ocenili suczkę na około rok. To radosna psina w typie labradora, która niestety nie miała czipa ani obroży, ale na pewno mieszkała wcześniej w domu. Kasia Pisarska szuka jej właścicieli, a w międzyczasie stara się pomóc, jak może.

Wkrótce po tym, jak suczka trafiła do kliniki, stało się jasne, że nie będzie chodzić. Po przewiezieniu do lecznicy na Bemowie w Warszawie trzeba było podjąć decyzję – leczyć, operować, przygotowywać wózek inwalidzki czy uśpić?

Czy niepełnosprawny pies ma szansę żyć?

Kasia Pisarska, która miała podjąć tę decyzję, biła się z myślami. To młoda suczka, ma jeszcze przed sobą całe życie, ale z drugiej strony – kto ją adoptuje, taką kalekę? I wtedy zadzwoniła do niej Magda, prosząc, by zajrzała na fanpage Straszna Kraksa. To strona o jej życiu z niepełnosprawnym psem. Psem, który choć ma już 10 lat, trenuje ze swoją właścicielką dogtrekking i na kółkach pokonuje trasy o długości nawet 40 km. Można? Pewnie, że można!

Stało się jasne, że suczka – która od Kasi dostała imię Stella, co po łacinie oznacza „gwiazdę” – musi żyć. Lekarze rozpoczęli wtedy badania i przeprowadzili operację, bo kręgosłup suczki podczas wypadku złamał się w dwóch miejscach.

Pomoc dla Stelli

Kasia apeluje o pomoc, bo sama ratować Stelli nie da rady. Rachunek w lecznicy już wynosi kilka tysięcy złotych, a to dopiero początek… Wpłacać nawet najmniejsze kwoty można na rachunek (z dopiskiem „DLA STELLI”):

Fundacja Bonum Animae

BGŻ BNP PARIBAS SA

(złotówki) 17203000451110000004263240

(euro) 91203000453110000000367850

Przelewy z zagranicy (euro): SWIFT GOPZPLPWXXX PL91203000453110000000367850

Pieniądze na leczenie i rehabilitację są bardzo ważne, ale to nie wszystko. Stelli potrzebny jest też dom! I to dom nie byle jaki, tylko taki, który podejmie się rehabilitacji niepełnosprawnego psa, która będzie konieczna może nawet już do końca jego życia.

Dlatego Kasia szuka domu stałego dla suczki w Warszawie, Wrocławiu lub innym dużym mieście, w którym są kliniki rehabilitacji. Przyszły właściciel suczki musi się liczyć z częstymi dojazdami do takiego miejsca.

W tym tygodniu Stella jedzie do awaryjnego domu tymczasowego, ale to rozwiązanie na chwilę. Jak najszybciej potrzebny jest dla niej dom, w którym zostanie już na całe życie.

Bieżące informacje o suczce można śledzić w wydarzeniu i tam też pisać w sprawie adopcji – KLIK!

Miałeś wypadek? Powiadom służby!

A przy okazji tej sprawy apelujemy – jeśli jedziecie samochodem i zdarzy wam się potrącić zwierzę, koniecznie zatrzymajcie pojazd i zadzwońcie pod numer 112. Każdy kierowca ma obowiązek poinformować o takim wypadku odpowiednie służby.

Niestety dane są przerażające – jak mówi Kasia Pisarska, większość psów i kotów, które zostały potrącone przez samochód, umiera nie w wyniku samego wypadku, a dlatego, że się wykrwawiły lub przejechał je kolejny pojazd.

Pierwsza publikacja: 26.04.2022

Podziel się tym artykułem:

author-avatar.svg
Aleksandra Więcławska

Certyfikowana trenerka psów (kurs ukończony w Centrum Kynologicznym Canid). Ukończyła też liczne kursy i uczestniczyła w kilkunastu seminariach z zakresu zachowania, żywienia i opieki nad psami.

Zobacz powiązane artykuły

Dramatyczna interwencja. Trzy psy wegetowały we własnych odchodach

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Skołtunione, brudne, uwięzione na krótkich łańcuchach. Mimo siarczystego mrozu śpiące na zewnątrz – bez schronienia, bez możliwości ogrzania.

psy wegetowały we własnych odchodach

undefined

Ratowanie psów w Tajlandii pomogło alkoholikowi wyjść z nałogu. Poznaj jego historię!

Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Ratowanie psów może być nie tylko szlachetnym postępowaniem, ale także rodzajem terapii. Potwierdza to historia, która się wydarzyła naprawdę w Tajlandii. Niall Harbison mówi, że na małej wyspie nareszcie odkrył swoje powołanie.

ratowanie psów ocaliło życie człowiekowi

undefined

Szokujące odkrycie lekarza weterynarii. Pies miał w żołądku ponad 30 gumowych kaczek

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Buldog połknął ponad 30 gumowych kaczek. Historia, którą podzielił się lekarz weterynarii z Pattaya jest ostrzeżeniem dla wszystkich opiekunów psów. 

pies zjadł gumowe kaczki

undefined

null

Bądź na bieżąco

Zapisz się na newsletter i otrzymuj raz w tygodniu wieści ze świata psów!

Zapisz się