„Do widzenia, Lily” Stevena Rowleya – recenzja książki, która poruszy każde serce

Joanna Żołnierkiewicz

Joanna Żołnierkiewicz

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Czy można przygotować się na śmierć najbliższej przyjaciółki? Bliskiej sercu powierzycielce sekretów? Tej, która bezgranicznie kocha, nie ocenia, jest zawsze obok? Ted pewnego dnia dostrzega na głowie swojej jamniczki wrogiego gościa – guz, którego osobliwie nazywa „ośmiornicą”. Poznajcie książkę – „Do widzenia, Lily” autorstwa Stevena Rowleya – z której wnętrzem utożsami się wielu psiarzy i nie tylko.

do widzenia lily recenzja

Fot. Shutterstock

Wizja pożegnania z psem zmienia duszę – „Do widzenia, Lily”

Nikt nigdy nie jest przygotowany na utratę najbliższej osoby. Ted doskonale zdaje sobie z tego sprawę, gdy odkrywa na głowie swojego psa – tytułowej Lily – narośl. Aby w najbardziej łagodny dla swojej psychiki sposób zmierzyć się z wrogiem, nie nazywa go po imieniu – mówi, że jego jamniczka ma ośmiornicę. Ośmioramienny stwór powolnie przejmuje władzę nad ciałem Lily. Czy Tedowi uda się odesłać go stamtąd, skąd przyszedł?

Choć mogłoby się wydawać, że główny bohater jest infantylny, to z czasem poznajemy prawdziwe powody jego zachowania. Ted ma 42 lata, Lily – 12 (na psie – 84). Weterynarz informuje go, że ze względu na swój wiek, jamniczka może zacząć w coraz większym stopniu cierpieć na syndrom zamkniętego świata. Czy jednak tak samo nie zachowuje się sam Ted? Zamknięty na ludzi, introwertyczny, nieufny – ufa jedynie swojemu psu i kilkorgu najbliższych mu osób. Mężczyzna przez pryzmat możliwej śmierci czworonoga zaczyna dostrzegać swoje życie z innych perspektyw. Czy to go jednak zmieni?

Nie chce pogodzić się z faktem, że straci swoją najbliższą przyjaciółkę. Tak czy inaczej – śmierć zawsze nadejdzie z czasem, dla każdego. Każdy psiarz wie, że prawdopodobnie przeżyje swojego czworonoga. Zwierzęta żyją zdecydowanie zbyt krótko. Ted zaczyna dostrzegać, że podświadomie przeżywa żałobę, gdy Lily wciąż żyje. Nie traci jednak nadziei i stawia czoła największemu z wrogów – ośmiornicy. Ta walka odmieni go i nada jego życiu nowy sens.

„Do widzenia, Lily” – czy to obowiązkowa pozycja dla każdego psiarza?

Choć nie mam psa – jestem opiekunką dwóch kotów – to podczas lektury „Do widzenia, Lily” nieraz uroniłam łzy. Doskonale poczułam ten strach rodzący się w nas przed utratą ukochanego zwierzęcia. Zdaję sobie sprawę, że śmierć moich kotów kiedyś nadejdzie, możliwe, że w zupełnie niespodziewanym momencie. Dlatego można wyciągnąć z tego jedną ważną lekcję – cieszyć się z każdego dnia, z każdej chwili towarzystwa niezastąpionych czworonogów.

„Do widzenia, Lily” to nie jest powieść wyłącznie o możliwości straty czworonożnego przyjaciela, o śmierci. To opowieść o wewnętrznej wędrówce, metamorfozie i otwieraniu się na świat. Z początku główny bohater może zdawać się mocno irytujący, infantylny i – mimo wszystko – skupiony wyłącznie na sobie i swoich problemach. Z czasem poznajemy jednak gorzki smak życia i wpływ wielu zdarzeń na charakter człowieka.

Czy książka spodoba się wszystkim psiarzom? Nie sądzę. Jest dość specyficzna, pełna metafor i rzeczywiście mocno wybija się na pierwszy plan nieco egoistyczna narracja głównego bohatera, ale gdy dobrniemy do ostatnich stron, poczujemy, że miało to swoje powody. Czy wszyscy będą płakać? Sądzę, że tak. Dlatego zanim weźmiecie w dłoń tę książkę, przygotujcie sobie choć kilka chusteczek. Albo całą ich paczkę.

Premiera książki „Do widzenia, Lily” odbyła się 19 maja 2022 roku.  

Podziel się tym artykułem:

Joanna Żołnierkiewicz
Joanna Żołnierkiewicz

Redaktor prowadząca portali Psy.pl i Koty.pl. Prywatnie opiekunka dwóch nierasowych kotek – Furii i Luny.

Koty i Psy - E-booki

Pobierz darmowy ebook o rasach psów

Zapisz się na newsletter i odbierz ebook „50 ras w sam raz do kochania” całkowicie za darmo

Zapisz się