Co w trawie piszczy? Oj, różne rzeczy…


Jakiś czas temu wybrałam się z koleżanką i naszymi psami na spacer nad Wisłę. Jest tam obszar, na którym można bezpiecznie puścić psy wolno. O ile nie ma ludzi i innych zwierząt. Nasze cztery psy znają się doskonale i grzecznie zaglądają pod krzaki razem. Wspólnie przemieszczają się po dostępnym terenie bez rozkręcania afer.

To nie jest wpis z gabinetu, a z mojego życia osobistego. Bo wszystko zaczęło się na spacerze. A potem, jak to zwykle bywa, historia przeniosła się do pracy – czyli lecznicy weterynaryjnej.

Mimo kalendarzowej zimy, śniegu w mieście brak. Można sobie spacerować trawiastymi ścieżkami, zupełnie zapominając o tym, że właśnie kończy się styczeń. Dlatego wybrałam się z koleżanką nad Wisłę. W pewnym momencie musiałyśmy zejść z wydeptanej ścieżki, ponieważ w oddali pojawił się duży pies, z którym nie chciałyśmy się spotkać. Wszystko poszło zgodnie z planem. Ale po powrocie na wcześniejszą trasę okazało się, że jeden z moich psów kuleje. Przeskakiwał z łapy na łapę tak, jakby bolała go więcej niż jedna noga. Albo jakby się oparzył!

Wszystkie psy po kolei

Po chwili zauważyłam, że drugi z psów – tym razem koleżanki – dziwnie się zachowuje. Suczka usiała na środku drogi i zaczęła namiętnie lizać tylną łapę pomiędzy opuszkami. Obejrzałam łapy obu psów. Nie było skaleczeń, jedynie lekkie zaczerwienienie delikatnej skóry między palcami. To jedyne miejsce, gdzie pies ma gruczoły potowe, a dodatkowo skóra tam jest bardzo wrażliwa.

Po upewnieniu się, że łapki nie są pokaleczone, spojrzałam na trzeciego psa – tym razem mojego – i zamarłam. Moja sunia stała w bezruchu z niewyraźną miną. Jak sparaliżowana, nie mogła się ruszyć. To bardzo wrażliwy pies, więc musiało jej coś dolegać. Mając w głowie dwa poprzednie pupile, od razu obejrzałam jej kończyny. Łapy były mocno zaczerwienione. Skóra między opuszkami była zaogniona.

Co teraz?

Szybka wycieczka nad brzeg Wisły, intensywne moczenie w zimnej wodzie i… na szczęście dalszy spacer był możliwy. Mocno zastanawiałam się, co mogło wywołać takie poparzenie łap. O tej porze roku nie ma na plaży ludzi, więc pozostawienie jakiejś żrącej substancji było raczej mało prawdopodobne.

Wróciłam w miejsce, gdzie zboczyłyśmy z wydeptanego szlaku, i szukałam podejrzanych rzeczy. Nic nie znalazłam. Nic, poza… pokrzywami i ostami. Trudno uwierzyć, że pies może się tak zagapić, aby wejść w coś kłującego. Zwykle wydaje się, że czworonogi są na tyle uważne i czujne, że nie potykają się, nie wpadają też przez nieuwagę w dziury i doły. Tak czy inaczej, wszystkie cztery psy po powrocie do domu nie pamiętały już o przykrym spotkaniu z nieprzyjemnym trawnikiem nad Wisłą.

Historia szybko wróciła

Kilka dni później do gabinetu przyszedł pacjent z podobnymi objawami, jakie miały moje psy. Był to podwórkowy szczeniak owczarka niemieckiego. Wszystkie cztery łapy miał mocno zaczerwienione, dodatkowo biedak intensywnie się lizał, jakby nie mógł przestać.

Nauczona niedawnym doświadczeniem przepytałam opiekunów o to, co mają w ogrodzie. Szybko okazało się, że rosną tam chwasty – i to w dużej ilości – a i pokrzyw nie brakuje. Poleciłam moczenie łapek psa w chłodnej wodzie i smarowanie ich maścią łagodzącą. Dodatkowo, co już nieco wykroczyło poza kompetencje weterynarza – uporządkowanie ogrodu.