Choroba Cushinga – co warto o niej wiedzieć?


O chorobie Cushinga wiedziałam tyle, ile powinien wiedzieć każdy weterynarz. Nie sądziłam jednak, że będę się musiała z nią mierzyć każdego dnia - a przyszła do mnie wraz z psem, którego przygarnęłam ze schroniska.

Tym razem historia niezwykle mi bliska, bo dotycząca mojego psa. A było tak… Kilka lat temu wzięłam ze schroniska pewnego pieska. Dorosłego kundelka. Od początku był lekko agresywny, potrafił oszczekać mojego wujka czy innego mężczyznę, zwłaszcza gdy zbliżał się do niego zbyt szybko. Psy na spacerach przeważnie traktował jak wrogów – potrafił innego czworonoga ugryźć. Nie bał się nawet znacznie większych od siebie! Zrzucałam to na przejścia w schronisku i nie odbierałam jako duży problem.

Choroba Cushinga – objawy

Od zawsze, od kiedy go znam, miał problemy z przewodem pokarmowym. Czasem źle się czuł po zjedzeniu smakołyka albo miewał biegunki. Umiałam sobie z tym radzić, a też nie było to na szczęście specjalnie uciążliwe. Kłopoty żołądkowe też zrzucałam na karb problemów poschroniskowych – jak wiadomo, pieski dostają tam taką karmę, jaką akurat posiada schronisko, założyłam więc, że częste zmiany pokarmu nie służyły mojemu psu i jeszcze się to za nim ciągnie.

Jednak po 5 latach wspólnego mieszkania zaczął się dziwnie zachowywać. Zdarzało się, że rano nie było ani kropli wody w misce! A nigdy wcześniej nie pił zbyt dużo. Później zaczął szperać w koszach na śmieci. Najpierw w pracy, do której go ze sobą zabierałam. Następnie zdarzało mu się rozdzierać worki z segregowanymi odpadami. W całym ogródku znajdowałam wylizane na błysk pojemniczki po jogurtach i innych rzeczach. Zaczęliśmy więc chować odpady i pilnować psa, aby nie przebywał sam na podwórku. Dodatkowo pies dwa razy w krótkim czasie nasiusiał w domu, a nigdy wcześniej mu się to nie zdarzało.

Diagnoza

Bardzo mnie to martwiło… Wykonałam więc badania krwi, usg, badanie serca. I… nic nie wyszło. Wyniki, jak na mniej więcej 10-letniego psa, były bardzo dobre. Lekka niedomykalność zastawki w sercu i niewielkie odchylenia od normy w poziomach enzymów wątrobowych nie mogły być przyczyną tak dziwnych psich zachowań! O ile na początku podejrzewałam, że mój pies zwyczajnie rozrabia, to po pomnażających się objawach zaczęłam się bardzo martwić i szukać coraz głębiej. Do skutku, aż coś znajdę. Ale kolejne badania wychodziły tak samo dobrze jak poprzednie, a pies czuł się i zachowywał coraz dziwniej.

Poprosiłam o pomoc kolegów po fachu. Kilka osób zastanawiało się, czego szukać. Niestety, nic nam nie wychodziło i nic się nie zgadzało. Zdecydowałam się na przeprowadzenie badań w kierunku nadczynności kory nadnerczy – choroba nazywana jest zespołem Cushinga. Istnieje kilka metod wykrywania tego schorzenia. Jedne metody są tańsze, inne droższe, jedne bardziej dokładne i wiarygodne, inne mniej. Ja byłam tak zdeterminowana, że wykonałam wszystkie dostępne!

Wyniki były od ujemnych do wątpliwych. Wtedy załamałam ręce. Zdecydowałam się jeszcze na kontakt z koleżanką pracującą w laboratorium. Powtórzyłam jedno z badań, które wykonywałam na samym początku. Było to badanie ciężaru właściwego moczu i stosunku kortyzolu do kreatyniny. Obniżony ciężar właściwy i podniesiony stosunek tych dwóch parametrów jest pośrednią metodą diagnozowania zespołu Cushinga. Tym razem wyniki były pozytywne.

Leczenie choroby Cushinga

Wtedy wspomniana koleżanka z laboratorium powiedziała mi, że chyba jedyną opcją dalszej diagnostyki jest zwyczajnie próba podania leków na nadczynność kory nadnerczy i obserwowanie, co się stanie. Pies dostał więc leki i po 2-3 dniach wydarzyło się coś magicznego! Pacjent poczuł się lepiej, przestał nadmiernie pić i wyszukiwać jedzenie. Co więcej, po dłuższym okresie leczenia przestał być nadmiernie agresywny i nie miał problemów gastrycznych (żadnych wymiotów i biegunek).

I tak już od prawie 3 lat leczę u niego chorobę, która niestety skróci jego życie, której nie da się całkowicie wyleczyć, i która także wywołuje inne schorzenia. Najważniejsze jest jednak, że pies czuje się zdecydowanie lepiej!

Nadczynność kory nadnerczy, czyli choroba Cushinga

Skąd się bierze ta choroba i o co w niej właściwie chodzi? Nieleczona nadczynność kory nadnerczy jest wywoływana chorobą samego nadnercza lub przysadki, która daje „rozkazy” nadnerczom. Wydzielane są nadmierne ilości kortyzolu (naturalnego sterydu), co skutkuje wzrostem ciśnienia krwi, uszkodzeniem nerek, serca, wzroku, przewodu pokarmowego. Dochodzi do powiększania się wątroby, która ulega stłuszczeniu, a co za tym idzie – powiększa się obrys brzucha, pogarsza się okrywa włosowa (sierść może nawet wypadać), występują trudności w gojeniu ran, skóra robi się ciemna i pergaminowa. Objawami bardzo rzucającymi się w oczy są: polifagia (nadmierne jedzenie), polidypsja (nadmierne pragnienie) i poliuria (nadmierne oddawanie moczu).

Mój pies miał jedynie te ostatnie objawy. Gdyby nie upór mój i moich kolegów w doszukaniu się problemu i ponawianiu badań, nie odkrylibyśmy, co się dzieje. Dlatego tak ważne jest wnikliwe obserwowanie swojego pupila i kontrolowanie jest stanu zdrowia na co dzień. A jeśli trzeba powtarzać badania? Trudno – ważne, by odkryć przyczynę! Tylko wtedy można psu pomóc. Leczenie i kontrolowanie syndromu Cushinga jest kosztowne. Nie tylko leki są drogie, ale i badania kontrolne nie należą do tanich. Niestety, tych wydatków nie da się uniknąć. Ale czego się nie robi dla dobra pupila?