Dlaczego dzieci nie nadają się na opiekunów psów? Tłumaczy weterynarz


Małe dziecko i mały piesek - cóż za doskonałe połączenie! Będą się razem wychowywać! Chwileczkę... Ale czy to aby na pewno dobry pomysł?

Komu z nas nie zdarzyło się potrącić – czy nawet przypadkiem nadepnąć – swojego czworonoga… Czasem psiak tak się kręci, że o nieszczęście nie jest trudno. Moja babcia potknęła się kiedyś o mojego psa tak niefortunnie, że aż się przewróciła! Takie wypadki zdarzają się z udziałem dorosłych ludzi od czasu do czasu. Natomiast przy dzieciach zdecydowanie częściej!

Tak, ale pod kontrolą

Przez nieuwagę dziecko może skrzywdzić psa. Wszyscy wiemy, jak zachowuje się nieupilnowane małe dziecko – ciągnie pupila za sierść i uszy, pełza po nim… Tak poznaje świat i z jego perspektywy jest to normalne. Ale jeśli mówmy o psach – nie powinno być to akceptowane! I nie powinno się zdarzać. Nigdy.

Starsze dzieci, jak już są sprytniejsze i potrafią zaopiekować się psem, często są proszone przez dorosłych o pomoc. Karmienie, wyprowadzanie na dwór, czesanie. Wszystko to jest doskonałym pomysłem – pod warunkiem że odbywa się pod kontrolą dorosłych, a obowiązki wobec psa są dopasowane do wieku i możliwości dziecka.

Dlaczego dzieci się nie nadają?

Niestety niemiłą przygodę miała moja klientka wraz ze swoją córką i jednym z psów… Kobieta do przychodni wpadła zapłakana. Na moje pytanie, co się stało, powiedziała jedynie, że pies wypadł dziecku z rąk. Dopiero wtedy zauważyłam, że trzyma coś w rękach. Zawiniątko w kocu. Głowa, która wystawała z koca, była wiotka.

Szybko na stół, oględziny, stetoskop – brak akcji serca. Próba reanimacji, ale nic z tego. Psa już z nami nie było. A to dopiero szczeniak, piękny, w kurteczce, młodziutki maltańczyk.

Zapłakana właścicielka zaczęła tłumaczyć, że szła z córką po schodach, w rękach miała torby, a dziecko niosło psa. Nikt się nie spodziewał tragedii. Ale niestety wydarzyło się. Piesek wyślizgnął się dziecku z rąk i upadł z dużej – jak na takie maleństwo – wysokości. Musiał uderzyć głową, ponieważ zgon nastąpił natychmiast. Smutne oczy z rozszerzonymi źrenicami, które już nie obejrzą niebieskiego nieba i słońca.

Kto tu zawinił?

Na pewno nie pies. Skoro był niesiony, powinien być bezpieczny. Dziecko? Też nie – małe dzieci mają zdecydowanie mniej zdolności manualnych, gorzej przewidują sytuacje i trudniej im opanować małe, wijące się ciałko psa. Zdecydowanie trudniej niż osobom dorosłym. To co? Mama? Na to wygląda. To my, dorośli, powinniśmy przewidzieć nieprzewidywalne. To my dbamy o zdrowie (i życie) istot pod naszą opieką. Tyczy się to dzieci, ale także zwierząt. Bez nas są bezbronne, a przy tym są od nas uzależnione.

W reklamach, filmach i książkach pięknie wyglądają psiaki czy kociaki z niemowlakami. Rosną i wychowują się razem. Ale małe dziecko nigdy nie dorówna psu. Ten drugi przecież znacznie szybciej się rozwija i dorasta. Nie należy uczyć małych dzieci odpowiedzialności na zwierzętach jako na żywych modelach. Bo to bym ostatnim dzieje się krzywda.

Opisany przez mnie przypadek skończył się najgorzej jak mógł. Pieska nie udało się w żaden sposób uratować. Moje oburzenie i niezgoda na taką tragedię były ogromne. Ale nie mogłam kompletnie nic zrobić.