Czy mucha jest groźna dla pieska z podwórka?

W życiu codziennym lekarza weterynarii zdarzają się przeróżne sytuacje. Poza śmiesznymi i wywołującymi uśmiech na twarzach są też mniej ciekawe. Od kiedy pracuję w gabinecie, a nawet jeszcze wcześniej, gdy byłam na studiach, zatraciłam wstręt do różnych rzeczy. Prawie 6 lat studiów obfitowało w różne sytuacje i widoki. W pracy nie jest inaczej. Ale jest jedna rzecz, która mnie odstrasza. Im cieplej, tym tego więcej. O czym mowa?

Muchy…

Mucha – jak każde stworzenie – chce przetrwać, a aby przetrwać, musi się rozmnażać. Jak to robi? Ano właśnie, w tym cały szkopuł. Taka dorosła mucha szuka sobie odpowiedniego miejsca, gdzie złoży jaja. Ponieważ larwy po wykluciu żywią się tkankami, najlepszą pożywką dla nich jest padlina.

W naturze istnieje pojęcie obiegu materii. Larwy zjadają martwe tkanki, a padlina znika, więc nie zanieczyszcza środowiska, co jest nawet korzyścią. Wszytko świetnie, ale nie zawsze padłe zwierzę pada ofiarą muszej mamy….

Nie chce wychodzić z budy

Upał, żar leje się z nieba, a muchy – jak wiadomo – lubią ciepłe dni. Pies podwórzowy jest zwykle mniej głaskany przez właścicieli niż kanapowy yorczek czy maltańczyk, który pcha się na kolana i ma szansę być głaskany non stop. Stąd kontrola nad stanem zdrowia „dozorcy” podwórka jest mniejsza.

Kilka dni temu miałam telefon: „Dzień dobry. Mam takiego starego psa. On mieszka na podwórku i zauważyłam, że od jakichś 3 dni mniej je i nie chce wychodzić z budy. Przyjedzie pani do niego?”.

Jadę, w myślach układam plan wizyty – co najpierw, o co zapytać. Na miejscu obraz nędzy i rozpaczy. Pies chudzina, faktycznie raczej nie wychodzi z budy, bo ciężko było go nawet namierzyć. Miska pełna, w ogóle nie ruszona, pewnie od jakiegoś czasu stoi, bo karma lekko podeschła.

Po jakimś czasie udaje się wyciągnąć chorowitka z jego kryjówki.

Mała rana – duży problem

Z wywiadu okazało się, że pies kilka dni temu – podczas burzy – uciekł z podwórka. Po całonocnej eskapadzie wrócił do domu z raną na udzie. Niestety, w przypadku wielu osób nadal pokutuje przekonanie, że ślina psa ma właściwości lecznicze i pies „sam się wyliże”. Rzeczywistość wygląda inaczej.

W jamie ustnej psa znajduje się dużo bakterii, które zwierzak, liżąc ranę, wprowadza do środka. Ponadto szorstki język nie pozwala nowym komórkom prawidłowo przyrosnąć i tym samym utrudnia ranie gojenie się. Jednak w tym przypadku to nie lizanie było problemem.

Kłopot tkwił zupełnie gdzie indziej. W ranie swoje potomstwo zameldowała jakaś „mama mucha”. W sprzyjających warunkach larwy wykluwają się już po 12-24 godzinach. Owe warunki to ciepło, wilgotno i obfitość pokarmu. Rana to więc idealne siedlisko!

Larwy wytwarzają substancje, dzięki którym tkanki, które chcą skonsumować, są bardziej przydatne, podlegają więc lekkiej martwicy. Niestety – nie jest prawdą, że muchy robią dobrze, bo wyjadają martwicę. Do momentu, kiedy ona jest, to tak, ale potem małe muchy same sobie tę martwicę produkują i – w dużym uproszczeniu – można powiedzieć, że zjadają naszego chorego pieska żywcem!

Po oględzinach psa, będąc w lekkim szoku, stwierdziłam, że po całym ciele zwierzaka pełzają okropne, białe, pulchniutkie larwy. Rana była sącząca, śmierdząca, z ropą. Klasyczny obraz choroby, którą określa się MUSZYCĄ.

Leczenie jej jest uciążliwe. Poza oczyszczeniem i leczeniem rany, należy też pozbyć się larw. One szybko się przepoczwarzą, a kolejne dorosłe muchy złożą miliony nowych jaj. Kąpiele, golenie zwierzaka w miejscu rany, płukanki – wszystko to jest niezbędne, aby pies wrócił do zdrowia.

Eutanazja?

Nadzwyczaj często muszyca dotyczy zwierząt, które nie są w stanie bronić się przed natrętnymi owadami. Są to psy osłabione i schorowane. Zdarza się, że muchy są przysłowiowym „gwoździem do trumny”, ostatecznym argumentem za eutanazją. I nie pozostaje wtedy nic innego, jak tylko danego psa uśpić.

PS

Właściciele podwórkowego uciekiniera poważnie podeszli do tematu i wzięli się za leczenie pieska zgodnie z moimi zaleceniami. Co było wyjątkowe, bo zwykle w takich wypadkach pojawiają się same przeszkody, które to uniemożliwiają (brak czasu, brak pieniędzy, brak chęci, brak empatii…).

Niestety – muszyca była już w tak zaawansowanym stadium, a ogólny stan pieska tak zły, że mimo chęci niewiele udało się zrobić. Psa trzeba było poddać eutanazji.

A wystarczyło te kilka dni wcześniej zająć się raną, gdy jeszcze była świeża…