Eutanazja na życzenie? Oby się udało przed wyjazdem!


Pies Logan i lekarz, który uratował go przed śmiercią, zrobili się rozpoznawalni w całych mediach. Piesek jest symbolem tego, z czym weterynarze spotykają się zdecydowanie zbyt często...

Dużo się ostatnio mówi o naszej weterynaryjnej codzienności. Zaczęło się od jednego wpisu…

Wakacyjne czyszczenie magazynówW życiu jest tak, że poznajemy różnych ludzi. Zawiązujemy znajomości, przyjaźnie –…

Publiée par Egzoovet sur Samedi 13 juillet 2019

Empatia to coraz rzadsza cecha u ludzi w dzisiejszym, pędzącym wciąż ku zyskowi świecie. Nie od dziś wiadomo, że to właśnie przed wakacjami schroniska nagle zapełniają się niechcianymi futrzakami. Jak to możliwe?

Niech tylko nie choruje!

Ano niestety wszystko jest możliwe. Wiele osób, biorąc pod opiekę psa czy inne zwierzę myśli, że wie, na co się porywa. Ale najczęściej bierze pod uwagę jedynie minimalną opcję, czyli zdrowego, bezproblemowego pupila. Schody zaczynają się, jak psu zaczyna coś dolegać. Potrzebny jest czas (na opiekę i wizyty u lekarza), pieniądze na leczenie i zaangażowanie! Wiele osób na to nie stać, a to bardzo smutne…

Słyszy się również o podrzucaniu starszych osób na święta do szpitala, bo… rodzina chce wyjechać na narty czy gdzieś indziej odpocząć. Każdemu należy się odpoczynek, ale porzucanie członka rodziny z wymyślonym schorzeniem, aby tylko ktoś inny przejął opiekę? Jakoś mi się to nie mieści w głowie…

Leczenie psa czy wyjazd? Wybór jest prosty

Okres wakacyjny rządzi się swoimi prawami. Zaplanowany urlop – a tu klops. Pimpek ma zapalenie płuc! I co robić? Odwołać wyjazd? No ale już zaplanowane, zapłacone! Odpowiedzialny, kochający właściciel zabiera psa ze sobą i leczy dalej, szuka mu opieki na miejscu, a w skrajnych przypadkach przekłada wyjazd. Nie jest to jednak normą.

Święta, święta i po psie

Święta? To bardzo szczególny czas w roku dla lekarzy weterynarii. Na początku mojej pracy byłam zszokowana, teraz już mi tylko smutno, jak bardzo ludzie potrafią nie kochać swoich psów.

Wiadomo, że przed świętami w domach ogromne sprzątanie. Zwłaszcza obserwuje się to przed Bożym Narodzeniem. Aura świętego Mikołaja, prezentów, rodziny i wielkiego stołu z dwunastoma tradycyjnymi daniami kłóci się z Kajtkiem, który cichutko, w kąciku sobie dogorywa w szesnastym roku swojego życia. Słuch nie ten, serce słabe, czasem zsiusia się pod siebie. Ale jak to? Na wyprane dywany i zapastowaną podłogę? Trzeba problem rozwiązać… Najlepiej dzień przed świętami, bo „on już się tak męczy”. Pytam, czy był leczony. „Nie, po co? Przecież to starość”…

Czystki przed rozpoczęciem roku szkolnego

Koniec wakacji i początek roku szkolnego to, wbrew pozorom, kolejny problem. Latem w lecznicach weterynaryjnych pojawia się wiele szczeniąt na pierwsze wizyty, bo dzieci są w domu i mają czas zajmować się nowym członkiem rodziny. Wszystko fajnie, ale co będzie we wrześniu, gdy rodzice pójdą do pracy, a dzieci wrócą do szkół? Nagle nie ma się komu zajmować psem… I wtedy okazuje się, że zwierzak jest problemem.

Kłopoty z odpowiedzialnością wśród dorosłych piętrzą się, a cierpią na tym ci, którzy nie mogą się sami bronić, czyli psy. Tacy „właściciele” potrafią wymyślić najbardziej absurdalny powód, aby uśpić zwierzaka. Czasem chyba uważają lekarzy za głupich.

Właściciel czy… „właściciel”

Jakiś czas temu trafili do mnie ludzie z kotem w transporterze. Zaczęli od lamentu, jaką to mają chorą kotkę. Mówili, że już byli w kilku przychodniach i nic nie pomaga – kotka ciągle ma biegunkę. „Ona to już w zasadzie umiera, niech ją pani uśpi”. Z rzeczonego transportera wyszła piękna, szylkretowa, długowłosa kotka o lśniącej sierści i od razu zaczęła mruczeć. Nie uwierzyłam w to, co mówili – tak nie wygląda umierający i wyniszczony biegunką kot!

Sama mam na koncie kilka zwierząt, które przejęłam od „właścicieli”. Począwszy od dwóch szczurów z zaawansowaną (jedynie w głowie „właścicielki”) grzybicą, które obecnie szczęśliwie mieszkają u mojej koleżanki, przez wyżej opisaną kotkę, aż po suczkę, na której leczenie zbierałam rok temu po tym, jak wypadła z okna i się połamała, a „właściciele” nie chcieli jej leczyć. Był też szczeniak, który zachorował na babeszjozę, ale nie było chęci ze strony opiekunów na wydawanie pieniędzy.

Wszystkie takie sytuacje niszczą moją wiarę w ludzi… Nie wiem, jak to możliwe, żeby mieć tak mało ludzkich uczuć do zwierząt, które nierzadko były z rodziną kilka czy kilkanaście lat!

Muchy? A, zalęgły się wczoraj

Najgorsi są ludzie, którzy dniami, tygodniami albo nawet miesiącami patrzą na cierpienie zwierzaka. Jak już w końcu przyprowadzą go do gabinetu, nic się nie da dla niego zrobić poza eutanazją.

Nie zapomnę psa, którego przyniosły trzy zapłakane kobiety, chyba dwie córki i matka. Starutki pies, wyciągnięty tego dnia siłą z budy. Był w tak złym stanie, że nie uwierzyłam w ich zapewnienia, że pies źle się czuje od wczoraj. Sierść była cała posklejana, śmierdział niemiłosiernie, a po odkryciu koca, w którym był przyniesiony, z psa wyleciały dwie dorosłe muchy! To mogło znaczyć tylko jedno… Że gdzieś w kłębach sierści psa znajdowało się dużo więcej much. Pies miał muszycę i nie udało się go uratować.

Pewnych sytuacji i ludzkich zachowań nie jestem w stanie pojąć…